REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

PiS oskarża szefa Instytutu Pileckiego o zdradę dyplomatyczną. Chodzi o dzieła sztuki

2025-08-05 13:32
publikacja
2025-08-05 13:32
Dodaj Bankier.pl w Google

Politycy PiS uważają, że Krzysztof Ruchniewicz, szef Instytutu Pileckiego i pełnomocnik MSZ ds. spraw polsko-niemieckiej współpracy, dopuścił się zdrady dyplomatycznej. Złożą w prokuraturze zawiadomienie w tej sprawie. Wezwali też do natychmiastowego odwołania Ruchniewicza z funkcji szefa Instytutu.

PiS oskarża szefa Instytutu Pileckiego o zdradę dyplomatyczną. Chodzi o dzieła sztuki
PiS oskarża szefa Instytutu Pileckiego o zdradę dyplomatyczną. Chodzi o dzieła sztuki
fot. Dan V / / Unsplash

„Rzeczpospolita” napisała, że dyrektor Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego chciał zorganizować seminarium badawcze poświęcone zwrotom dóbr kultury przez Polskę na rzecz m.in. Niemiec.

Politycy PiS oświadczyli na wtorkowej konferencji prasowej, że takie działania stoją w całkowitej sprzeczności z polskim interesem narodowym oraz celami funkcjonowania Instytutu Pileckiego.

Poseł i b. wiceszef MSZ Paweł Jabłoński podkreślił, że Ruchniewicz jest nie tylko dyrektorem Instytutu Pileckiego, ale też pełnomocnikiem szefa MSZ do spraw polsko-niemieckiej współpracy społecznej i przygranicznej, w związku z czym jest upoważniony do reprezentowania polskiego rządu za granicą.

Pan Ruchniewicz, który jest funkcjonariuszem z nominacji, z łaski Donalda Tuska, dopuścił się działania na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej (...). Zostanie złożone, prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu, zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez pana Ruchniewicza, o tym, że dopuścił się on przestępstwa z art. 129 Kodeksu karnego. Będziemy domagali się ścigania i ukarania - zapowiedział Jabłoński.

Ten artykuł Kk dotyczy „zdrady dyplomatycznej” i stanowi, że „kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.

Wakacje na giełdzie

Poseł Radosław Fogiel powiedział, że nie zdziwiłby się, gdyby niemieckie służby wystawiły Ruchniewiczowi „laurkę”, ale jako polski urzędnik powinien on „znaleźć się natychmiast w optyce zainteresowania służby kontrwywiadu”.

Natomiast poseł i b. minister kultury w rządzie PiS Piotr Gliński wezwał premiera Donalda Tuska i szefową MKiDN Martę Cienkowską do natychmiastowego odwołania Ruchniewicza z funkcji dyrektora Instytutu Pileckiego.

Według niego, od półtora roku trwa „absurd związany z tym, że ta instytucja i resort kultury nie wypełnia swoich podstawowych obowiązków wobec interesu polskiego, czyli nie broni naszego interesu w obszarze odzyskiwania dzieł kultury, nie realizuje postulatów zupełnie oczywistych”.

- A teraz się okazuje, że polscy urzędnicy, dyrektor Ruchniewicz (...), chce organizować konferencje naukowe na temat oddawania dzieł sztuki przez nas Niemcom, to jest tak wielki skandal, że najwyższy czas, żeby ten pan podał się dymisji - powiedział Gliński.

Prof. Krzysztof Ruchniewicz to historyk XX wieku, zawodowo związany z Uniwersytetem Wrocławskim, przez wiele lat kierował Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, placówką naukowo-dydaktyczną współtworzoną przez Uniwersytet Wrocławski i DAAD (Deutscher Akademischer Austauschdienst). Zajmuje się dziejami Europy, Niemiec i stosunków polsko-niemieckich w XX wieku. Od połowy czerwca 2024 r. pełni funkcję pełnomocnika ministra spraw zagranicznych ds. polsko-niemieckiej współpracy społecznej i przygranicznej. Od listopada 2024 r. jest dyrektorem Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego.

Instytut ten to państwowa instytucja naukowo-badawcza z siedzibą w Warszawie, utworzona na podstawie ustawy z 9 listopada 2017 r. o Instytucie Solidarności i Męstwa. Miał on nosić nazwę Instytut Solidarności i Odwagi. Obecną nazwę ustalono w czasie prac parlamentarnych nad ustawą. Instytut Pileckiego został stworzony na potrzeby interdyscyplinarnej i międzynarodowej refleksji nad kluczowymi zagadnieniami XX wieku: dwoma totalitaryzmami – niemieckim i sowieckim, a także konsekwencjami ich działań. Posiada krajowe oddziały w Warszawie i Augustowie oraz zagraniczne w Berlinie i Rapperswilu.

„Rzeczpospolita” napisała, że pod koniec lipca kierowniczka oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie Hanna Radziejowska wysłała pismo do nowej szefowej resortu kultury Marty Cienkowskiej oraz do wiadomości chargé d’affaires ambasady w Berlinie Jana Tombińskiego, w którym wskazała, że dyrektor Instytutu Pileckiego Krzysztof Ruchniewicz „oczekiwał przygotowania cyklu seminariów i zaproponował m.in. organizację seminarium poświęconego zwrotom dóbr kultury przez Polskę na rzecz Niemiec, Ukrainy, Białorusi, Litwy oraz mienia prywatnego należącego do osób pochodzenia żydowskiego”; w piśmie tym wskazano, że „propozycja dyrektora Ruchniewicza, będącego jednocześnie pełnomocnikiem ds. relacji polsko–niemieckich, jest sprzeczna z polityką państwa polskiego i budzi poważne obawy co do negatywnych konsekwencji zarówno dla MKiDN, jak i Instytutu Pileckiego”.

We wtorkowym wpisie na platformie X resort kultury podkreślił, że Instytut Pileckiego „nie prowadzi oraz nigdy nie prowadził rozmów w zakresie restytucji dóbr kultury – nie jest to w kompetencjach jednostki”. „Seminaria, które odbędą się we wrześniu dedykowane badaniom proweniencyjnym, są wykorzystane do szerzenia nieprawdziwej narracji o działaniach polskiego rządu. Przekształcenie Instytutu Pileckiego w instytut badawczy (zgodnie z ustawą), w tym zmiany w strukturze zatrudnienia jakie zachodzą w oddziałach - nabór wykwalifikowanych badaczy - wykorzystywane są do szerzenia dezinformacji w mediach” - napisano. 

Instytut Pileckiego: Nie prowadzimy rozmów o zwrocie dóbr kultury przez Polskę

Instytut Pileckiego odrzuca wszelkie, kłamliwe sugestie, jakoby (...) pod jego auspicjami były prowadzone jakiekolwiek rozmowy o zwrocie dóbr kultury przez Polskę - oświadczył Instytut odnosząc się do informacji, że szef placówki prof. Krzysztof Ruchniewicz chciał zorganizować seminarium w tej sprawie.

O sprawie jako pierwsza poinformowała wtorkowa "Rzeczpospolita".

„Pod koniec lipca kierowniczka oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie Hanna Radziejowska wysłała pismo do nowej ministry kultury Marty Cienkowskiej oraz do wiadomości chargé d’affaires ambasady w Berlinie Jana Tombińskiego, w którym wskazuje na kilka problemów. Przede wszystkim na to, że dyrektor Ruchniewicz »oczekiwał przygotowania cyklu seminariów i zaproponował m.in. organizację seminarium poświęconego zwrotom dóbr kultury przez Polskę na rzecz Niemiec, Ukrainy, Białorusi, Litwy oraz mienia prywatnego należącego do osób pochodzenia żydowskiego«” - czytamy w artykule.

"Rz" podkreśla, że „stoi to w sprzeczności z polityką polskiego rządu, a jest wręcz na rękę nowemu rządowi w Berlinie, którego minister kultury miał sygnalizować swoim odpowiednikom w Polsce chęć odzyskania choćby tzw. Berlinki, zbioru zabytkowych archiwaliów z byłej Pruskiej Biblioteki Państwowej, obecnie znajdującego się w Bibliotece Jagiellońskiej”.

Stanowisko w tej sprawie opublikował resort kultury, który podkreślił, że „temat Berlinki nigdy nie był przedmiotem rozmów na poziomie ministrów ani rozmów ministerialnych”.

„Rozpowszechnianie tego typu nieprawdziwych informacji godzi w interesy państwa polskiego i wieloletnie działania restytucyjne. Instytut Pileckiego nie prowadzi oraz nigdy nie prowadził rozmów w zakresie restytucji dóbr kultury – nie jest to w kompetencjach jednostki. Seminaria, które odbędą się we wrześniu dedykowane badaniom proweniencyjnym, są wykorzystane do szerzenia nieprawdziwej narracji o działaniach polskiego rządu” - zaznaczono we wpisie resortu.

Dodano, że „przekształcenie Instytutu Pileckiego w instytut badawczy (zgodnie z ustawą), w tym zmiany w strukturze zatrudnienia jakie zachodzą w oddziałach - nabór wykwalifikowanych badaczy - wykorzystywane są do szerzenia dezinformacji w mediach”.

Rzeczniczka prasowa Instytutu Pileckiego Luiza Jurgiel-Żyła w przesłanym PAP oświadczeniu napisała: „Instytut Pileckiego wraz z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego organizuje cykl seminariów międzynarodowych poświęcony badaniom proweniencyjnym polskich dóbr kultury zagrabionych podczas II wojny światowej. Instytut wbrew nieprawdziwym sugestiom Hanny Radziejowskiej, pracownicy Instytutu Pileckiego, kierowniczki oddziału berlińskiego nie planował nigdy organizacji spotkań mających prowadzić do przekazania jakichkolwiek znajdujących się w Polsce dóbr kultury jakimkolwiek osobom prawnym lub fizycznym”.

Przypomniała, że IP jest jednostką badawczą, która prowadzi badania nad różnymi zjawiskami funkcjonowania rządów totalitarnych XX w., w szczególności nazistowskiego i radzieckiego. „Wśród nich także nad próbami niszczenia kultur i zakłamywania historii. W tych ramach mieszczą się badania nad pochodzeniem dóbr kultury znajdujących się w różnych miejscach Europy” - dodała.

Przekazała, że „powyższego problemu miały dotyczyć specjalistyczne seminaria naukowe organizowane w Warszawie we współpracy z oddziałem Instytutu w Berlinie”.

Dodała, że „zacytowany przez »Rzeczpospolitą« tekst nazwany »listem jednego z naukowców zajmujących się zagrabionym mieniem« zawiera liczne pomówienia i mija się z prawdą”.

„Instytut Pileckiego odrzuca wszelkie, kłamliwe sugestie, jakoby prowadził działania niezgodne z polityką i racją stanu Polski, w szczególności by pod jego auspicjami były prowadzone jakiekolwiek rozmowy o zwrocie dóbr kultury przez Polskę” - podkreśliła rzeczniczka.

Jak napisała, „Instytut Pileckiego stwierdza, że podjęta przez »Rzeczpospolitą« próba zdezawuowania autorytetu jednostki i jej dyrektora dokonuje się w sposób godzący w podstawowe standardy pracy dziennikarskiej”.

Po publikacji "Rz" odwołania Ruchniewicza domagają się politycy PiS. - Wzywam panią minister kultury, pana premiera Donalda Tuska do natychmiastowego odwołania Krzysztofa Ruchniewicza ze stanowiska dyrektora Instytutu Pileckiego – powiedział na konferencji prasowej w Sejmie były wicepremier, szef MKiDN Piotr Gliński. 

ksi/ dki/ lm/

iwo/ mok/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (10)

dodaj komentarz
ebm242
Fritz, Braun, Mentzen, Rau, Schreiber, Hoffmann, Wassermann, Schmidt, Weber, Szefernaker, Babinetz, Müller i wielu innych. Czy nikogo z wyborców skrajnej prawicy nie dziwi, że tak wielu polityków w tym środowisku ma Niemieckie nazwiska ? I wszyscy podają się za "Prawdziwych Polaków". Przypadek ?
stain
Bardzo proszę mi wyjaśnić dlaczego usuwacie mój wpis, w całkowicie kulturalny sposób sugerujący wysłanie całej niemieckiej ekspozytury obsadzającej polską administrację rządową do macierzy - czyli do Niemiec, z Rudym na czele. A równocześnie zostawiacie dość prymitywne teksty sugerujące to samo.
stain
Czy chodzi o to, żeby postało wrażenie że krytykujący waszą Partię-Matkę to wyłącznie prymitywy? Śmiało, wyjmijcie partyjne legitymacje z kieszeni. Żurek skończy w pierdlu - to oczywiste- ale przynajmniej miał odwagę, żeby nie udawać, że nie jest platfonsem. Media prosimy o to samo.
stain odpowiada (usunięty)
Za nazwiska nikogo nigdzie nie wysyłamy. Za czyny jedynie. Rudy pierwszy.
niederfurzdorf
Najgorszy jest niewolnik, który uważa się za wolnego, inteligentny inaczej uważający się za mędrca, człowiek z kompleksami niższości uważający się za otwartego światowca …
katzpodola
Ruchniewicz to kolejna tłuk Tuskowej bandy
samsza
Witold Pilecki był wytrawnym oficerem wywiadu i miał agentów w różnych ministerstwach i Urzędzie Bezpieczeństwa. Zdawał więc sobie sprawę, że jego struktura została zinfiltrowana przez bezpiekę. Zeznania Pileckiego nie są przypadkowe – wcale nie zdradził współpracowników, jak sugeruje Romanowski.

https://www.rp.pl/publicystyka/art13092251-
Witold Pilecki był wytrawnym oficerem wywiadu i miał agentów w różnych ministerstwach i Urzędzie Bezpieczeństwa. Zdawał więc sobie sprawę, że jego struktura została zinfiltrowana przez bezpiekę. Zeznania Pileckiego nie są przypadkowe – wcale nie zdradził współpracowników, jak sugeruje Romanowski.

https://www.rp.pl/publicystyka/art13092251-rotmistrz-oczerniony
samsza
Nie, Witold Pilecki nie zdradził; został fałszywie oskarżony przez komunistyczne władze PRL o działalność szpiegowską i przygotowywanie zamachu, co stanowiło powód jego śmierci w 1948 roku. Oskarżenia te, wraz z zarzutami o posiadanie broni i fałszywe dokumenty, były elementem komunistycznej propagandy, która miała zdyskredytować Nie, Witold Pilecki nie zdradził; został fałszywie oskarżony przez komunistyczne władze PRL o działalność szpiegowską i przygotowywanie zamachu, co stanowiło powód jego śmierci w 1948 roku. Oskarżenia te, wraz z zarzutami o posiadanie broni i fałszywe dokumenty, były elementem komunistycznej propagandy, która miała zdyskredytować go i jego działalność na rzecz suwerenności.

Powiązane: Niemcy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki