Manipulowanie historią służy Kremlowi do kształtowania polityki wobec Europy Środkowej, dlatego dr Jędrzej Piekara przypomina, że rosyjscy propagandyści wykorzystywali już rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego do prób poróżniania Polaków z Ukraińcami.


W sobotę przypada 82. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. W przeszłości rosyjska propaganda wykorzystywała ten dzień do nagłaśniania fałszywych narracji na temat przyczyn i przebiegu polskiego zrywu.
Kremlowski przekaz sprowadzał się dotąd do twierdzenia, że „warszawska awantura” była zbrodnią polskich elit, a Zachód zdradził wówczas Polskę.
Historyczne manipulacje propagandystów służyły również temu, aby tłumaczyć, że Stalin, który m.in. nie zgodził się na wykorzystanie sowieckich lotnisk do zaopatrywania powstańców, nie pomógł walczącej Warszawie z czysto wojskowych względów, mimo że jego armia stała na drugim brzegu Wisły, kilkaset metrów od rejonu walk.
Mity o Ukraińcach w Powstaniu Warszawskim. "Prawda jest inna"
Piekara, współautor raportu Instytutu Europy Środkowej na temat rosyjskiej dezinformacji historycznej i pracownik naukowy Muzeum II Wojny Światowej, podkreślił w rozmowie z PAP, że rosyjska propaganda przypominała już o istnieniu ukraińskiej, kilkusetosobowej formacji współpracującej z Niemcami i wyolbrzymiała jej rolę w krwawym pacyfikowaniu powstania. Jego zdaniem, taka narracja może iść w parze z pytaniem do Polaków, czemu wciąż wspierają Ukraińców, skoro wspólnie z nazistami tłumili powstanie w 1944 roku. Ekspert dodał, że przy okazji, Rosjanie mogą „sprzedać” obowiązującą na Kremlu wizję Ukrainy jako kraju o tradycji nazistowskiej, na czym zależy im od początku pełnoskalowej wojny z lutego 2022 roku.

Piekara zwrócił uwagę na to, że nagłaśnianie i wyolbrzymianie udziału Ukraińców w tłumieniu powstania można uznać za skuteczny zabieg propagandowy, polegający na mieszaniu prawdy z manipulacją, który może przekonać nawet bardziej sceptycznych odbiorców.
Udział Ukraińców w tłumieniu powstania wciąż budzi emocje i jest przedmiotem historycznej debaty. W polskiej pamięci historycznej pojawia się m.in. pogląd o rzekomych masowych zbrodniach popełnionych przez Ukraińców na ludności Warszawy.
Po stronie niemieckiej rzeczywiście działała w Warszawie ukraińska formacja i nie jest to - jak podkreślił Piekara – wymysł rosyjskiej propagandy. Był to kilkusetosobowy Ukraiński Legion Samoobrony (niem. Schutzmannschaft Bataillon der Sipo 31), wcześniej używany przez dowództwo niemieckie m.in. do pacyfikacji wsi na Wołyniu, w Kieleckiem i Krakowskiem.
Według ustaleń historyków do Warszawy skierowano około 219–400 żołnierzy – rekrutujących się spośród ochotników i policjantów pomocniczych - pod dowództwem płk. Petra Diaczenki.
Oddział przybył do Warszawy na początku września 1944 r., a opuścił rejon walk po około dwóch-trzech tygodniach. Według danych niemieckich w walkach z powstańcami zginęło 10 legionistów.
Rola Ukraińców w Powstaniu Warszawskim. Historycy obalają mity
Jak przekonuje historyk dr Marcin Majewski w biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej z listopada 2024 roku, historycy są obecnie przekonani, że „formacje ukraińskie walczące w niemieckich mundurach u boku niemieckiej III Rzeszy nie odegrały takiej roli w powstaniu, jaką do tej pory przypisywała im powstańcza i emigracyjna prasa tego okresu, ale też późniejsza oficjalna peerelowska propaganda”. Autor przyznaje przy tym, że w zbiorowej pamięci Warszawiaków istnieje przekonanie, iż wszystkie formacje kolaboracyjne biorące udział w tłumieniu powstania u boku Niemców były ukraińskie.
Majewski cytuje też opinię prof. Grzegorza Motyki, według którego Ukraińcom przypisano zbrodnie innych, ponieważ warszawiacy, m.in. pod wpływem informacji o pogromach dokonywanych na Wołyniu przez UPA, wszystkie cudzoziemskie jednostki walczące po stronie Niemiec określali jako ukraińskie.
Historycy zgodnie twierdzą, że aby zostać uznanym za Ukraińca, wystarczył sposób bycia, czapka kozacka, inny wygląd, skośnookie spojrzenie, używanie innego niż niemiecki języka – napisał Motyka w tekście pt. „Kolaboracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej 1941-1944”.
Wbrew rozpowszechnianemu w PRL, ale także przez Kreml mitowi, w pacyfikacji powstania nie brała np. udziału cała 14. Dywizja Grenadierów SS „Galizien”, popularnie określana jako SS „Galizien”, jako zorganizowana formacja wojskowa. Tuż przed powstaniem, w lipcu 1944 r., główne siły dywizji zostały otoczone i zniszczone przez Armię Czerwoną.
Według Majewskiego pochopnie obciąża się za popełnione wówczas w Warszawie zbrodnie także płk. Diaczenkę, nazywanego „katem Wołynia i Warszawy”. To przedwojenny, kontraktowy oficer Wojska Polskiego, a wcześniej dowódca walczącego z bolszewikami słynnego pułku Czarnych Zaporożców i jeden z wielu oficerów armii Ukraińskiej Republiki Ludowej Symona Petlury, „którzy po traktacie ryskim (18 marca 1921 r ), kończącym zmagania polsko-sowieckie 1919–1920, znaleźli schronienie w niepodległej Polsce”.
Jak ocenił Majewski, wciąż potrzebne są badania jego roli, ale „przy dzisiejszym stanie wiedzy na temat Powstania Warszawskiego nieuprawnione jest stawianie Diaczenki w jednym szeregu z rzeczywistymi zbrodniarzami wojennymi”, np. „katem Woli” Heinzem Reinefarthem czy „rzeźnikiem Mokotowa” SS-Obersturmführerem Martinem Patzem.
Rosyjskie manipulacje wokół 1944 roku. Ekspert ujawnia, jak Kreml wykorzystuje historię
W rozmowie z PAP dr Piekara zwrócił także uwagę na inne historyczne manipulacje Kremla dotyczące powstania i II wojny światowej.
Najczęściej pojawiała się dotąd fałszywa narracja o tym, że Armia Czerwona nie pomogła powstańcom z przyczyn wojskowych, a nie politycznych. W opinii eksperta rosyjscy propagandyści wyolbrzymiali także skalę ofiar wśród sowieckich żołnierzy wyzwalających Warszawę. Pisali często o 200 tys. ofiar, a w rzeczywistości zginęło 40 tys. czerwonoarmiejców, którzy polegli nie tylko w Warszawie, ale na całym froncie.
Jak podkreślił Piekara, głównym celem rosyjskiej machiny propagandowej jest pokazanie nieporównywalnego z innymi krajami wysiłku Armii Czerwonej. Rosjanie mieli wycierpieć najbardziej i ponieść największe straty.
– Dlatego rosyjska narracja wokół Powstania Warszawskiego sprowadza się do twierdzenia, że ponieważ zginęło tak wielu sowieckich żołnierzy, Polacy nie mają prawa oskarżać Rosji o to, że nic nie zrobiła, żeby ratować Warszawę – ocenił ekspert i wyjaśnił, że taka narracja wiąże się też z podstawowym celem rosyjskiej dezinformacji historycznej. Jest nim jego zdaniem pokazanie, że państwowość krajów Europy Środkowo-Wschodniej w XX wieku, w tym Polski, była czymś zupełnie przypadkowym, epizodycznym i dopiero Rosja była w stanie doprowadzić do powstania prawdziwych państw narodowych w tym regionie, wyzwalając je spod okupacji nazistowskich Niemiec.
– W ich narracji, nagłaśnianej także na użytek Zachodu, jesteśmy przedmiotem, a nie podmiotem historii i terenem, o którym decydują wielkie mocarstwa – podsumował Piekara.
Według ustaleń historyków i publikacji Instytutu Pamięci Narodowej, w formacjach wojskowych i policyjnych III Rzeszy służyło łącznie szacunkowo od kilkudziesięciu do ponad 200 tysięcy Ukraińców. Liczba ta obejmuje zróżnicowane struktury od regularnych jednostek frontowych po policję pomocniczą.
Równocześnie, według ukraińskich historyków, w Armii Czerwonej podczas II wojny światowej służyło około 6 do 7 milionów Ukraińców i stanowili oni niemal jedną czwartą wszystkich żołnierzy sił zbrojnych ZSRR.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ bst/ wj/ aszw/



























































