– Na dzisiejszym spotkaniu z posłami Wiesławem Rygielem z PSL oraz Sławomirem Neumannem z PO uzgodniliśmy wspólne rozwiązanie kwestii spreadów – mówił 11 lipca 2011 r. wicepremier Pawlak.
Obaj posłowie odpowiedzialni w swoich klubach za zgłoszone projekty zgodzili się, że dla dobra kredytobiorców, konieczne jest przygotowanie jednolitego rozwiązania – dodał wicepremier.
Zapisy uzgodnionego projektu ustawy pozwolą kredytobiorcom spłacić rat bezpośrednio w walucie, w której został kredyt zaciągnięty. – Dzięki temu rozwiązaniu, wspólnemu dla dotychczasowych projektów PO oraz PSL, klienci banków nie będą musieli ponosić kosztów w formie spreadu – podkreślił wicepremier Pawlak.
Ponadto, zgodnie z projektem PSL, na kredytobiorców, którzy skorzystają z proponowanych przepisów, banki nie będą mogły nakładać dodatkowych kosztów, ani stosować wobec nich innych ograniczeń.
Ustalono, że w komisji sejmowej procedowane będą zmiany zarówno w ustawie o kredycie konsumenckim, jak proponuje PO, jak również w Prawie bankowym, zgodnie z propozycją PSL. Uzgodniono ponadto, że regulacja obejmie wszystkich kredytobiorców, którzy mają kredyt denominowany.

Odnosząc się do braku zgody PO na propozycję dotyczącą spłaty kredytu według kursu średniego NBP wicepremier powiedział: – Na tym etapie PO przyjęła tylko połowę propozycji PSL. Liczymy, że to jeszcze nie koniec.
Posiedzenie Komisji Finansów Publicznych, na którym rozpatrywane będą oba projekty odbędzie się w dniu dzisiejszym.
/ Ministerstwo Gospodarki
Komentuje Bogusław Półtorak, Główny Ekonomista Bankier.pl: |
|
Walkę polityków ze spreadami należy odczytywać w kategoriach sezonu ogórkowego i przyśpieszającej kampanii wyborczej. Przecież już dziś bowiem można spłacać kredyty denominowane walutą zakupioną w kantorze lub zarobioną za granicą. Wprowadzanie jakiejś dodatkowej formy zakazów lub nakazów zakończy się niepowodzeniem, ponieważ ingerowałoby w zawarte umowy. Państwo musiałoby bankom wyrównać ewentualne straty, a na to budżetu (i podatników) po prostu nie stać. Warto w tym miejscu przypomnieć podobną historię opcji walutowych, gdy ci sami politycy obiecywali pomagać, ale praktycznie nic z tego nie wynikło.Dziś mamy powtórkę z rozrywki. Znów niektórzy w bolesny sposób dowiadują się, że igranie z kredytami walutowymi po prostu kosztuje. I nie ma tu żadnej tragedii, czy czegoś wyjątkowego. Wcześniej zyskiwali, osiągali korzyści, dziś dopłacą, bilans jest na zero. Na pocieszenie dla kredytobiorców z CHF warto zwrócić uwagę, że koszty kredytów denominowanych nadal pozostają porównywalne z kredytami złotowymi, a przecież nad pomocą dla tych kredytobiorców złotowych (póki co) nikt się nie zastanawia. Politycy znów za nasze pieniądze próbują sobie tanio kupić poklask. A kredyty bierzemy w walucie w jakiej osiągamy dochody - analitycy Bankier.pl i nadzór finansowy mówią o tym od lat. Kredyty denominowane to bowiem nie tylko wysoki kurs, to wysoka zmienność kursu, która powoduje wysokie koszty ryzyka walutowego i ...wysokie spready. |













Walkę polityków ze spreadami należy odczytywać w kategoriach sezonu ogórkowego i przyśpieszającej kampanii wyborczej. Przecież już dziś bowiem można spłacać kredyty denominowane walutą zakupioną w kantorze lub zarobioną za granicą. Wprowadzanie jakiejś dodatkowej formy zakazów lub nakazów zakończy się niepowodzeniem, ponieważ ingerowałoby w zawarte umowy. Państwo musiałoby bankom wyrównać ewentualne straty, a na to budżetu (i podatników) po prostu nie stać. Warto w tym miejscu przypomnieć podobną historię opcji walutowych, gdy ci sami politycy obiecywali pomagać, ale praktycznie nic z tego nie wynikło.















































