W ostatnich tygodniach dane makroekonomiczne z Polski zaskakiwały bardzo pozytywnie. Skala zaskoczeń odczytami inflacji i PKB była największa od trzech lat. Ciekawe, że reakcja złotego na to jest bardzo ograniczona.


Wzrost PKB wyniósł w trzecim kwartale 4,9 proc., co oznacza, że był o 0,4 pkt proc. wyższy od oczekiwań rynkowych formułowanych na początku miesiąca. Inflacja za listopad wyniosła 2,5 proc., czyli była o 0,2 pkt proc. wyższa od oczekiwań rynkowych. Wbrew pozorom są to całkiem duże zaskoczenia. Te dwa najważniejsze dla rynku wskaźniki makroekonomiczne nie zaskakiwały łącznie tak mocno od stycznia 2015 roku. To powinna być istotna informacja dla rynku finansowego. Jeżeli, zgodnie z klasycznymi teoriami, ceny instrumentów finansowych wyceniają wszystkie dostępne informacje, to zaskoczenia powinny być kluczową zmienną wpływającą na zmiany cen.
SpotData zbiera dane na temat tego, jak mocno odczyty publikowane co miesiąc przez GUS odbiegają od oczekiwań rynkowych. Żeby zapewnić porównywalność danych, zaskoczenia są ważone zmiennością prognoz dla każdego wskaźnika - na przykład w przypadku inflacji prognozy zwykle nie różnią się od siebie więcej niż o 0,2 pkt proc., a w przypadku wynagrodzeń te różnice dochodzą do 1 pkt proc. Średnia ze wszystkich zaskoczeń wynosi obecnie ok. 0,36 odchylenia standardowego prognoz, co jest relatywnie wysoką wartością, choć w tym roku były już momenty, kiedy indeks zaskoczeń był znacznie wyżej - w styczniu, marcu, maju oraz wrześniu i październiku.
Co jednak istotne, najważniejsze dane nie zaskakiwały tak mocno jak dziś od przełomu 2014 i 2015 roku. Wtedy bardzo mocno zaskakiwał głównie wzrost PKB - rynek oczekiwał spowolnienia gospodarki w reakcji na załamanie handlu ze Wschodem Europy (na to wskazywały m.in. dane o produkcji przemysłowej czy eksporcie), a tymczasem PKB przyspieszył. Sama inflacja notowała wówczas bardzo niskie odczyty i dokładała się negatywnie do indeksu. Ostatni raz, kiedy zarówno PKB jak i inflacja zaskakiwały pozytywnie i średnia ich zaskoczeń był tak wysoka jak dziś, to był koniec 2011 roku. Wtedy polska gospodarka z opóźnieniem reagowała na kryzys strefy euro - spowolnienie wzrostu przyszło znacznie później, niż oczekiwali analitycy.
Ostatnie zaskoczenia nie wywołały jednak istotnej reakcji kursu walutowego. Kurs euro nie może przebić się w dół przez granicę 4,2 zł - widać, że jest to dla rynku istotna bariera. Dlaczego tak się dzieje? Jedna z głównych przyczyn może być taka, że wbrew przyspieszającej gospodarce i rosnącej inflacji, Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje bardzo łagodne nastawienie i nie chce podnosić stóp procentowych. Co więcej, prezes RPP Adam Glapiński uważa, że nie trzeba będzie podnosić stóp do końca przyszłego roku. W warunkach, kiedy cała światowa gospodarka zaczyna się powoli rozgrzewać, a duże banki centralne szykują się do zacieśnienia polityki pieniężnej, taka postawa RPP jest czynnikiem negatywnie wpływającym na kurs polskiej waluty.
IM




























































