REKLAMA

Ogródki gastronomiczne pełne gości. Tłumy ruszyły do restauracji

2021-05-15 18:45
publikacja
2021-05-15 18:45
Ogródki gastronomiczne pełne gości. Tłumy ruszyły do restauracji
Ogródki gastronomiczne pełne gości. Tłumy ruszyły do restauracji
fot. Margy Crane / / Shutterstock

Od 15 maja lokale gastronomiczne mogą obsługiwać gości na zewnątrz, część z nich przyjęła pierwszych chętnych już o północy.

Warszawa

W sobotnie popołudnie zaroiło się od warszawiaków w ogródkach gastronomicznych. Po dłuższej przerwie, od dzisiaj znowu można napić się i zjeść przy stoliku na świeżym powietrzu. Tłumnie na Bulwarach Wiślanych i w Śródmieściu, restauratorzy mają nadzieję, że klientów nie zabraknie także wieczorem.

Piękna, słoneczna pogoda skusiła mieszkańców, korzy tłumnie ruszyli na spacery, a przy okazji mogli skorzystać z oferty gastronomii. Większość ogródków restauracyjnych przy Nowym Świecie, który na weekend stał się deptakiem, była pełna. Przy stolikach można było spotkać seniorów, młodzież, a także rodziny z dziećmi.

Luzowanie obostrzeń

Od 15 maja lokale gastronomiczne mogą obsługiwać gości na zewnątrz, w ogródkach. Już od 29 maja będą mogli przyjąć klientów także wewnątrz. Lokale będą jednak otwarte pod pewnymi warunkami. W przypadku działalności ogródków restauracyjnych, jak i lokali gastronomicznych będzie obowiązywał ścisły reżim sanitarny – maksymalnie 50 proc. obłożenia lokalu, a także zachowana bezpieczna odległość i limit osób. W rozporządzeniu napisano, że klienci będą musieli zajmować, co drugi stolik i odległość między stolikami będzie musiała wynosić co najmniej 1,5 m, chyba że między stolikami postawiona zostanie przegroda o wysokości co najmniej 1 m, licząc od powierzchni stolika. 

"Już od dłuższego czasu planowaliśmy zjeść obiad na mieście, w restauracji. Przed pandemią bardzo często w weekend korzystaliśmy z takiego rozwiązania. Nie mogliśmy się już doczekać" – mówili młodzi ludzie przy stoliku restauracji serwującej kuchnię francuską.

Jednak nie tyko możliwość zjedzenia posiłku skusiła mieszkańców. Przy stolikach widać wiele osób sączących napoje, korzystających z promieni słonecznych, ale również pracujących.

"Miałam już dosyć siedzenia w domu przed komputerem. Mam do wykonania pracę, więc wzięłam laptopa pod pachę i przyszłam tutaj. Wreszcie mogę odetchnąć świeżym powietrzem, a przy okazji napić się dobrej kawy" – mówiła Magda

Wielkiego otwarcia nie mogli się też doczekać sami restauratorzy. Niektórzy zaczęli działalność wcześniej niż zwykle. "Tuż po otwarciu już pojawili się pierwsi klienci. Stopniowo tylko ich przybywało. A teraz wszystkie dostępne stoliki zajęte" – cieszył się pracownik jednej z kawiarni na Nowym Świecie.

Jak mówią, w większości odwiedzają ich dzisiaj mieszkańcy. "Turystów jest bardzo mało. Dzisiaj to może były ze dwie osoby" – powiedziała kelnerka z restauracji Croque Madame. "Ale na ruch nie możemy narzekać. Jest dużo klientów" – dodała.

Tłumnie było też w ogródkach na bulwarach wiślanych, choć tutaj serwowane są głównie napoje i przekąski. Spacerowicze czy rowerzyści z chęcią zasiadali przy wystawionych stolikach, żeby ugasić pragnienie. Niektórzy wybrali się tu specjalnie, żeby napić się bursztynowego napoju przy stoliku. "Smakuje zupełnie inaczej niż w domu. Brakowało mi tego smaku" – tłumaczył jeden z gości. "To moja ulubiona knajpka i bardzo często tu przychodzę. Wpadnę tu jeszcze wieczorem ze znajomymi" – zadeklarował.

"W końcu się udało, po tak długim czasie napić się normalnie piwa na świeżym powietrzu. Nie mogłem się doczekać" – wtórował mu Mateusz siedzący przy barze.

Pracownicy nadwiślańskich lokali nie ukrywają radości. "Ruch jest od samego otwarcia. Ludzie są spragnieni i bardzo chętnie do nas przychodzą. Jest więcej gości niż zawsze przychodziło podczas otwarcia sezonu" – wyjaśnił barman z baru "Schodki".

Restauratorzy spodziewają się tłumów wieczorem, wszyscy deklarują, że są na to przygotowani. "Zatowarowanie zrobione, jesteśmy gotowi" – zapewnił barman z baru "Plac Zabaw nad Wisłą".

Dzisiaj wieczorem rusza wielkie wydarzenie kulturalne Noc Muzeów, które co roku przyciąga tłumy mieszkańców. Na to też liczą restauratorzy, choć boją się, że plany może popsuć pogoda.

"Dużo od tego zależy. Prognozy nie są dla nas łaskawe, bo wieczorem ma padać. Jednak nawet gdy tak się stanie to my i tak będziemy otwarci dla naszych gości" – zapewniał Michał, kierownik lokalu na barce "Wisława".

Lublin

Większość ogródków restauracyjnych i kawiarnianych w centrum Lublina była w sobotę po południu wypełniona gośćmi. Wielu mieszkańców spacerowało po mieście korzystając ze słonecznej pogody i ciesząc się z możliwości zdjęcia na zewnątrz maseczki.

W Lublinie najwięcej ludzi korzystało z ogródków ustawionych przy restauracjach i kawiarniach w ścisłym centrum miasta – na Krakowskim Przedmieściu i na Starym Mieście. Większość ustawionych tam stolików była w sobotę późnym popołudniem zajęta przez gości, a na tych, które były jeszcze wolne często widniały oznaczenia o rezerwacji.

W ogródkach nieco oddalonych od ścisłego centrum ludzi było trochę mniej, ale wiele stolików również było tam już zarezerwowanych.

„Nareszcie! Bardzo mi tego brakowało, żeby tak na luzie tu przyjść, posiedzieć, odpocząć i pooddychać bez tej maseczki” – powiedziała PAP młoda dziewczyna, która siedziała w jednym z ogródków restauracyjnych na Starym Mieście w Lublinie. Jak dodała, przyszła tu dwie godziny temu, nie miała problemu ze znalezieniem wolnego miejsca.

Część restauracji na Krakowskim Przedmieściu przyjmowała gości już po północy, na Starym Mieście ogródki otwarto w sobotę o godz. 10. "W nocy w niektórych ogródkach zdarzały się grupy młodych ludzi, którzy się gromadzili i robiło się trochę tłoczno, ale wolne stoliki można było znaleźć w innych miejscach" – powiedziała PAP Ina.

Ulicami Starego Miasta i Krakowskim Przedmieściem wielu mieszkańców spacerowało korzystając ze słonecznej pogody. Do popularnej cukierni ustawiła się kolejka po lody. Wiele rodzin z dziećmi odpoczywało na Placu Litewskim w centrum Lublina, gdzie m.in. uruchomione zostały fontanny.

"Nareszcie można pooddychać bez tej maseczki. Piękna wiosna wokół, pachną kwiaty. Tylko korzystać" – powiedziała starsza pani. Na pytanie, czy wybierze się do jakiegoś ogródka restauracyjnego, odpowiedziała, że woli spacerować. "Jeśli będzie możliwość, to może wybierzemy się na lody i posiedzimy na ławeczce w parku" – dodał towarzyszący jej mężczyzna.

Białystok

Wszędzie są klienci, wiele stolików jest zajętych - tak wyglądały w sobotnie popołudnie ogródki kawiarniane i restauracyjne w centrum Białymstoku. Ponieważ lokale mogą obsługiwać gości na zewnątrz od 15 maja, niektóre otwarte zostały na kilka godzin już po północy.

Tradycyjnie największy tłok panował w ścisłym centrum Białegostoku, czyli przy Rynku Kościuszki, który jest miejskim deptakiem. To miejsce, gdzie chętnie na lody przyjeżdżają w weekendowe dni (choć nie tylko) rodziny z dziećmi; obecnie dodatkowo przyciąga tam mieszkańców i turystów tzw. diabelski młyn o wysokości 30 metrów, w którym z dwudziestu gondoli można oglądać panoramę miasta.

Choć przed południem jeszcze nie było tego widać, to kilka godzin później w ogródkach w tej części miasta - ulokowanych tam kilkunastu kawiarni i lokali z jedzeniem - było wielu klientów. Nie przeszkodziła im nie najlepsza pogoda, bo temperatura sięgała kilkunastu stopni i zanosiło się na deszcz; trudno byłoby znaleźć ogródek, w którym zupełnie nie było ludzi.

Ci, którym było zimno, korzystali z przygotowanych przez restauratorów koców, by jednak wypić na powietrzu - pierwszą po długiej przerwie - kawę czy zjeść zamówiony posiłek na miejscu, a nie na wynos. Niektórzy podkreślali, że znaczenie przy podejmowaniu decyzji, by pojechać do centrum miał też fakt, iż od soboty na wolnym powietrzu można już nie nosić maseczek.

W popularnej kawiarnio-piekarni przy ul. Sienkiewicza, która przecina Rynek Kościuszki, ustawiono na zewnątrz kilka stolików, ale nie było tłoku. Aby więcej osób mogło z oferty w sobotę skorzystać, lokal będzie czynny do godz. 20, ma też bogatsze menu, żeby zaspokoić potrzeby klientów.

Część białostockich restauratorów liczy na wieczornych gości, w tym na osoby, które zechcą skorzystać z oferty placówek kulturalnych w ramach Nocy Muzeów i wybiorą się na spacer między nimi. Trasa wiedzie właśnie przez Rynek Kościuszki i przylegające do niego ulice.

Wrocław

W sobotę na wrocławskim rynku zjawiły się tłumy wrocławian. Nie brakowało również gości w restauracyjnych ogródkach usytuowanych w centrum miasta. Nie we wszystkich przestrzegano zasad dystansu społecznego: w niektórych klienci siedzieli przy każdym stoliku, a odległości pomiędzy nimi były mniejsze niż 1,5 m, nie było też wymaganych przegród.

Większość lokali stosowała się do zasad określonych w rozporządzeniu. NP. „CK Restauracja” w sobotę została w całości wynajęta na przyjęcie komunijne. Dlatego ustawiono w niej dwa długiej stoły, przy których zasiądzie najbliższa rodzina.

„W niedzielę również mamy zlecenie komunijne, ale wyjazdowe. Dlatego ogródek restauracji będzie już dostępny dla klientów. Stoliki rozstawimy w bezpiecznej odległości” - powiedziała menedżer lokalu Patrycja Henke.

Restauracja „Pod Fredrą” w sobotę dopiero wznowiła swa działalność, gdyż czasie lockdownu nie serwowała swoich potraw na zewnątrz.

„Mamy takie menu, że byłoby trudno dostarczyć je do domu klienta w jakości, która by go zadowoliła. Dlatego lokal był zamknięty i z tym większą radością powitaliśmy teraz naszych gości. Cieszymy się, że przychodzą i że wszyscy wracamy do normalności” - powiedział kierownik zmiany Paweł Podsędek.

Podkreślił, że zgodnie z zasadami dystansu społecznego w ogródku ich restauracji przyjmowani są goście tylko do co drugiego stolika oraz zagwarantowano im pełny reżim sanitarny w trakcie obsługi.

Pani Alicja przyszła do rynku z całą rodziną po spacerze w ogrodzie botanicznym.

„Spotkanie z córką, zięciem i wnukami to takie preludium do Dnia Matki, bo w następny weekend dzieci wyjeżdżają. Marzyłam o tym, by wreszcie pójść do restauracji, ale jak widzę, że w niektórych nie są przestrzegane zasady dystansu to się zastanawiam, czy usiąść do stolika” - powiedziała pani Alicja.

Pani Monika również przyszła z całą rodziną i zaznaczyła, że nie mogła się doczekać tego dnia, by znowu pójść na obiad do miasta.

„Oczywiście zdarzało się, że zamawialiśmy dania z dowozem. Jednak to nie to samo, gdy się usiądzie w rynku przy stoliku i dostanie danie prostu z kuchni. Naprawdę można się cieszyć takimi drobnymi rzeczami” - powiedziała pani Monika.

Poznań

Umiarkowanym zainteresowaniem cieszyły się w sobotę około południa uruchomione przez gastronomów w centrum Poznania ogródki.  

Na Starym Rynku i w centrum miasta ogródki gastronomiczne pojawiły się przed wieloma kawiarniami i restauracjami, ale około południa wciąż zajęte były nieliczne stoliki. Gastronomowie czekają na popołudnie i wieczór, gdy zwiększy się ruch – i zainteresowanie ofertą lokali.

W ścisłym centrum miasta jest za to dużo spacerowiczów, w tym rodzin z dziećmi, korzystających z faktu, że od soboty ograniczona została konieczność noszenia maseczek na świeżym powietrzu. Spacerom sprzyja słoneczna pogoda.

Nie wszystkie lokale gastronomiczne zaprosiły w sobotę gości do ogródków. Stojący przed swoim lokalem - bez ogródka - właściciel restauracji Bo.Poznań Borys Fromberg powiedział w sobotę PAP, że czeka na koniec maja i zapowiadane pełne otwarcie – z możliwością ograniczonej obsługi klientów także wewnątrz lokali.

Pierwsze lokale gastronomiczne w Poznaniu rozpoczęły obsługę gości w ogródkach już o północy. W środku nocy na ulicach Starego Rynku było tłoczno, zajęte były miejsca w ogródkach czynnych o tej porze lokali, wiele osób degustowało alkohol i dania na wynos także poza obrębem ogródków gastronomicznych. Policja nie odnotowała poważniejszych zdarzeń.

Kraków

Mieszkańcy Krakowa od rana przychodzą do ogródków gastronomicznych. Pojedyncze lokale już o północy świętowały swoje otwarcie – jednak tylko przez godzinę, ponieważ zgodnie z decyzją władz miasta w nocy takie punkty mogą działać tylko do godz. 1.

Mieszkańcy Krakowa stęsknieni za spotkaniami przy kawiarnianych stolikach już od rana przychodzą do ogródków – o godz. 9 zajęte były pojedyncze stoliki m.in. przy lokalach na placu Wszystkich Świętych i przy ul. Basztowej. Sprzyjała temu słoneczna pogoda. "Bardzo chciałyśmy porozmawiać w takim klimacie jak dawniej. Planowałyśmy takie spotkanie od dawna. Dodatkowo cieszy nas to, że możemy tu siedzieć bez maseczek" – powiedziały PAP Elżbieta i Katarina, które w Nakielnym zamówiły kawę i desery. Na otwarcie tego samego ogródka czekało także trzech seniorów – stałych klientów lokalu. W sobotę rano z radością mogli dyskutować przy espresso.

Ale pierwsze ogródki w Krakowie zaczęły przyjmować gości już po północy – jednak tylko przez godzinę, ponieważ zgodnie z decyzją władz miasta w nocy mogą one działać tylko do godz. 1.

"Chcieliśmy, na wzór innych krajów europejskich, o północy wznieść symboliczny toast i w ten sposób uczcić otwarcie po wielu miesiącach. Mamy nadzieję, że dwa tygodnie szybko zlecą i będziemy mogli zaprosić gości także do wewnątrz" – powiedział PAP Michał Rodak, właściciel baru Niewódka przy pl. Szczepańskim. Jego zdaniem w najbliższych dniach wiele osób będzie przychodzić do ogródków, jednak straty właścicieli i tak będą duże. "Pamiętajmy, że w centrum Krakowa brakuje turystów, a to była bardzo ważna część naszej klienteli. Dlatego szczególnie zapraszamy teraz mieszkańców" – mówił.

Od północy do godz. 1 otwarte były także co najmniej trzy punkty w Rynku Głównym. Do nich ustawiały się długie kolejki klientów.

Według policji noc z piątku na sobotę była spokojna w całej Małopolsce. "Skontrolowaliśmy 61 ogródków w całym województwie, w tym 22 działało. Właściciele ogródków i ich goście wykazali się bardzo dużą subordynacją, stosowali się do przepisów" – powiedziała PAP Katarzyna Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji.

Tylko w jednym miejscu policja musiała interweniować – chodzi o punkt gastronomiczny na terenie Miasteczka Studenckiego AGH. Tu było dużo osób, które zakłócały ciszę nocną, spożywały alkohol – w związku z tym policjanci nałożyli 12 mandatów.

Zdecydowana większość ogródków zaplanowała otwarcie jednak na sobotę za dnia. Intensywne przygotowania do tego - ustawianie stolików, montowanie parasolek i układanie menu – trwały od kilku dni.

"Po sześciu miesiącach wreszcie się otwieramy. Niezmiernie się cieszymy" – powiedziała PAP Izabela Chyłek, menedżerka Hevre na Kazimierzu. Restauracja nie chciała pozostawać bezczynna w czasie zamknięcia i udostępniała swoją przestrzeń m.in. dla artystów i studentów, na plany filmowe, do nagrań teledysków. "Była to działalność często niekomercyjna i nasze starty finansowe są duże" – mówiła menedżerka. Menu w tym punkcie ma być, póki co, skromniejsze niż wcześniej. "Prosimy o wyrozumiałość i empatię w stosunku do pracowników, którzy po wielu miesiącach wracają do pracy. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by jak najlepiej ugościć wszystkich" – poprosiła Chyłek.

W Krakowie od poniedziałku do czwartku ogródki gastronomiczne mogą być czynne do północy, a w piątki, soboty i niedziele – do godz. 1. Tak w ubiegłym roku zdecydowały władze miasta, odpowiadając w ten sposób na skargi mieszkańców, którzy w nocy nie mogli spać z powodu hałasu dobiegającego z plenerowych punktów.

Z powodu pandemii w tym roku, na maj, prezydent miasta wprowadził ulgę finansową za korzystanie z terenów gminnych pod ogródki gastronomiczne. W przypadku zajęcia pasa drogowego opłata uległa obniżeniu do 45 proc. obowiązującej stawki. Na terenach gminnych leżących poza pasem drogowym wynosić ona 60 proc. stawek dotychczas obowiązujących.

Łódź

Ulubione miejsca towarzyskich spotkań łodzian - Rynek Manufaktury i ul. Piotrkowska - zaroiły się w sobotę od spacerowiczów i gości restauracyjnych ogródków. Już od kilku dni restauracje zapowiadały swój powrót po spowodowanej pandemią przerwie - z nowym menu i degustacjami.

Jak podał magistrat, do sobotniego otwarcia ogródków w Łodzi przygotowywało się co najmniej 150 restauracji, barów, kawiarni i lodziarni. Kilkanaście ogródków działających przy ul. Piotrkowskiej tuż po północy uroczyście zainaugurowało nowy, poprzedzony długą przerwą, sezon. Mimo chłodu chętnych do wypicia piwa na słynnym łódzkim deptaku nie brakowało.

Podobnie było w ciągu dnia - najwięcej spacerowiczów można było zaobserwować na Rynku Manufaktury, w kompleksie OFF Piotrkowska i na samej Piotrkowskiej, gdzie swoją ofertą kusili wytwórcy lodów rzemieślniczych, pączkarnie, pizzerie i kawiarnie.

"W ubiegłym roku nastąpiła wyraźna zmiana w wyglądzie ogródków na Piotrkowskiej. Restauratorzy rywalizowali o miano najbardziej zielonego ogródka i podjęli wiele starań, aby zadbać o roślinność przed swoimi lokalami. Liczę, że w tym roku opracowane standardy aranżacji zieleni zdobiącej wygrodzenia i stoliki wykorzysta jeszcze więcej restauracji" – podkreślił menedżer Ulicy Piotrkowskiej Piotr Kurzawa.

Miasto chce wesprzeć branżę gastronomiczną z Piotrkowskiej, więc zwolniło ją z opłat za dzierżawę terenu. Do tej pory starało się też umożliwiać pracę restauracjom oferującym swoje wyroby na wynos - dla pojazdów dostarczających jedzenie wprowadzono specjalne identyfikatory upoważniające do wjazdu na deptakową część ul. Piotrkowskiej.

Teraz - jak przypomniał Kurzawa - stracą one ważność, co oznacza powrót starych zasad organizacji ruchu obowiązującego w granicach ulicy. Jak przed pandemią, dostawy do sklepów i barów mogą być realizowane w godz. 6-11.

Wielki powrót pieszych na "Pietrynę" można było zauważyć już w sobotę; zwłaszcza w godzinach popołudniowych deptak tętnił życiem, czemu sprzyjała słoneczna pogoda.

"W pierwszym dniu bez maseczek obiecaliśmy córce lody, a sami chcielibyśmy wypić kawę, ale najbardziej to chyba posiedzieć razem przy kawiarnianym stoliku. Przed pandemią często robiliśmy takie rodzinne wypady, w soboty lubiliśmy chodzić na śniadanie w OFF Piotrkowska albo do parku Źródliska i mamy nadzieję, że teraz te miejsca znowu ożyją i odżyją, bo bardzo nam tego brakuje" - powiedzieli PAP Ania i Tomek spacerujący Piotrkowską z córką Kornelią.

Łódzkie Centrum Wydarzeń zapowiedziało tematyczne nagrody dla najlepszych relacji zdjęciowych z 15 i 16 maja opublikowane z oznaczeniem #wracamynaPiotrkowską. Pod tym samym hasłem na Facebooku funkcjonuje wydarzenie, w którym publikowana jest lista restauracji otwartych od soboty oraz aktualności od restauratorów.

Na Rynku Włókniarek Łódzkich w Manufakturze oraz w OFF Piotrkowska dodatkową atrakcją dostępną od piątku są kontenery z wystawami przygotowanymi w ramach Łódź Design Festivalu. Nie ma jednak co ukrywać, że w ten weekend to nagromadzone w tych rejonach ogródki gastronomiczne są największym wabikiem dla łodzian.

Zwłaszcza Manufaktura, która funkcje handlowe i usługowe łączy z kulturalnymi i rozrywkowymi, przyciągała ofertą kilkudziesięciu nagromadzonych na niewielkim obszarze ogródków. Dla tych, którym nie udało się zdobyć stolika w żadnym z nich, na rynku utworzono specjalne miejsce, gdzie można było zjeść dania na wynos zakupione w Qulinarium - fastfoodowej strefie Manufaktury.

Restauratorzy przypominali klientom o utrzymywaniu dystansu między stolikami, składaniu zamówień u kelnerów i limitach osób obowiązujących przy stolikach. Jak mówili, z niecierpliwością czekają nad 29 maja, bo od tego dnia możliwa będzie też sprzedaż dań wewnątrz lokalu.(PAP)

Autorka: Agnieszka Grzelak-Michałowska

agm/ dki/

Źródło:PAP
Tematy
Konto Przekorzystne z premią do 300 zł

Konto Przekorzystne z premią do 300 zł

Advertisement

Komentarze (6)

dodaj komentarz
panmareczek
A co tu się dziwić, tyle ludzi w zamknięciu trzymali, że każdy chce gdzieś wyjść. Sam już 2 razy w ogródku restauracyjnym byłem. Jak wcześniej w domu siedziałem to zamawiałem jedzenie przez roomservice. Trzeba było wspierać tę branże, bo ona mocno ucierpiała.
bha
Covid będzie miał nowe pole do wzrostów.
infinum
chciałbyś propagandysto
stachsgh
Wszędzie pełno...
https://www.youtube.com/watch?v=oVrdIXQ2g30

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki