Inwestorzy, z których część może i nie miała jeszcze kontaktu z rynkiem, stali ostatnio w kolejce po swoje szczęście. I o ile obawy o konsekwencje drogiej ropy dla światowej koniunktury nie zwyciężą i nie dojdzie do większego załamania na parkietach, przynajmniej w kilku innych wypadkach ofert znanych spółek, można liczyć się z kolejkami. Warto jednak pamiętać, że w innej kolejce – tej po przeciwnej stronie lady – ustawiają się kolejni emitenci. Popyt bowiem prowokuje podaż. Dlatego inwestorzy nie mogą zapominać o kilkudziesięciu prospektach emisyjnych, które czekają na decyzje Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Chcieliśta nowych spółek i nowych emisji, to będziecie je mieć! Tylko czy na pewno dudków będzie siła, żeby to wszystko kupić?
To, czy kolejki po giełdowe szczęście się nie rozejdą, zależy od dwóch rzeczy. Po pierwsze, od tego, jak wypadnie debiut PKO BP na giełdzie (już sobie wyobrażam festiwal oskarżeń, głupoty i populizmu, gdyby debiut wypadł poniżej ceny sprzedaży...). Jeśli będzie OK, a notowania faktycznie zostaną podtrzymane tak, by kurs nie spadał zbytnio nawet przy ewentualnej masowej wyprzedaży (czego raczej być nie powinno), oferta PKO BP spełni swoje zadanie promocyjne. To znaczy przyciągnie uwagę szerszej publiczności do następnych ofert wychodzących spod ręki obecnego szefa resortu Skarbu.
Drugim jednak warunkiem odpowiednio dużego zainteresowania kolejnymi ofertami jest coś, na co wpływu w Polsce nie mamy – a mianowicie koniunktura na światowym rynku kapitałowym, zależna od prognoz dla koniunktury gospodarczej. Tu, niestety, rządzi ropa naftowa, która nie na żarty przestraszyła ostatnimi czasy i inwestorów, i analityków. Dobry debiut PKO BP i względnie stabilna koniunktura na rynkach są niezbędne do tego, by owe przysłowiowe kolejki się nie rozeszły. Ktoś oczywiście może powiedzieć, że jeśli zabraknie chętnych do kupowania tych akcji, to i tak wszystko „łykną” fundusze emerytalne. Jako klient jednego z funduszy wolałbym, żeby tak bezkrytycznie nie „łykały” one jednak wszystkiego, co się nawinie. Bo z profesjonalnym zarządzaniem pieniędzmi – pochodzącymi bądź co bądź z naszych obowiązkowych składek – niewiele to będzie miało wspólnego. A że z sensownością niektórych strzałów inwestycyjnych OFE bywało różnie, to inna sprawa...
Ufając, że kłopoty z lokowaniem sporych pieniędzy nie skłonią zarządzających do kupowania byle czego, warto rzucić okiem na kolejkę nowych spółek i nowych emisji. Po tej drugiej stronie kapitałowej lady mamy już kilkudziesięciu emitentów poszukujących kapitału oraz właścicieli szukających okazji do sprzedaży części swoich akcji (ze Skarbem Państwa na czele). Dobrze, że jest tam przynajmniej kilkanaście sporych projektów prywatyzacyjnych. I dobrze, że jest tam też kilka całkiem sporych projektów prywatnych. No i jest zagranica (z MOL-em na czele). Jeśli nie dojdzie do jakiegoś większego załamania na giełdach, ostatnie miesiące tego roku i rok przyszły mogą być naprawdę ciekawe. I nieźle „wydrenują” portfele inwestorów z gotówki...
No właśnie. Zakup akcji – choćby tylko z tych już awizowanych ofert publicznych – będzie wymagał zmobilizowania miliardów złotych (wszak sama pierwsza oferta PGNiG – na podniesienie kapitału – ma mieć ponoć wartość 1,5 mld zł). Jeśli w ślady już rezerwujących miejsce w kolejce spółek pójdą następni amatorzy giełdowego pieniądza, to... No cóż, po prostu trzeba mieć to na uwadze. Kapitał krajowy zapewne nie wystarczy, by wytrzymać tak dużą podaż nowych papierów. Sytuacja będzie więc zależała od nastawienia inwestorów zagranicznych – od oceny nie tylko koniunktury na świecie, ale i klimatu inwestycyjnego wokół Polski. Pozostaje więc mieć nadzieję, że rok wyborczy i często nieobliczalni politycy nie odstraszą kapitału, na który czeka giełdowa kolejka spółek...
Łukasz Kwiecień
Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst stanowi wyraz jego osobistych poglądów i nie może być inaczej interpretowany
Gazeta Finansowa





























































