Odbieranie samochodów za jazdę pod wpływem alkoholu odstrasza trzeźwych kierowców. Na pijanych za kółkiem wciąż nic nie działa - pisze w czwartek "Rzeczpospolita".


Gazeta przypomina, że tak radykalny środek jak odebranie samochodu i jego obligatoryjny przepadek miał być "zimnym prysznicem" dla tych wszystkich, którzy pijani zechcą usiąść za kierownicę.
"Efekty są jednak umiarkowane i co gorsza, wciąż co drugi złapany na jeździe po alkoholu ma takie stężenie we krwi, że podpada pod kodeks karny" - podkreśla "Rz". "A policja konfiskuje już średnio 200 samochodów tygodniowo. Ta represja podziałała na wyobraźnię trzeźwych, pijanych nie odstraszyła" - dodaje dziennik.
Przeczytaj także
Wprowadzona 14 marca konfiskata samochodów objęła kierowców mających ponad półtora promila alkoholu, sprawców wypadków przy zawartości powyżej promila we krwi i recydywistów. Dotychczas policjanci na podstawie nowych przepisów zajęli 2570 samochodów – wynika z danych KGP.
Jak sprawdziła „Rz” – kierowców w tzw. stanie nietrzeźwości, czyli po dużo więcej niż jednym piwie, popełniających przestępstwo zagrożone karą do trzech lat więzienia procentowo jest tyle samo.
W pierwszym półroczu tego roku ujawniono ich 22,6 tys., w analogicznym okresie ubiegłego – 24,8 tys. Na tle wszystkich złapanych po alkoholu stanowili więc w tym roku 51,7 proc., a w zeszłym roku 52,5 proc. To oznacza, że mocno pijanych jest niemal taki sam odsetek.

dk/



























































