Z pozoru najważniejsza jest jego niezwykła barwa i przyciągający oczy, a wzbudzający pożądanie blask. Jednak mniej więcej to samo moglibyśmy powiedzieć o piasku, gdyby było go równie mało co złota. Bo spośród wielu bogactw ziemi (wyłączając kamienie szlachetne) to właśnie złoto jest metalem występującym najrzadziej. Nie jest niczym niezwykłym spostrzeżenie, że jeśli coś ma charakter unikalny, a popyt na to dobro jest powszechny, wówczas jego wartość idzie w górę.
Mamy więc pierwszy powód, dla którego warto złoto posiadać – jest go po prostu bardzo mało (o czym niżej), choć – cóż za paradoks – zdaje się nas dosłownie otaczać. Metr sześcienny oceanu zawiera 0,01 mg złota, jego śladowe ilości znajdziemy też w płatkach owsianych, orzechach, a nawet żywych organizmach. Jednak jego wydobycie opłaca się tylko tam, gdzie jest go naprawdę dużo. A pod tym pojęciem kryje się zawartość kilku gram w tonie rudy (10 gram czystego złota to równowartość ok. 600 PLN).
Złoto ma też niezwykłe właściwości jako pierwiastek. Ten metal nie rdzewieje, nie pokrywa się nalotem, nie podlega „awariom” na skutek działania czynników atmosferycznych. Nadaje się więc w sam raz do przechowywania majątku przez bardzo długi czas. Litr złota (w stanie stałym) waży ok. 20 kg – zatem sześcian o krawędziach równych 10 cm, ma wartość 1,26 mln złotych (licząc według cen złotego złomu w NBP). Łatwo więc przechowywać w nim pieniądze, czy też raczej wartość. Co więcej złoto topi się w temperaturze 1063 stopni, a rozpuścić może go jedynie mieszanina kwasu solnego i azotowego.
Pominąwszy skrajne sytuacje (zwykły ogień powstający ze spalania np. płótna czy gazu nie osiąga tak wysokiej temperatury, nie łatwo też zdobyć tzw. wodę królewską, czyli wspomniany kwas), złoto jest więc bardzo bezpiecznym – od tej strony rzecz ujmując - sposobem przechowywania majątku.
Metal ma jednak pewną wadę, o której nie wszyscy wiedzą – czyste złoto jest zbyt miękkie, by dało się z niego wytwarzać trwałe ozdoby. Zatem w jubilerstwie stosuje się stopy złota z miedzią i srebrem – najpopularniejszą próbą jest w tym segmencie złoto 15-karatowe (czyste złoto, to złoto 24-karatowe).
Rys historyczny
Historia złota jest długa jak świat. Sam metal dotarł na Ziemię jako odprysk po eksplozji supernowej wiele miliardów lat temu. Naturalnie jego okres zastosowania jest znacznie krótszy – ok. 6 tys. lat temu Egipcjanie jako pierwsi dostrzegli jego niezwykłe zalety zdobnicze, szybko znalazł swoje zastosowanie jako pieniądz. W tamtych odległych czasach jego wydobycie szacowane jest na zaledwie tonę rocznie (obecnie ok. 2500 ton). Za czasów panowania cesarzy rzymskich wydobycie rosło okresami nawet do 10 ton rocznie, a pierwsze kopalnie złota w Polsce eksploatowano już 4 tys. lat temu (starożytna gorączka złota doprowadziła do nas najpierw Kreteńczyków, później Celtów). W średniowieczu – kiedy ludzie przykładali mniejszą wagę do majątku trwałego, a większą do ruchomych składników majątku dających pożywienie – wydobycie ponownie spadło do jednej tony. O renesansie złota można mówić dopiero od XV wieku, kiedy na wielką skalę eksploatowano złoża w dzisiejszej Ghanie, zaś odkrycie Ameryki przyniosło prawdziwą gorączkę złota i jego amatorskiego wydobycia, względnie grabieży. Zwiększenie wydobycia metalu w XIX wieku (od 1850 roku wydobyto ponad 90 proc. dzisiejszych zasobów, z czego ok. 60 proc. od połowy XX wieku), zwiększyło nie tylko ilość kruszcu w skarbcach, ale również jego dostępność. O ile do połowy XX wieku złoto było przede wszystkim rezerwą banków centralnych, które zgromadziły 75 proc. jego światowych zapasów, to obecnie 80 proc. wydobycia trafia na potrzeby jubilerów i przemysłu. Złoża naziemne uważa się w zasadzie za wyczerpane, stąd jeśli zdarzy wam się znaleźć grudkę samorodka w górach, są większe szanse na to, że wypadła komuś z kieszeni, niż na to, że leży tam od milionów lat. Obecnie złoto pozyskuje się na w kopalniach głębokich nawet na 4-5 kilometrów, w związku z czym jego wycena staje się nieco mniej abstrakcyjna, a zaczyna częściowo zależeć od kosztów wydobycia.
Choć samo złoto wydobywane jest w 60 krajach, to naprawdę dużych producentów jest tylko kilku RPA, USA, Australia, Kanada i Rosja to ok. 60 proc. światowego wydobycia, szacowanego na mniej niż 2,5 tys. ton. Wydobycie nie jest całkowitym źródłem podaży kruszcu – ponad jedna trzecia złota pochodzi ze „złomu”, również banki centralne mają możliwość upłynniania swoich zapasów, a przeprowadzenie takiej akcji zapowiedział również Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Obecnie światowe zasoby złota dostępne na rynkach lub w „sejfach” banków centralnych, na palcach, szyjach i uszach bywalców salonów jubilerskich ocenia się na 150 tys. ton.
Zbytek czy bezpieczeństwo?
Sens inwestycji w złoto jeśli przyjąć punkt widzenia Berenstaina jest żaden. Ot kosztowny zbytek, na którym możemy zarobić tylko wówczas, jeśli spotkamy kogoś, kto luksus ceni jeszcze bardziej. Nie jest to do końca prawdą, natomiast celnym będzie spostrzeżenie, że zainteresowanie złotem rośnie odwrotnie proporcjonalnie do wzrostu gospodarczego. Nie przypadkiem ostatnie rekordowe ceny uncji notowano w połowie lat 80-tych, kiedy świat dotknęła ostatnia długotrwała recesja. Nie przypadkiem notowania złota zbliżają się do 1000 dolarów teraz, kiedy inwestorzy przygotowują się do kolejnego trudnego okresu w gospodarce. Zależność ta jest bardzo prosta do wytłumaczenia – recesja połączona z inflacją oznacza utratę wartości zaufania do pieniądza, który w takim układzie traci na wartości, a rządy krajów pragnąc ratować sytuację budżetową uciekają się do zwiększenia podaży pieniądza (drukując nowe banknoty), co także oznacza utratę wartości banknotów. Natomiast ze względu na ograniczone możliwości zwiększenia podaży złota, zyskuje ono na wartości chroniąc oszczędności przed wzrostem inflacji jak i wobec alternatywnych metod lokowania kapitału (np. na giełdzie czy w obecnych warunkach – w nieruchomości).
Złoto wraca więc w takich momentach do swojej pierwotnej funkcji z dawnych lat – zastępuje współczesne pieniądze. Tym lepiej sprawdza się w tej roli, jako że jest akceptowalną „walutą” we wszystkich krajach, bez względu na systemy polityczne, dogmaty religijne, a – w odróżnieniu np. od kamieni szlachetnych – obrót nim jest ułatwiony ze względu na normy przyjęte na rynku (liczy się czystość próby i waga. W przypadku np. diamentów czynników wpływających na ich wartość jest znacznie więcej, łącznie ze szlifem, czyli czynnikiem niezależnym od samego kamienia. No i złoto można w razie potrzeby łatwo przetopić na poręczne sztabki).
W krótszych niż cykle ekonomiczne okresach także znajdziemy okresy wzmożonego popytu na złoto, a decyduje o nim rzecz tak prosta jak kalendarz. W Europie popyt na wyroby ze złota rośnie przez Świętami Bożego Narodzenia, bowiem ozdoby ze złota są stosunkowo często wykorzystywane jako uniwersalny podarunek (odpada problem zastanawiania się jakie perfumy wybrać). Jeszcze chętniej po ozdoby ze złota sięgają Azjaci – zwłaszcza Hindusi. Pora świąteczna (w naszym kalendarzu) oraz zimowy i wiosenny sezon ślubów, to okres, w którym jubilerzy mają największe zyski. Rzecz jasna przygotowania do sezonu rozpoczynają wcześniej, dlatego jesienią popyt na kruszec rośnie, a wraz z nim cena metalu na giełdach. Szacuje się, że jubilerzy odpowiadają za 80 proc. popytu na złoto, zatem moment, w którym budują oni swoje zapasy jest dla rynku newralgicznym okresem.
Jak na tym zarabiać?
Uzbrojeni w taką szczątkową wiedzę na temat złota możemy zastanawiać się nad sposobem wykorzystania inwestycji w złoto dla własnych korzyści. Nie znajdzie się nic odkrywczego w myśli, że złoto świetnie sprawdza się jako inwestycja na czarną godzinę. Z tym, że nie same jej wybicie jest dogodnym momentem do kupna, bo wówczas wielu innych inwestorów myśli podobnie i jest zdecydowanych porzucać akcje czy fundusze, aby chronić swoją gotówkę właśnie w sztabkach i monetach. Złoto należy więc kupować wtedy gdy jest tanie, a najtańsze jest właśnie w okresie gospodarczej prosperity, kiedy inwestorzy potrzebują pieniędzy na inne intratne projekty związane czy to z nieruchomościami czy rynkiem akcji. A więc kiedy jest towarem w portfelu niechcianym. W 2005 roku, kiedy o poprzedniej recesji inwestorzy już zapomnieli (tej z 2001 roku), a o kolejnej dopiero zaczynało się z niedowierzaniem mówić, złoto wyceniano na 400-450 dolarów za uncję (1500-1700 PLN). Kiedy recesja stała się już namacalna – w I kwartale 2008 roku – ceny złota osiągnęły poziom 900-1000 dolarów (1900-2150 złotych) notując 100-proc. wzrost wartości w ciągu trzech lat licząc w dolarach i ok. 25 proc. wzrost liczony w złotych. Jeśli inflacja nadal będzie rosła – zwłaszcza światowa – są duże szanse na to, że ceny złota będą nadal zwyżkowały, nie mniej łatwo zrozumieć, czemu zapasy na czarną godzinę powinno robić w okresie prosperity, a nie w ciężkich czasach. W ciężkich czasach kupione wcześniej złoto staje się rodzajem bufora – można stopniowo upłynniać jego zapasy, aby utrzymać stopę życiową, lub po prostu po to, by pozyskać kapitał na zakup najczęściej tanich w okresie recesji akcji. Sprzedawanie tanich akcji w zamian za drogie złoto jest działaniem wbrew pozorom niezbyt racjonalnym, o ile nie jest się biegłym w swej sztuce spekulantem.
Gdzie je kupić?
Inwestować w złoto można na tysiąc sposób, choć oczywiście nie należy trzymać się tego twierdzenia zbyt dosłownie. Pierwsze co przychodzi na myśl, to zakup złota w sztabkach lokacyjnych i jest to przedni pomysł, jeśli mamy pewność, że takie złoto w fizycznej postaci nie zniknie nam pewnego dnia z szuflady ze skarpetkami. Co prawda kruszec można także deponować w skrytkach bankowych, ale z jej utrzymaniem wiążą się pewne koszty.
Same sztabki nie muszą ważyć po 20 kg. (pełnowymiarowa sztabka, jak z filmu „Złoto dla zuchwałych” waży ok. 14,5 kg – bohaterzy tego filmu bez wysiłku dźwigali więc skrzynki ze złotem o wadze kilkuset kilogramów. Film nie jest już taki sam, gdy wie się takie rzeczy), można na szczęście kupować znacznie mniejsze rozmiary począwszy już od 5 gram. Nawet obecnie taki wydatek nie pochłonie więcej niż kilkaset złotych. Oczywiście im mniej pośredników po drodze, tym cena będzie niższa, dlatego najlepiej złoto kupować wprost od Mennicy Państwowej . Cena sztabki zależeć będzie od próby złota, ale także od ozdobnej pieczęci na sztabce.
Inną drogą nabycia kruszcu jest zakup monet kolekcjonerskich. Nie trzeba bynajmniej kupować liczących kilku tysięcy lat dinarów, ani legendarnych złotych 20-dolarówek. Mennica Państwowa bije swoje monety kolekcjonerskie, a niektóre z nich z czystego złota. Zwykle ich wartość już w momencie sprzedaży jest wielokrotnie wyższa od nominału (taką monetą kolekcjonerską można legalnie zapłacić w sklepie za kefir i oczekiwać wydania reszty już w tradycyjnym bilonie), ale – jeśli z jakiegoś względu kolekcjonerów jest więcej niż monet – po kilku latach przyniesie ona dodatkowy wzrost wartości, niezależnie nawet od wysokości inflacji w międzyczasie czy kondycji gospodarki. Wręcz przeciwnie – wzrost gospodarczy służy rozrastaniu się rzeszy kolekcjonerów, którzy z czasem uznają, że 100-złotowa moneta z wizerunkiem Jana Pawła II jest warta więcej niż powiedzmy mały telewizor.
Monety mają też tę zaletę, że łatwo je przechowywać w malutkich nawet skrytkach, więc inwestycja nie wymaga od kupującego wmontowywania pancernego sejfu schowanego za szafą.
Współcześni finansiści nie byliby sobą, gdyby nie oferowali znacznie wygodniejszych i – teoretycznie – bezpieczniejszych form inwestowania w złoto, które od jakiegoś czasu dostępne są także dla naszym rynku. Pierwszym narzędziem, które można wziąć pod uwagę, to certyfikaty na złoto, notowane na warszawskiej giełdzie. Certyfikaty wprowadził do obrotu Raiffeisen Zentral Bank – wiedeńska instytucja planuje upłynnić milion certyfikatów, których wartość opiera się bezpośrednio o cenę uncji kruszcu na światowych giełdach metali. Warto przy tym pamiętać, że na świecie cena złota notowana jest w amerykańskim dolarze, więc inwestorzy powinni brać pod uwagę nie tylko cenę samego metalu, lecz również wahania amerykańskiej waluty, bowiem sam certyfikat notowany jest rzecz jasna w złotych. Certyfikaty nie mają żadnego terminu wygaśnięcia, o płynność ich notowań dba wystawca, który ma obowiązek wystawiać zlecenia i kupna i sprzedaży, zatem jest to i płynna i prosta do realizacji inwestycja w złoto, obarczona tym tylko ryzykiem, że RZB ogłosi upadłość. Certyfikaty mają postać cyfrową – nie mogą więc zostać ani skradzione, ani nawet zgubione, a wszystko co trzeba mieć by stać się ich właścicielem, to rachunek maklerski.
Bez rachunku brokerskiego obejdziemy się natomiast inwestując w fundusze złota. Fundusze nie są już jednak typową inwestycją złoto, bo po pierwsze trzeba im płacić prowizje za zarządzanie (podczas gdy leżakująca sztabka niczego do szczęścia nie potrzebuje), po drugie mają nieco szersze spojrzenie na sprawę inwestowania w ten cenny metal. Z ich pośrednictwem można się więc stać współwłaścicielem akcji kopalni złota, których wartość – nie licząc faktu, że wyceniane są pokłady złota w zależności od notowań kruszcu – nie różnią się specjalnie od innych przedsiębiorstw. Notowania kopalni podlegać więc będą wahaniom takim samym jak innych akcji, związanych a to ze strajkiem pracowników, a to znowu z awarią maszyn czy niedogodnym kursem walutowym. Na tym jednak sprawa się nie kończy, bo fundusze mogą także gromadzić fizyczne zapasy złota, a także grać na kontraktach na złoto, co oznacza, że mogą otwierać na tym rynku i długie i krótkie pozycje, a więc w razie potrzeby, czy raczej okazji, zarabiać również na spadku notowań Au.
Inwestorzy, którzy sądzą, że nie potrzebują tego rodzaju pośredników, mogą także samodzielnie inwestować w kontrakty terminowe na złoto i zarabiać – wykorzystując element dźwigni finansowej – zarówno na wzroście jak i na spadku jego notowań. Kilka krajowych biur maklerskich posiada w swojej ofercie kontrakty na złoto – więc dostęp do tego rynku nie jest utrudniony.
Na koniec warto wspomnieć o lokatach strukturyzowanych, które co prawda rzadko dotyczą inwestycji w samo złoto, a przeważnie w cały pakiet surowców (z ropą i miedzią na czele), a których zasadniczą zaletą jest fakt, że gwarantują one inwestorom zakończenie inwestycji bez strat.
Kategorię inwestowania w wyroby jubilerskie umyślnie pomijam, ponieważ w tego rodzaju lokatach większe znaczenie odgrywa kunszt jubilera, opłata dla dystrybutora (salonu), a wszystko to okraszone jest jeszcze słonym podatkiem (VAT), że w zasadzie jest to inna kategoria inwestycji i zupełnie inne cele niż pomnażanie oszczędności można z jej pomocą osiągnąć.
Złoto jest więc dobrą inwestycją przed nadejściem ciężkich czasów i tak właśnie instrumentalnie powinno być traktowane. Należy pamiętać, że bez względu na trwałość samego metalu, jego wartość może wahać się bardzo mocno i tak jak możliwy jest kilkuset procentowy wzrost jego wartości między okresem gospodarczej prosperity do samego środka recesji, tak droga w odwrotnym kierunku może przynieść jego kilkudziesięcioprocentowy spadek wartości. Jak z każdą inwestycją trzeba więc uważać na chciwość, która zaślepia. Zwłaszcza, kiedy jest wspomagana tym szczególnym blaskiem.
Emila Szweda
Artykuł ukazał się w:






























































