Nie było zaskoczeniem, że marzec przyniósł wzrost oczekiwań inflacyjnych wśród polskich konsumentów. Warto jednak odnotować, że skala nasilenia inflacyjnych lęków była rekordowa.


Szok paliwowy z przełomu lutego i marca przyczynił się do rekordowo silnego wzrostu wskaźnika oczekiwań inflacyjnych gospodarstw domowych w Polsce. - Najnowsze, marcowe badania wskazują na przesunięcie oczekiwań inflacyjnych w kierunku znacznie wyższej inflacji w Polsce względem poprzedniego miesiąca - wynika z danych z Biuletynu Statystycznego GUS.
GUS-owski wskaźnik oczekiwań inflacyjnych w marcu wzrósł do 54,4 punktów, niemal wyrównując wieloletni rekord z kwietnia 2020 roku. Rekordowy był za to sam wzrost względem lutego (o 18,2 pkt.). Ekonomiści oczekują, że na skutek potężnego skoku cen paliw w marcu 2020 roku inflacja CPI w Polsce po raz pierwszy w XXI wieku przebije poziom 10%. Według najnowszej projekcji Narodowego Banku Polskiego tegoroczny szczyt CPI zapewne przekroczy 12%.
Marcowy odczyt oczekiwań inflacyjnych konsumentów wykazuje silne podobieństwo do tego, co widzieliśmy w kwietniu 2020 roku – czyli miesiącu najbardziej restrykcyjnego (i jak się później okazało - w znacznej mierze nielegalnego) lockdownu w Polsce. Podobnie jak wtedy badanie GUS wykazało silną zwyżkę odsetka ankietowanych spodziewających się, że nastąpi szybszy wzrost cen (36,6% wobec 17,1% w marcu). Nieco mniej liczna była frakcja spodziewająca się utrzymania obecnego wzrostu cen (42,7% wobec 50% w marcu). I już tylko nieliczni respondenci spodziewali się wolniejszego wzrostu cen (6,9%) oraz ich stabilizacji (5,1%). Ogółem w marcu 2022 roku 86,2% ankietowanych zakładało dalszy wzrost cen w gospodarce. To o 4,5 pkt. proc. więcej niż miesiąc wcześniej.
Inflacja zdruzgocze nasze portfele
Po rosyjskiej agresji na Ukrainę do kosza trafiły wszystkie prognozy, które zakładały, że od wiosny inflacja CPI zacznie się obniżać. Pomimo rządowych tarcz antyinflacyjnych jest w zasadzie przesądzone, że inflacja utrzyma się na bardzo wysokim poziomie zarówno w tym, jak i w przyszłym roku. Nawet zwykle niedoszacowane projekcje NBP wspominają obecnie o średniorocznej inflacji CPI na poziomie 10,8% w 2022 r. oraz 9,0% w 2023 r. To poziom nieakceptowalnie wysoki, w ekspresowym tempie rujnujący siłę nabywczą oszczędności ulokowanych w polskim złotym.

Oznacza to też, że inflacja CPI najprawdopodobniej nie powróci do 2,5-procentowego celu NBP przynajmniej do końca 2024 roku. Jeśli zatem sytuacja nie ulegnie zmianie (np. nie dojdzie do gwałtownego spadku cen surowców lub umocnienia złotego), to przez najbliższe trzy lata inflacja będzie wyżerała coraz większe dziury w naszych portfelach.
Wskaźnik oczekiwań inflacyjnych może być mylący
Warto mieć świadomość, że sama konstrukcja wskaźnika oczekiwań inflacyjnych jest mocno niedoskonała. Zwłaszcza w okresie wysokiej inflacji może on nie odzwierciedlać faktycznych nastrojów konsumenckich. Wskaźnik ten powstaje na bazie ankiety przeprowadzanej co miesiąc na reprezentatywnej próbie gospodarstw domowych przyjmuje wartości od -100 do +100.
Wartość dodatnia oznacza przewagę liczebną konsumentów przewidujących wzrost cen konsumenckich (towarów i usług konsumpcyjnych) nad konsumentami przewidującymi ich spadek, natomiast wartość ujemna oznacza przewagę liczebną konsumentów przewidujących spadek cen konsumpcyjnych nad konsumentami przewidującymi ich wzrost.
Ankietowani przez GUS konsumenci mają możliwość zaznaczenia jednej z sześciu odpowiedzi na pytanie o zmianę cen konsumenckich (towarów i usług konsumpcyjnych) w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Oto one:
- Nastąpi szybszy wzrost;
- Nastąpi wzrost w podobnym tempie;
- Będą wzrastały wolniej;
- Pozostaną mniej więcej na tym samym poziomie;
- Nastąpi spadek;
- Nie wiem.
Wskaźnik oczekiwań inflacyjnych oblicza się w następujący sposób – bierzemy odsetek odpowiedzi 1., dodajemy do nich połowę odpowiedzi 2., odejmujemy połowę odpowiedzi 4. oraz wszystkie odpowiedzi 5. Innymi słowy, odpowiedzi „nastąpi szybszy wzrost cen” oraz „nastąpi spadek cen” mają wagę 1, zaś odpowiedzi „nastąpi wzrost cen podobnym tempie” oraz „ceny pozostaną mniej więcej na tym samym poziomie” mają wagę 0,5. Pomijane są odpowiedzi "będą wzrastały, ale wolniej". Więcej na ten temat pisaliśmy w artykule zatytułowanym „Prawie 90 proc. Polaków spodziewa się wzrostu cen.”
Zatem nawet jeśli w najbliższych miesiącach wskaźnik oczekiwań inflacyjnych zacząłby spadać, to wcale nie będzie oznaczać, że konsumenci spodziewają się zakończenia okresu bardzo wysokiej inflacji. Co najwyżej może on odzwierciedlić oczekiwania na to, że ceny nie będą rosły już tak szybko jak w marcu. Oznaczałoby to obniżenie się oczekiwań inflacyjnych z poziomów dwucyfrowych do jednocyfrowych. A więc niższej, ale wciąż nieakceptowalnie wysokiej inflacji cenowej.




























































