Na zakończenie sesji w Nowym Jorku cena ropy wynosiła 59,42 dolara za baryłkę. To najwyższy kurs zamknięcia dla nowojorskiej ropy brent.
Wzrost kursu ropy naftowej do poziomu 60 dolarów nie jest niespodzianką. Już od kilku dni w powietrzu „wisiało” osiągnięcie tego poziomu kursu z powodu niedawnego pokonania przez ropę kwietniowego rekordu wszech czasów.
Czynniki powodujące wzrost notowań ropy są od jakiegoś czasu niezmienne. Następuje wzrost popytu na ten surowiec, a producenci ropy nie są w stanie zaspokoić rosnącego popytu. Wprawdzie kartel OPEC, dostarczający na rynek niemal jedną trzecią światowej produkcji ropy, podniósł w ubiegłym tygodniu limity wydobycia tego surowca, jednak inwestorzy dobrze zdają sobie sprawę, że jest to jedynie papierowa decyzja. Kraje należące do OPEC nie mają bowiem możliwości fizycznego zwiększenia wydobycia, moce produkcyjne są bowiem wykorzystywane w 100%.
Tymczasem zaczyna się okres wakacyjnych wyjazdów, kiedy zakupy paliw ze strony kierowców rosną. A dane na temat zapasów ropy pokazują, że rosnące ceny energii nie uczyniły jeszcze żadnego wyłomu w konsumpcji tego surowca. Nie zapowiada się więc, żeby rosnąca tendencja w zapotrzebowaniu na ropę miała się odwrócić.
Analitycy zwracają uwagę także na to, że na rynek napływa sporo kapitału spekulacyjnego, który dodatkowo napędza wzrost kursu.
M.D.



























































