Notowania lipcowych kontraktów na dostawy ropy zamknęły się wczoraj na giełdzie nowojorskiej na poziomie 58,9 dolara za baryłkę. Natomiast na giełdzie londyńskiej ropa brent zanotowała zniżkę o 82 centy do 57,5 dolara za baryłkę.
„Można zauważyć pewne symptomy odwrotu po poniedziałkowym ostrym wzroście, ale nie są to żadne sygnały trwałej zniżki” – twierdzi Christopher Bellew z London's Prudential Bache.
Wysokie ceny ropy utrzymywane są m.in. z powodu niepewności, jaką wywołuje zagrożenie strajkami w przemyśle naftowym w Norwegii oraz niepokoje w Nigerii.
Inwestorzy zaczynają już także powoli myśleć o zimie i o tym, co ta pora roku może przynieść. Coraz powszechniejsze staje się przekonanie o możliwych niedoborach w dostawach ropy. A to powoduje nakręcanie spekulacji i wzrost cen ropy.
Wydaje się, że kolejne poziomy cenowe osiągane przez ropę są przyjmowane już bez większych oporów. Dlatego analitycy sądzą, że cena 60 dolarów za baryłkę zostanie zaakceptowana tak, jak wcześniej zaakceptowano poziom 50 dolarów.
M.D.

























































