Czy czeka nas wzrost cen niezdrowej żywności? Łukasz Michnik, rzecznik Młodej Lewicy i kandydat na posła, w rozmowie na antenie Radia ZET przedstawił postulat wprowadzenia nowego obciążenia fiskalnego, tzw. podatku tłuszczowego. Rozwiązanie to ma uderzyć w producentów żywności wysoko przetworzonej i wesprzeć budżet ochrony zdrowia.


Podczas rozmowy w programie „Gość Radia ZET” Łukasz Michnik odniósł się do dramatycznych statystyk dotyczących zdrowia Polaków, w tym rosnącego problemu otyłości, zwłaszcza wśród dzieci. Zdaniem polityka Lewicy, edukacja żywieniowa to za mało i konieczne są systemowe rozwiązania fiskalne, które zniechęcą konsumentów do sięgania po szkodliwe produkty.
Podatek tłuszczowy - na czym to ma polegać?
Propozycja zakłada nałożenie dodatkowych opłat na produkty zawierające nasycone kwasy tłuszczowe, sól oraz nadmiar cukru, czyli głównie na żywność wysoko przetworzoną, fast foody i słone przekąski. Mechanizm ten miałby działać analogicznie do funkcjonującego już w Polsce podatku cukrowego (od słodkich napojów) czy opłaty od tzw. małpek.
Michnik argumentował, że obecnie niezdrowe jedzenie jest często najtańszą opcją, co jest "patologią rynku". Wprowadzenie podatku miałoby sprawić, że ceny tych produktów wzrosną, co naturalnie przekieruje wybory konsumentów w stronę zdrowszej żywności.
Podatek tłuszczowy - nowy pomysł Lewicy na zdrowe, szczęśliwe i bogate społeczeństwo
— Wolność__Słowa (@WolnoscO) December 11, 2025
Podatki drogą do lepszego życia pic.twitter.com/cL6aTi8UTd
Pieniądze prosto do NFZ
Kluczowym elementem propozycji Lewicy jest celowość nowej opłaty. Środki uzyskane z „podatku tłuszczowego” nie miałyby trafiać do ogólnego budżetu państwa, lecz być w całości przeznaczone na Narodowy Fundusz Zdrowia.

- Leczenie otyłości i chorób z nią związanych kosztuje nas miliardy złotych rocznie. Uczciwe jest, by koszty te ponosili również ci, którzy na produkcji niezdrowej żywności zarabiają krocie - sugerował w rozmowie Michnik.
Kontrowersje wokół pomysłu
Pomysł może budzić jednak kontrowersje. W dobie inflacji każdy nowy podatek to kolejne uderzenie w portfele Polaków, a podrożenie taniej, choć niezdrowej żywności, najbardziej dotknie osoby najuboższe. Przedstawiciel Lewicy broni jednak pomysłu, twierdząc, że długofalowe koszty społeczne braku reakcji na epidemię otyłości będą dla Polaków znacznie wyższe niż podwyżka ceny paczki chipsów.
Zwolennicy rozwiązania wskazują na sukces podatku cukrowego w Polsce – po jego wprowadzeniu sprzedaż słodzonych napojów spadła o kilkanaście procent.





























































