Nawet po przejęciu Lotosu, Orlenowi wciąż daleko będzie do europejskich gigantów z sektora paliwowego. Spółka umocni się jednak na pozycji lidera w regionie.


Zapowiedzi polityków przerodziły się w czyny i Orlen poinformował o liście intencyjnym w sprawie zakupu min. 53 proc. akcji Lotosu. Dlaczego to płocka spółka jest przejmującym, a gdańska przejmowanym? To proste, Orlen jest zdecydowanie większy. Kapitalizacja giełdowa wskazuje, że inwestorzy uznają biznes Orlenu za czterokrotnie większy. Patrząc na pozostałe wskaźniki należy uznać, że stosunek 4:1 całkiem nieźle oddaje podział sił w tej parze.
Gdy przejęcie dojdzie do skutku, powstanie paliwowy gigant. Jego przychody będą mogły przekroczyć poziom 100 mld zł, a pracować na to będzie przeszło 1/3 spośród wszystkich stacji paliwowych na polskim rynku. Na koniec 2017 roku Orlen prowadził 1776 stacji paliw, Lotos zaś 493 stacji. Łącznie daje to 2269 placówek, podczas gdy według Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego całkowita liczba stacji w Polsce wynosi 6624. Na rynku hurtowym spółka po przeprowadzeniu transakcji może mieć zaś ponad 90 proc. udziału. To realny monopol.
W Polsce gigant, w Europie maluch
W skali europejskiej Lotos Orlenowi wielkiego skoku nie da. Biorąc pod uwagę przychody za ostatni pełny zaraportowany rok (nie wszystkie spółki raczyły opublikować raporty za 2017 rok), sam Orlen ustępował na kontynencie dziewięciu innym spółkom paliwowym. Po ewentualnym przejęciu Lotosu... również będzie dziesiąty. Zwiększy jednak przewagę nad depczącym mu po piętach OMV (86 mln zł), czyli gigantem z Austrii.
Do czołówki wciąż będzie jednak daleko. Analitycy przewidują, że Orlen i Lotos, jeszcze bez żadnych synergii, w 2018 roku osiągną 130 mld zł, tymczasem najbliższy w kolejce do wyprzedzenia - hiszpański Repsol, w ostatnim sprawozdaniu finansowym wykazał 151 mld zł przychodu. Otwierający podium francuski Total w raporcie za 2017 rok pokazał 563 mld zł, europejski lider - Shell - przekroczył z kolei bilion.
Podobnie sytuacja wygląda z zyskami. Choć te zdecydowanie ciężej przewidywać z powodu zmieniającej się marży i wahań cen ropy, należy zauważyć, że europejscy liderzy potrafią przekroczyć 50 mld zł. Orlen z Lotosem w 2017 roku najprawdopodobniej zatrzymają się na 8 mld zł, a przecież według wielu analityków w 2018 roku ciężko będzie branży powtórzyć znakomite wyniki z 2017 roku.
Siła wyników znajduje odzwierciedlenie w kapitalizacji. Shell według inwestorów wart jest ponad 900 mld zł, BP i Total to okolice 300-400 mld zł, Rosyjscy giganci - Gazprom, Rosneft i Lukoil - wyceniani są w okolicach 200 mld zł, a goniony przez Orlen na polu przychodów Repsol na 92 mld zł. Ciężko wróżyć, jak będzie wyglądała kapitalizacja połączonych spółek, patrząc jednak na obecne statystyki nowy Orlen mógłby mieć nawet problemy z wyprzedzeniem austriackiego OMV. O giełdowej małości Orlenu (w skali europejskiej oczywiście) najlepiej świadczy fakt, że polskiego giganta paliwowego Gazprom mógłby kupić za zyski tylko z jednego roku, a jeszcze by mu i na Lotos zostało.
Choć więc z perspektywy polskiej może powstać prawdziwa potęga paliwowa, z punktu widzenia kontynentu to wciąż nie jest najwyższa liga. Orlenowi pozostanie jednak fotel lidera regionu środkowoeuropejskiego, na którym dzięki Lotosowi spółka się umocni. Posiadając dominującą rolę nie tylko w Polsce, ale i w Czechach czy na Litwie, Orlen to regionalny gigant nie tylko na rynku paliw, ale i w ogólnym biznesowym ujęciu.
Adam Torchała





























































