Wczorajsza sesja giełdy NYMEX przyniosła spadek notowań ropy o 52 centy do 60,85 USD za baryłkę. Dziś w obrocie elektronicznym baryłka potaniała o dalsze 18 centów do 60,67 USD.
Najwyższy w historii poziom notowania ropy osiągnęły 30 sierpnia, gdy huragan Katrina zaatakował południowe wybrzeże USA - za baryłkę trzeba było wtedy zapłacić rekordowe 70,85 USD. Od tego czasu czarny kruszec staniał o równo 10 USD, ciągle jednak jest o ponad 40% droższy niż przed rokiem.
Miłą niespodziankę przyniósł wczorajszy raport Departamentu Energii na temat stanu amerykańskich zapasów ropy i jej destylatów. Zapasy ropy monitorowane przez rząd USA wzrosły w zeszłym tygodniu o 900 tysięcy baryłek do poziomu 321,2 mln baryłek (o 11,7% wyższego niż o tej porze przed rokiem).
Eksperci spodziewali się wiadomości o spadku poziomu rezerw ropy o 790 tysięcy baryłek. Zapasy destylatów, w tym kluczowego oleju opałowego, mogły według analityków spaść o 20 tysięcy baryłek, w rzeczywistości natomiast skurczyły się o 100 tysięcy. Ciągle jednak są o 5,2% wyższe niż rok temu.
W ciągu ostatnich tygodni największy wpływ na kształtowanie się notowań ropy naftowej mają warunki pogodowe w będących największym rynkiem oleju opałowego na świecie północno-wschodnich stanach USA. Wczorajszy raport o poziomie zapasów paliw uspokoił inwestorów, którzy obawiali się, że zima może przynieść nadwyżkę popytu.
BaP




























































