Nieefektywny supernadzór finansowy

Koncepcje supernadzorów finansowych są ucieczką do przodu w chwili, kiedy kryzys obnażył niewielką przydatność tego typu instytucji. Kilka nowych koncepcji ściera się ze sobą i „coś” jednak jest wypracowywane.

Spotkania na szczycie Unii Europejskiej i G-20 sprawiły, że z mediów dowiadujemy się o rozbieżnościach w wizji przyszłości rynku finansowego między Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią z jednej strony, a kontynentalnymi członkami UE z drugiej. Obserwujemy też na polskim poletku rozmaite zabiegi wokół nadzoru, zabiegi w znacznej mierze stanowiące element gry globalnej. Klęska wieloletnich działań wokół kolejnych regulacji bazylejskich jest za to aż nazbyt widoczna, chociaż słychać apele o utrzymanie reguł adekwatności kapitałowej. Pomimo że Amerykanie obciążają je odpowiedzialnością za procykliczność. Aby jednak zrozumieć, co może nas czekać na obszarze nadzoru, wypada zarysować najpierw szersze tło polityczne. Bo nadzór finansowy to na razie domena państw, a więc polityka.

Państwa wciąż cieszą się przywilejem suwerenności. Tymczasem w praktyce ponadgranicznej podmioty rynkowe przenoszą podejmowanie ryzyk na obszary o jak najłagodniejszych regulacjach. Chodzi o obszary w sensie geograficznym i sektory rynkowe. Doskonałą ilustracją było AIG. Najwięcej ryzyk w holdingu podjęło londyńskie biuro banku, który miał licencję francuską. Spółki matki w USA nadzorowane były m.in. przez odrębne nadzory ubezpieczeniowe stanów Delaware i Connecticut. W tej sytuacji można próbować narzucić wszystkim tym jurysdykcjom nadrzędny nadzór lub powołać komitet w praktyce złożony z szeregowych pracowników nadzorów tych czterech jurysdykcji. Rzecz jasna w przypadku rozgałęzionych firm, jak AIG, delegaci w komitecie powinni pochodzić z dziesiątków państw i innych obszarów prawnych. Czy taki komitet byłby zdolny skoordynować badanie wszystkich posunięć prezesów i dealerów AIG? Czy taki komitet zdołałby przeforsować we wszystkich tych jurysdykcjach odpowiednie decyzje administracyjne lub sądowe? Oba rozwiązania są obecnie rozważane.

Rząd światowy?

Najpoważniejsze objawy kryzysu w USA zbiegły się zapewne nieprzypadkowo z wyborami, które zapewniły pełnię władzy ekipie demokratycznej. Agenda demokratów jest znana od dawna. Streszcza się ona w idei „global governance”. Pojęcie to oznacza stadium przejściowe ku rządowi światowemu. Od ćwierćwiecza idea ta jest na tyle niepopularna w szerokich kręgach i wśród elit narodowych, że jej zwolennicy unikają mówienia o niej wprost. Stworzenie zaczątków rządu światowego z własnymi siłami zbrojnymi, opartego na porozumieniu państw podobnym do obradującego 2 kwietnia G-20, jest jednak wprost postulowane w dokumentach Brookings Institution, ideowego zaplecza administracji Baracka Obamy. Nawet jeśli jest to mrzonka wsparta potężnym lobby, całą militarną i wywiadowczą, a także polityczną i gospodarczą potęgą Stanów Zjednoczonych.

Ambicja powołania „global governance” każe Waszyngtonowi proponować zupełnie nową strategię organizacjom międzynarodowym, m.in. Paktowi Północnoatlantyckiemu. W sferze propagandowej na pierwszym miejscu znajdujemy w tej agendzie „walkę z globalnym ociepleniem”, która zajęła miejsce „wojny z terroryzmem” z czasu dwóch kadencji George’a W. Busha. Jest to koncept ideologiczny, wspólny mianownik spajający rozmaite akcje niezbędne do realizacji celów globalistycznych. Niecierpliwe zabiegi Waszyngtonu na tym obszarze spotykają się jednak tej wiosny z oporem Europy, Chin i innych potencjalnych współhegemonów globalnych liczących na dalsze osłabienie USA.

Konsolidacja pod Ameryką?

Wszyscy, którzy czują się do tego zdolni (administracja waszyngtońska, Komisja Europejska, MFW), zmierzają do kontroli nad światowymi lub regionalnymi finansami, a nadzór ma być jej narzędziem. Dlatego odpowiedzialni za strategię finansową Waszyngtonu Tim Geithner i Larry Summers na spotkaniach z europejskimi partnerami naciskają na „skoordynowaną odpowiedź” na kryzys, ale Europejczycy odrzucają tę koordynację, obawiając się w niej dyktatu amerykańskiego. Z kolei wszystkie istniejące już instytucje nadzorcze pragną skorzystać z kryzysu, aby uzyskać jak najszersze i jak najgłębsze uprawnienia nadzorcze. Tak więc FED chce być nadzorem ryzyka systemowego, przynajmniej na terenie USA, ale chętnie w skali szerszej.

Ben S. Bernanke powiedział 10 marca przed Radą Stosunków Zagranicznych: „Musimy mieć strategię, która reguluje system finansowy jako całość”. I dodał: „Reforma regulacji i nadzoru nad finansami powinna być międzynarodowo skoordynowana w jak największym zakresie”. Bernanke w stosunku do światowego nadzoru używa też terminu „skonsolidowany”, co sugeruje instytucjonalne scalenie. Z kolei ci, którzy nie mają szansy na dostateczny udział w globalnej kontroli, bardzo się przed nią bronią. Spór „regulacja versus stymulacja” jest teatrem na użytek czytelników popularnej prasy. W istocie chodzi o realne instrumenty władzy w skali świata (i regionów). Działa też nieunikniony nacjonalizm gospodarczy, charakterystyczny nie tylko dla małych graczy, ale i dla samych Stanów Zjednoczonych. Administracja Obamy prze za wszelką cenę do szybkiego powrotu Ameryki na ścieżkę wzrostu. Bez niego bowiem socjalistyczny program dobrobytu dla wszystkich będzie niewykonalny, a rządzący stracą wiarygodność.

Realne narzędzia władzy

Zarówno w skali Unii Europejskiej, jak i w skali światowej (G-20, MFW) powraca temat koordynacji nadzoru nad różnymi instytucjami rynkowymi, także tymi dotychczas nienadzorowanymi (funduszami hedgingowymi, agencjami ratingowymi). Władze unijne rozpatrują raport de Larosière’a (o którym dalej), a G-20 zajmuje się propozycją instytucjonalnego wzmocnienia Forum Stabilności Finansowej rozszerzonego na wszystkich członków G-20. FSF działa od dziesięciu lat przy Banku Rozliczeń Międzynarodowych w Bazylei i zgadza się na rozszerzenie. Ten globalny nadzór miałby się jednak zająć wyłącznie środkami „makroostrożnościowymi” – w celu zapobiegania kumulacji ryzyka systemowego. W żaden sposób nie precyzuje się na razie, jakimi twardymi narzędziami miałby taki nadzór dysponować. W żadnym dokumencie jak dotychczas nie pojawił się projekt ponadnarodowego nadzoru, który w sposób jawny przejmowałby atrybuty suwerenności od państw. W postaci ukrytej taki nadzór już został zaprojektowany w skali regionalnej.

25 lutego przewodniczący Komisji Europejskiej przedstawił raport o nadzorze europejskim autorstwa zespołu Jacquesa de Larosière z udziałem Leszka Balcerowicza. Uzasadnia się tam tezę Komisji Europejskiej, że niezbędny jest „europejski system nadzoru finansowego”. Nadzór nad ponadgranicznymi grupami finansowymi miałby pozostać sprawą poszczególnych państw.

W bezpiecznie odległym terminie (rok 2012) powstałyby trzy nowe organy, przy czym Europejski Bank Centralny nie doczekałby się postulowanej władzy nadzorczej nad poszczególnymi bankami i ubezpieczycielami. Od strony formalnej nowy nadzór miałby być skomponowany z nadzorów suwerennych państw na anonsowanej wyżej zasadzie komitetu. W istocie jednak miałby charakter organu suwerennego europejskiego superpaństwa, ponieważ w razie sporów narzucałyby niższym organom nadzorczym wiążące rozwiązania. Na rynku bankowym makroostrożnościowa Europejska Rada Ryzyka Systemowego w ramach Europejskiego Systemu Banków Centralnych miałaby zastąpić Komitet Nadzoru Bankowego. Istotną prerogatywą supernadzoru byłby dostęp do „wszelkich niezbędnych”, czyli wszelkich dostępnych, informacji makro i mikro. Trudno nie dostrzec w tym finansowej odnogi traktatu lizbońskiego, który miałby powołać do życia ponadpaństwowy suwerenny byt europejski.

KNF przed szansą?

W Polsce sytuacja na rynku bankowym nie przypomina tego, co obserwujemy w państwach zdolnych do partnerskich negocjacji z właścicielami banków, często legitymującymi się tam miejscowym obywatelstwem. Jest co najmniej kilka scenariuszy zwijania i przekształcania rynku w obliczu nieuchronnej długotrwałej depresji. Jedną z nich jest nacjonalizacja banków, dla której w projekcie ustawy o rekapitalizacji niektórych instytucji finansowych (według stanu na połowę marca) przewidziano tylko jedną, wieloetapową ścieżkę. Na pierwszym jej etapie poważną rolę do odegrania ma polski nadzór finansowy.

Głównym rozgrywającym jest jednak Skarb Państwa w osobie ministra finansów, a „wielkim nieobecnym” – NBP. Bardzo trudno wyjaśnić tę konstrukcję inaczej, jak względami doraźnej polityki. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) na dalszych etapach kluczowego procesu ma tylko głos opiniodawczy, z którym faktycznie rząd nie musi się liczyć. W sytuacji swego rodzaju jedynowładztwa ministra finansów można się spodziewać, że KNF wykorzysta swoje decyzyjne uprawnienie na pierwszym etapie.

Jedyną sytuacją, w której KNF powraca jako organ decyzyjny, jest ewentualność powołania komisarza w instytucji finansowej – oczywiście na wniosek ministra finansów, przy czym definicja podstawy do takiej decyzji była przedmiotem chaotycznych ruchów w pracach legislacyjnych. Powołanie komisarza i przymusowy wykup akcji przez państwo są tymi obszarami polskiej nacjonalizacji, na których do ostatniej chwili będziemy obserwować starcie przeciwstawnych wizji prawotwórczych. KNF zresztą w kształtowaniu nowego ładu finansowego w Polsce może tylko o tyle wtrącić swoje trzy grosze, o ile dokona się nacjonalizacja banków, o których na razie decydują nadzory zagraniczne.

Nadzór jest niepotrzebny

Wybuchowi kryzysu nie zapobiegł ani scalony nadzór brytyjski, ani skrajnie rozproszony nadzór amerykański. Gdy nadchodziło tsunami, narodowe nadzory w krajach podobnych do Polski z konieczności lub lenistwa zajmowały się ubocznymi tematami (np. rzetelnością reklam i rejestracją agentów). Lecz gdyby w Bazylei istniał supernadzór globalny, tsunami też byłoby nadeszło. Zresztą mógłby on istnieć wyłącznie w postaci komitetu delegatów z nadzorów krajowych, czyli atrapy skutecznego interwenienta.

Instytucje biurokratyczne w warunkach demokracji nie są zdolne do kreowania dalekosiężnych planów i łatwo poddają się naciskom z rynków. Należy wreszcie powiedzieć głośno, że obecny demokratyczny system nie umie się posługiwać nadzorem. A zatem instytucje nadzorcze można bez szkody zlikwidować w ramach odchudzania państwa.

Ponieważ cele krótkoterminowe przeważają nad długoterminowymi, obecne zabiegi wokół nadzorów także nie przyniosą żadnych znaczących efektów. Istniejące i ewentualne nowe instytucje zatem będą pogłębiać depresję i potęgować chaos. Nikomu też nie uda się narzucić „koordynacji” czy też „konsolidacji”, którą postuluje Ben Shalom Bernanke. Potęga Ameryki nie wystarczy w konfrontacji z najsilniejszymi jej rywalami – Europą i Chinami.

Marcin Masny
Dr Marcin Masny w latach 1999–2000 był dyrektorem w Urzędzie Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, a w latach 2007–2008 był doradcą przewodniczącego i naczelnikiem w Urzędzie KNF.



Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK

Zaprenumeruj BANK
Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~adsadasdsad

etaty dla kolesi musza byc

! Odpowiedz
0 0 ~Fight The NWO

Kiedy jeszcze rok temu pisałem o tym samym na forach bankiera to moje posty zostały usunięte. Tak widocznie niezręcznie było pisać o tym że kryzys został wyreżyserowany i jest tylko kolejnym etapem na drodze do rządu światowego i NWO. Teraz sami to publikujecie a za chwilę jakby nigdy nic zaczną o tym przebąkiwać w telewizji i radio - motłoch się przyzwyczai i nawet nie zauważy jak go ugotują żywcem.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~KupFranki

Działania w ramach kompetencji KNF i współpraca z innymi organami UOKIK czy RPO dają bardzo dobre efekty.
Nie wierzycie, zobaczcie na www.kupfranki.pl

! Odpowiedz
0 0 ~KKP

Socjaliści są niereformowalin. Zawsze mylą skutki z przyczynami. Jakby nie drukowano pieniędzy na potęgę, to banki miałyby ich mało i nie dawałyby kredytów byle komu i nie inwestowałyby w "toksyczne aktywa'. Ponadto przez lata nauczono bankierów, że jak coś sknocą to i tak dostaną dotację, "pompowanie płynności" itd. Gdyby rzeczywiście groziła im upadłość to to także nie szastaliby kredytami.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~P__S

Przy pieniadzu fiducjarnym i apetytach politykow zaden nadzor nie pomoze.

! Odpowiedz
0 0 ~Ewik

Supernadzór jest nieefektywny "jako taki" czy nasz KNF może...;-)

!