W tym roku nieustannie mówi się o sztucznej inteligencji i o tym, ile - a nawet jak ogromne - zyski może ona przynieść inwestorom w przyszłości. Tymczasem już teraz na pieniądzach pływają przedstawiciele znacznie bardziej tradycyjnych i stosunkowo nudnych branż. Niepewność dotycząca dostaw surowców przez cieśninę Ormuz sprawiła, że w i tak już bardzo trudnej sytuacji na światowym rynku energii na pierwszy plan wysunął się problem dostępności oleju napędowego. Wraz ze wzrostem cen ropy i jej produktów ogromne zyski, a w ślad za nimi wzrosty kursów akcji, notują jednak przede wszystkim rafinerie.


Największymi amerykańskimi spółkami rafineryjnymi notowanymi na giełdzie są Marathon Petroleum, Valero Energy, Phillips 66 oraz Exxon Mobil, symbol sektora energetycznego.
Od początku tego roku kurs akcji Marathon Petroleum wzrósł o 185 proc., a Valero Energy — o 173 proc. W tym samym czasie akcje Phillips 66 podrożały „zaledwie” o 118 proc., a Exxon Mobil — o 40 proc.
Jak widać, inwestorzy szukający dużych wzrostów kursów akcji nie musieli wcale zwracać się ku atrakcyjnej i obiecującej sztucznej inteligencji. Kupując akcje spółek rafineryjnych, mogli podwoić, a nawet niemal potroić zainwestowane pieniądze.
Oczywiście łatwiej to powiedzieć, niż zrobić. Inwestor musiałby umieć spojrzeć ponad bardzo niejednoznaczne doniesienia z rynku energii. Przykładowo w drugiej połowie wiosny i na początku lata powszechne było przekonanie, że wojna między USA a Iranem będzie krótkotrwała. W tamtym momencie inwestor mógł dojść do wniosku, że najwyższe ceny ropy i jej produktów są już za nami. Mogła więc pojawić się pokusa sprzedaży akcji spółek z tego sektora i zrealizowania znacznych zysków.
Ropa drożeje, ale paliwa jeszcze szybciej
Zysk Marathon Petroleum w drugim kwartale wzrósł rok do roku o 320 proc., przekraczając 5 mld dolarów. Na Wall Street oczekuje się średnio — według szacunków FactSet — że w trzecim kwartale zysk spółki przekroczy 6 mld dolarów. W poprzednim kwartale Valero Energy i Phillips 66 mogły zarobić odpowiednio około 5,5 mld i 4 mld dolarów.
Te spółki rafineryjne osiągają rekordowe zyski na sprzedaży oleju napędowego i innych paliw. Cena ropy naftowej gwałtownie wzrosła, ale jeszcze szybciej drożały produkty rafinacji, takie jak diesel. Gdy zwiększa się różnica między ceną surowca a ceną gotowego paliwa, rafinerie bezpośrednio na tym korzystają — uzyskują większe przychody z każdej wyprodukowanej jednostki paliwa.
Wojny w Iranie oraz między Rosją a Ukrainą wpłynęły na światowe moce przerobowe rafinerii. We wrześniu świat musiał obyć się bez 12,1 proc. dotychczas dostępnych zdolności przerobu ropy — wynika z danych firmy badawczej Industrial Info Resources.
Obawy o dostępność paliw skłoniły również różne państwa do wprowadzenia ograniczeń eksportowych. Kraje, które nie są pewne, czy wystarczy im oleju napędowego na własne potrzeby, zaczynają ograniczać jego przepływ przez granice. Jak pisze „The Wall Street Journal” (WSJ), Stany Zjednoczone stały się w tej sytuacji ostatnim dużym dostawcą paliw na świecie.
Innymi słowy, nawet jeśli ropa jest dostępna, problemem pozostaje dostępność gotowych paliw. Moce przerobowe rafinerii znacząco spadły, a państwa — chroniąc własne dostawy i próbując ograniczyć inflację — ograniczają handel paliwami przez granice. W szerszej perspektywie, w świecie odchodzącym od globalizacji, można mówić o rosnącym nacjonalizmie surowcowym.
Na razie nie oczekuje się również znaczących inwestycji w nowe moce rafineryjne. Wydaje się, że wynika to z przekonania samych przedsiębiorstw, iż obecne warunki rynkowe są przejściowe.
Diesel przynosi rekordowe zyski
W takich okolicznościach amerykańskie rafinerie, które mają dziś w ofercie to, czego potrzebują praktycznie wszyscy, dosłownie „drukują pieniądze”.
WSJ przytacza szacunki JPMorgan, według których Valero mogło w trzecim kwartale wypracować w ten sposób 9 mld dolarów zysku przed opodatkowaniem. To o 50 proc. więcej niż w i tak bardzo dobrym drugim kwartale. JPMorgan szacuje, że w trzecim kwartale różnica między ceną zakupu ropy a ceną sprzedawanego paliwa w rafineriach Valero nad Zatoką Meksykańską wyniosła niemal 50 dolarów na baryłce. W drugim kwartale było to około 30 dolarów.
W przypadku Marathon oczekuje się siedmiokrotnego wzrostu zysku na akcję w ujęciu rocznym. Rekordowych wyników spodziewa się również Phillips 66.
Według danych FactSet zysk amerykańskiego sektora energetycznego w trzecim kwartale ma wzrosnąć łącznie o 114 proc. Jeszcze pod koniec czerwca prognozowano wzrost „jedynie” o 80 proc.
Trzeba korzystać, póki świeci słońce
Niewykluczone, że takie spółki będą zarabiać krocie również przez cały przyszły rok. Oczywiście inwestorom byłoby łatwiej, gdyby już mieli ich akcje w portfelu, ponieważ zakup ich teraz również wymaga odwagi.
Formalnie akcje spółek rafineryjnych nadal nie wyglądają na drogie. Prognozowany wskaźnik cena/zysk (P/E) na najbliższe 12 miesięcy wynosi około 5,5 dla Marathon Petroleum Corporation, 10,2 dla Valero Energy i 9,7 dla Phillips 66.
W przypadku spółek silnie cyklicznych wskaźnik P/E może jednak być mylący. Może sugerować, że akcje są tanie właśnie na szczycie cyklu, gdy zyski są wyjątkowo wysokie. Częściowo taką wycenę można prawdopodobnie wyjaśnić tym, że uczestnicy rynku nadal nie oczekują, iż ceny ropy i jej produktów utrzymają się na tak wysokim poziomie.
Można to zrozumieć. W pewnym momencie droga energia powinna zacząć negatywnie wpływać na gospodarkę. Wówczas popyt i ceny mogą zostać skorygowane przez czynniki rynkowe, na przykład przez tradycyjną recesję.
Nie można oczywiście wykluczyć dalszego wzrostu cen ropy i jej produktów. W takim scenariuszu jednak szybko zwiększa się prawdopodobieństwo, że wysokie ceny jeszcze mocniej zaszkodzą gospodarce. Jeśli globalny popyt osłabnie, a moce przerobowe wrócą do normy, marże rafinerii mogą gwałtownie spaść.
Czasem mówi się, że najlepszym lekarstwem na wysokie ceny są właśnie one same — ponieważ w końcu niszczą popyt. Próby wskazania konkretnego terminu, kiedy to nastąpi, byłyby jednak prawdopodobnie daremne.
„Korzystają z dobrej koniunktury, póki świeci słońce. Kiedy przestanie świecić, mogą już nie być w stanie tego robić” — tak sytuację opisują w WSJ analitycy rynku paliw rafinowanych z Novi Labs. Zwracają uwagę na niezbyt odległą przeszłość, gdy zyski rafinerii załamały się wraz z nadejściem pandemii COVID-19.
Jeśli kryzys energetyczny będzie się przedłużał, nie można wykluczyć również regulacji mniej korzystnych dla tej branży. Prezydent USA Donald Trump sam stwierdził, że amerykańskie koncerny naftowe zarabiają już zbyt dużo. Nadal możliwe jest także zakończenie wielkich kryzysów geopolitycznych.
Doskonałe stopy zwrotu również w dłuższym terminie
Faktem jest, że inwestycja w akcje amerykańskich rafinerii przyniosłaby w tej dekadzie znakomite wyniki. W ciągu pięciu lat kurs Marathon Petroleum wzrósł o 611 proc. Akcje Valero Energy Corporation podrożały w tym samym okresie o 464 proc., a Phillips 66 — o 242 proc. Nawet akcje ExxonMobil wzrosły w ciągu pięciu lat o 170 proc.
Szczególnie mogą sobie pogratulować inwestorzy, którzy kupili akcje tych spółek w czasie, gdy wspomniana pandemia zahamowała światową gospodarkę. Od października 2020 roku akcje ExxonMobil podrożały o 420 proc.
W tym roku inwestorzy zarabiali również na akcjach europejskich spółek energetycznych. Kursy TotalEnergies, Shell i BP wzrosły odpowiednio o 31,5 proc., 36,3 proc. i 33,5 proc. Z kolei akcje fińskiej spółki Neste podrożały w tym roku o 66 proc., a norweskiego Equinoru — o 82 proc.
Inwestorzy nie muszą jednak ograniczać się do akcji pojedynczych spółek.
Popularnym wśród europejskich inwestorów funduszem ETF z sektora energetycznego jest Xtrackers MSCI World Energy. W ciągu roku jego jednostki podrożały o 51 proc. W USA cena jednostek iShares S&P 500 Energy Sector ETF wzrosła w ciągu 12 miesięcy o 56 proc. W przypadku funduszu iShares STOXX Europe 600 Oil & Gas, obejmującego europejskie spółki, wzrost wyniósł 49 proc.
Świat nie potrafi żyć bez ropy
Jak dotąd świat nie nauczył się funkcjonować bez ropy naftowej i oleju napędowego. Nie widać też, jak miałoby się to udać w dającej się przewidzieć przyszłości. Branża związana z wydobyciem i przerobem ropy okazała się wyjątkowo odporna na regularne zapowiedzi jej rychłego upadku.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) przewiduje, że w ciągu najbliższych 10 lat globalne zużycie energii elektrycznej wzrośnie o 40 proc. Jednym z czynników będzie ogromne zapotrzebowanie sztucznej inteligencji na energię.
Można oczywiście liczyć na to, że część tego wzrostu zostanie pokryta przez odnawialne źródła energii. Prawdopodobnie jednak istotną rolę nadal będzie odgrywać także energia z paliw kopalnych. Co więcej, mówimy tu często jedynie o zaspokojeniu dodatkowego zapotrzebowania. Jeśli nie wydarzy się coś nadzwyczajnego, to właśnie paliwa kopalne nadal będą w dużej mierze odpowiadać za pokrycie istniejącego zapotrzebowania energetycznego świata.
Już w połowie kwietnia „Investoru Klubs” zwracał uwagę, że gdy cena ropy spada zbyt mocno, może to stworzyć okazję do zakupu akcji wielkich koncernów naftowych. Wraz z nadziejami na uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie i przywrócenie żeglugi przez cieśninę Ormuz ceny ropy oraz akcji spółek z tego sektora mocno spadły po wzrostach z zimy i początku wiosny.
Inwestorzy mogli wówczas rozważyć działanie wbrew dominującym nastrojom, ponieważ nie było pewne, czy niższe ceny energii utrzymają się na dłużej. Jak widać dzisiaj, taka strategia rzeczywiście mogła się opłacić.
Jānis Šķupelis





























































