Orlen ma odebrać w październiku co najmniej cztery ładunki saudyjskiej ropy naftowej, informuje Reuters. Jak podała agencja może to oznaczać powrót do normalnych dostaw od Saudi Aramco. Źródła rynkowe na które powołuje się Reuters potwierdzają wygaszanie kryzysu podażowego, który ciążył koncernowi od połowy ubiegłego miesiąca. Na prośbę redakcji Bankier.pl o komentarz odpwiedziało biuro prasowe Grupy Orlen.


W październiku do Polski przypłyną co najmniej cztery tankowce o łącznej pojemności 2,9 mln baryłek ropy transportujące zakontraktowaną przez Orlen ropę od Saudi Aramco. Wskazują na to dane LSEG dotyczące przewozów, na które powołuje się Reutes. Według informacji Agencji z egipskiego terminalu Sidi Kerir, służącego do eksportu saudyjskiej ropy naftowej, miały wypłynąć cztery jednostki zmierzające do Polski.
Saudi Aramco nie odpowiedziało na prośbę Reutersa o komentarz. Z kolei biuro prasowe Grupy Orlen odpowiedziało redakcji Bankier.pl, że nie komentuje "bieżącej działalności handlowej, indywidualnych ustaleń z partnerami biznesowymi ani szczegółowych warunków zawieranych umów".
"ORLEN konsekwentnie realizuje strategię dywersyfikacji dostaw ropy naftowej, aby zapewnić bezpieczne i nieprzerwane dostawy surowca, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej elastyczności handlowej" - poinformował koncern.
Sidi Kerir, to kluczowy węzeł logistyczny dla saudyjskiego eksportu do Europy. To tam trafia rurociągiem surowiec przeładowywany wcześniej w saudyjskim porcie Janbu nad Morzem Czerwonym. Infrastruktura ta pozwala Saudi Aramco omijać tradycyjne wąskie gardła, takie jak zablokowana Cieśnina Ormuz czy wrażliwa na ataki cieśnina Bab al-Mandab.
Przepustowość saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód, zasilającej ten szlak, została sparaliżowana 11 września w wyniku ataków dronowych przypisywanych irackim bojówkom. Incydent zmusił Saudi Aramco do nagłego anulowania części dostaw wyznaczonych na koniec września. Dla Orlenu stanowiło to potężne wyzwanie logistyczne, ponieważ państwowy gigant z Rijadu odpowiada od 2022 roku za blisko 40% całego zapotrzebowania polskich rafinerii na surowiec.

Płocki koncern zmuszony był wówczas do gwałtownego łatania bilansu na rynku spot. Zakupy realizowano w pośpiechu na Morzu Północnym, w Norwegii, Wielkiej Brytanii, a także w Algierii, Kazachstanie, Azerbejdżanie i obu Amerykach. Sytuacja zaczęła wracać do normy 6 października, kiedy to Rijad oficjalnie zwiększył tłoczenie w naprawionym ropociągu, przywracając ciągłość dostaw do terminali eksportowych.
MKu































































