Droga ropa naftowa, nasilająca się presja inflacyjna oraz celujące w 20-letnei szczyty rentowości amerykańskich obligacji skarbowych w poniedziałek zaniepokoiły inwestorów na Wall Street. Ci realizowali więc zyski z akcji producentów półprzewodników, które w ostatnich tygodniach zaliczyły fenomenalny rajd.


Indeks Nasadaq Composite zakończył poniedziałkową sesję 0,51% pod kreską, po utracie przeszło 1,5% w piątek. To pierwsza dwusesyjna spadkowa seria od blisko miesiąca, kiedy to Nasdaq szedł w górę jak po sznurku. Łącznie od końcówki marca do zeszłego czwartku Nasdaq urósł o 28%. Ma więc z czego spadać.
Ale już S&P500 oddał zaledwie 0,07% i finiszował z wynikiem 7 403,05 pkt. – czyli wciąż blisko niedawnego rekordu wszech czasów (7517,12 pkt.). Na plusie dzień zdołała zakończyć średnia przemysłowa Dow Jonesa, która zyskała 0,32%, ale pozostała poniżej 50 000 punktów.
Zobacz także
Taniały przede wszystkim mocno „wygrzane” akcje producentów półprzewodników. Kurs Seagate Technology spadł o prawie 7%, Micron Technology o niemal 6%, a Sandisku o 5,3%. Przez poprzednie siedem tygodni to właśnie producenci chipów czy układów pamięci napędzali wzrosty na Wall Street.
Ale w ostatnich dniach na rynkach finansowych pojawił się poważny problem w postaci rosnących rentowności długoterminowych obligacji skarbowych. Dochodowość 10-letnich Treasuries w poniedziałek przekroczyła 4,6% i znalazła się najwyżej od przeszło roku. Ale prawdziwy popłoch obserwowano na rynku papierów 30-letnich. W przypadku 30-letnich obligacji rządu USA rentowność wzrosła do niemal 5,16% i prawie wyrównała 20-letnie maksimum z 2023 roku. To samo dzieje się na rynku obligacji Niemiec oraz Japonii, gdzie rentowności są najwyższe od przynajmniej dwóch dekad.

To sygnał, że duzi i profesjonalni inwestorzy z rynku długu już nie wierzą w obietnice utrzymania 2-procentowej inflacji w długim i bardzo długim terminie. I dlatego żądają wyższej premii za ryzyko, co w modelach rynkowej wyceny obniża bieżącą wartość w zasadzie wszystkich instrumentów rynku kapitałowego – w tym przede wszystkim modelowe wyceny akcji.
W krótszym terminie niepokoją wyczerpujące się zapasy ropy naftowej. Międzynarodowa Agencji Energii (MAE) ostrzegła, że komercyjne dostępne zaspy ropy szybko się kutczą i wystarczą na zaledwie kilka tygodni. Jeśli więc Cieśnina Ormuz nie zostanie w miarę szybko odblokowana, to w te wakacje komuś zacznie brakować paliw. A mówiąc ściślej: ceny ropy staną się tak wysokie, aby wyeliminować jakieś 10-15% „przedwojennego” popytu na ten strategiczny surowiec.
W poniedziałek „czarne złoto” kosztowało już ponad 110 dolarów za baryłkę. Rynku nie uspokoiły ani kolejne zwolnienia zawieszające sankcje na rosyjską ropę, ani oferta wycofania się z amerykańskiego embarga na dostawy ropy z Iranu. A sam Donald Trump był nawet na tyle łaskawy, że wspaniałomyślnie zrezygnował z kolejnych ataków na Iran. Zatem choć droga do porozumienia z Teheranem pozostaje otwarta, to sama umowa z Iranem w tej chwili wydaje się kwestią dość odległą w czasie.



























































