Po 9 miesiącach przerwy na giełdzie w Hongkongu wznowiono notowania spółki Huarong. Akcje zanurkowały o 50 proc. - inwestorzy, którzy uczestniczyli w bailoucie największego "złego banku" w Chinach, wtopili blisko 25 mld juanów.


Po tym, jak wyszło na jaw, że China Huarong Asset Management miał w 2020 r. przeszło 100 mld juanów straty netto, chińskie władze ogłosiły bailout "złego banku". Pod koniec 2021 r. podmioty kontrolowane przez Pekin objęły świeżo wyemitowane akcje spółki za 42 mld juanów. 95 proc. kwoty wyłożyły firmy płacące 1,02 juana za akcję, czyli 1,22 dolara hongkońskiego.
Przed zawieszeniem notowań spółki w kwietniu ubiegłego roku za akcję płacono na rynku 1,02 HKD. W środę handel walorami został wznowiony i ich cena gwałtownie spadła, na koniec sesji kurs wynosił 0,51 HKD. Uczestniczący w bailoucie inwestorzy wtopili więc prawie 25 mld juanów.
Rynkowa wycena Huarong jest najniższa w historii i sięga raptem połowy wartości aktywów netto spółki - zauważa Reuters.
Huarong jest największym "złym bankiem" w Chinach - jedną z kilku instytucji utworzonych w 1999 r. w celu oczyszczenia rynku finansowego przytłoczonego masą niespłacanych długów po reformach lat 90. i kryzysie azjatyckim. Od tamtej pory rozrósł się do potężnych rozmiarów (przed rokiem jego aktywa sięgały ok. 1,6 bln juanów), a sieć powiązań i wpływów pokryła całe Państwo Środka. Zamiast skupiać się na zarządzaniu zagrożonymi kredytami, rozszerzał swoją działalność inwestycyjną, podejmując coraz większe ryzyko.

W końcu miarka się przebrała - prezes Lai Xiaomin został oskarżony o korupcję (miał otrzymać w łapówkach równowartość miliarda złotych), defraudacje i bigamię, i skazany na śmierć. Egzekucję wykonano w styczniu 2020 r.
Po bailoucie największym akcjonariuszem spółki pozostało chińskie ministerstwo finansów, ale jego udziały spadły z 57 proc. do niespełna 28 proc. W rękach Citic Group jest blisko 24 proc. akcji, a Rongxin Fund - 18 proc.



























































