W przesyłkach FedExu Chuck Noland znalazł m.in. łyżwy i kasety wideo. Dla ocalałego na bezludnej wyspie rozbitka, bohatera filmu „Cast Away”, były to nie lada skarby. A gdyby tak znalazł tratwę!? Ale tratwa w przesyłce? No cóż, czemu nie. Teraz, w XXI w., firmy kurierskie i transportowe są w stanie podjąć się nawet najbardziej wymyślnego zadania oraz przewieźć nieomal wszystko.
Wspomnianą tratwę ratunkową przewoziła z Polski do Meksyku firma TNT Express Poland. Zleceniodawcą był żeglarz Zbigniew Skoczylas, który wraz z sześcioosobową załogą planował rejs jachtem regatowym z Acapulco do Gdyni. Tratwa była niezbędna, gdyż międzynarodowe przepisy stanowią, że każda jednostka pływająca oddalona ponad 20 mil od brzegu musi ją mieć. A ponieważ w ofercie sklepów w Meksyku nie było takiej tratwy, jakiej życzył sobie Zbigniew Skoczylas, zdecydowano się przetransportować ją za pomocą firmy kurierskiej z Polski. Okazało się, że nie jest to proste. Otóż w myśl międzynarodowych przepisów tratwa automatycznie napełniająca się gazem, wraz z niezbędnym ekwipunkiem, okazała się materiałem niebezpiecznym w transporcie. Dlaczego? Ponieważ oprócz nabojów z gazem w jej wyposażeniu znalazły się m.in. race sygnałowe, baterie litowe i zestaw naprawczy – zawierający substancje żrące. Utrudnienia były na tyle znaczące, że nie wszyscy z entuzjazmem odnosili się do transportu ważącej 56 kilogramów przesyłki. – TNT Express, jako jedyna spośród czterech firm, do których się zwracaliśmy, podjęła się natychmiastowej realizacji naszego nietypowego zlecenia – mówi Zbigniew Skoczylas.
Szefowie TNT chwalą się, że mieli w swojej historii wiele niezwykłych zleceń. A także, że są w stanie dotrzeć z przesyłką nawet na Antarktydę. Dwa lata temu kurierzy firmy dostarczyli tam, w zastępstwie spóźniającego się statku, wyposażenie ekspedycji naukowej, niezbędne do wykonania pomiarów geograficznych. A w 2005 r. uratowali urlop 1,2 tys. pasażerów statku turystycznego pływającego po Atlantyku. Pechowa jednostka po awarii jednej z turbin została unieruchomiona obok wyspy Madera. TNT zaaranżowało transport potężnej turbiny w niespełna cztery godziny po otrzymaniu zlecenia, a godzinę później miało już za sobą wszystkie formalności celne.
Kajdanki z różowym futerkiem? Dzika świnia? Firmy może się dziwią, ale przewożą takie rzeczy bez szemrania |
|
| Rafał Dziura, dyrektor marketingu i sprzedaży TNT Express Poland Oferowanie usług specjalistycznych wymaga przede wszystkim ogromnych kompetencji. Dlatego tego rodzaju usługi znajdują się w ofertach albo firm, które ograniczają swój zakres działania do konkretnego, wyspecjalizowanego obszaru, albo największych firm transportowych. Bardzo często świadczenie tego rodzaju usług jest nie tylko kosztochłonne, lecz wymaga długoletnich doświadczeń i odpowiedniej infrastruktury. Koszty po stronie operatora dotyczą zarówno strony operacyjnej (specjalistyczne wyposażenie pojazdów i centrów przeładunkowych, certyfikowane opakowania, najnowocześniejsze rozwiązania teleinformatyczne), jak i specjalistycznego przeszkolenia zespołu. W bardziej wyspecjalizowanych usługach znaczącym kosztem są nakłady ponoszone na badania i rozwój produktu oraz wdrożenie. W usługach oferowanych w skali globalnej istotnym aspektem jest możliwość ich świadczenia na całym świecie, a więc szeroka i zintegrowana sieć połączeń lotniczych oraz drogowych, a także wykwalifikowany personel. |
Firma Masterlink przewoziła ostatnio tron papieski z Jasnej Góry do Gdańska. Ale zdarzają się jej zlecenia o zupełnie innym charakterze. – Kiedyś dostarczaliśmy, do kilku różnych adresatów, kajdanki w zestawie z różowym futerkiem – mówi Anita Cichońska, specjalista ds. komunikacji Masterlink Express. – Takie życzenie miała jedna z agencji reklamowych. W firmie kurierskiej dobrze też pamiętają prezesa dużej instytucji finansowej, który podczas urlopu za granicą zgubił kluczyki od swojego samochodu.
– Zadzwonił więc do rodziny w kraju, która skontaktowała się z jednym z naszych oddziałów i spytała, czy w jakiś sposób można dowieźć zapasowe kluczyki w bardzo szybkim czasie – opowiada Cichońska. – Pracownik odpowiedział, że nie ma sprawy, że za kilka godzin kluczyki znajdą się na miejscu. Klientowi wydawało się to niemożliwe, ponieważ podróż samolotem trwa dość długo, a do tego są niekorzystne połączenia. Co zrobił nasz pracownik? Wsiadł w samochód i pojechał sam za granicę, dotrzymując obiecanego terminu.
Z kolei Masterlink Air Cargo Poland, spółka-córka Masterlinka, podjęła się pewnego razu transportu psa z Polski do Kanady. Czworonożny pasażer, oprócz wymaganych szczepień i książeczki zdrowia, zaopatrzony był w paszport i odpowiednią klatkę z atestem, dopasowaną do jego rozmiaru – tak by mógł w niej bez trudu podnosić głowę oraz obrócić się o 360 stopni. Podczas dwudniowej podróży pies był oczywiście regularnie karmiony i pojony, zaś noc spędził – jak przystało na prawdziwego podróżnika – w hotelu (psim) w Londynie.
A jednak to, co w Masterlink Air Cargo Poland było odosobnionym przypadkiem, jest niemal chlebem powszednim dla Dor-Celu, firmy spedycyjnej należącej do Universal Express, specjalizującej się w przewozie żywych zwierząt. Nie tylko domowych, lecz także dzikich. Tak więc obok psów, kotów, fretek, szynszyli, chomików czy koni Dor-Cel ma na swoim koncie podróże ze słoniami, gepardami, panterami śnieżnymi, antylopami, małpami, fokami, lemurami, dzikimi świniami i najróżniejszymi drapieżnymi ptakami. Często nie bywa lekko, i to dosłownie. No bo jak inaczej powiedzieć o transporcie słoni do warszawskiego zoo, gdy firma musiała się posłużyć okazałym boeingiem jumbo?
– Ale wysyłka domowych zwierząt przysparza nam także wiele radości – mówi Lidek Czapigo, airfreight manager Dor-Celu. – Zdarzyło się, że chcąc pomóc jednej z naszych klientek, na kilkanaście godzin zamieniliśmy nasze biuro w hotel, w którym „zatrzymało się” szesnaście piszczących i wiecznie głodnych szczeniąt buldogów.
Jack Nicholson za pośrednictwem DHL-u otrzymał pamiątkę z Polski – żubrówkę i siwuchę. Przez ręce kurierów tej samej firmy przeszły również kapelusze dla Hanki Bielickiej, garnitury dla Jerzego Buzka, oprogramowanie do instrumentów muzycznych Czesława Niemena, bębny na koncert Briana Adamsa, słodycze dla sułtana Brunei, czekoladki dla córki Stevena Spielberga oraz podarunki dla czołowych gwiazd światowego kina: Sharon Stone, Mela Gibsona, Martina Scorsese i Vittorio Storaro.
– DHL pomógł także Bahrajnowi wejść do Księgi Rekordów Guinnessa, transportując z Chin do tego kraju największą na świecie flagę państwową, o szerokości 169,5 metra, wysokości 97,1 metra i wadze 3,2 tys. kilogramów – dodaje Izabela Dessoulavy-Gładysz, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej DHL Express (Poland). – Flaga o powierzchni prawie 16,5 tys. mkw. została wykonana z blisko 13,5 tys. metrów tkaniny przez Jiaxing Maosen Company i była prezentem dla Jego Wysokości Króla Hamada oraz ludności Bahrajnu od MTC-Vodafone.
Natomiast 3,40 m wysokości i 2 m szerokości miała 27-tonowa prasa belująca do utylizacji odpadów przemysłowych, którą przewoziła firma DSV. Chociaż trasa przejazdu z Wału Miedzeszyńskiego do podwarszawskiego Ursusa była krótka – miała zaledwie kilkanaście kilometrów – to przygotowania okazały się prawdziwym wyzwaniem. Firma musiała prosić Zarząd Dróg Miejskich o wytyczenie trasy tak, aby mieć pewność, że podczas transportu auto wyposażone w windę załadunkową i dźwig nie utknie pod jakimś wiaduktem oraz zmieści się na wszystkich zakrętach. Usługa kosztowała zleceniodawcę ponad 2 tys. złotych. To niewiele w porównaniu z tym, co musiałby zapłacić inny klient, który chciał przewieźć podobny ładunek z Holandii do Polski. Gdyby się na to zdecydował, jego budżet zostałby uszczuplony o jakieś 15 tys. euro... DSV jest zresztą jedyną firmą, która przyznała się do konkretnych stawek za nietypowe zlecenia. Universal Express podkreślił, że transport zwierząt należy do serwisów dość drogich i może kosztować klienta od kilkuset do nawet kilkuset tysięcy złotych. Reszta firm zasłania się tajemnicą handlową i mówi, że cena każdej nietypowej wysyłki jest ustalana indywidualnie, w zależności od skali przedsięwzięcia. Jedno jest pewne – za niestandardową usługę płaci się niestandardową cenę.
Czy jednak wpływa ona znacząco na zyski firm? Tu również unikano odpowiedzi. Ale nawet jeżeli zysk z przesyłek nietypowych jest znikomy, ważny jest jeszcze ich inny wymiar – marketingowy. Firmy lubią się przecież chwalić czymś, co je wyróżnia. I pewnie dlatego dużo mówią o konkretnych przykładach specjalnych zleceń, ale niewiele i niechętnie o pieniądzach...
Agata Szymborska-Sutton



























































