Wtorkowa sesja na nowojorskich giełdach nie przyniosła zmian głównych indeksów. W dalszej części tygodnia inwestorzy poznają nowe dane z gospodarki, które mogą rzucić więcej światła na kolejne posunięcia Rezerwy Federalnej.


Średnia przemysłowa Dow Jonesa zamknęła wtorkową sesję ze stratą 0,25% i na poziomie 38 972,41 punktów. Ale S&P500 zyskał skromne 0,17% i zameldował się z wynikiem 5 078,18 pkt. Czyli tuż poniżej zeszłotygodniowego rekordu wszech czasów. Nadsaq wzrósł o 0,37% i dotarł na wysokość 16 035,30 punktów.
Pomimo spokojnego przebiegu sesji nie zabrakło giełdowych „fajerwerków”. Akcje Viking Therapeutics podrożały aż o 121% po tym, jak spółka ogłosiła, że jej eksperymentalny lek na odchudzanie pozwolił pacjentom na „znaczącą” utratę masy. Notowania Norwegian Cruise Line Holdings poszły w górę o blisko 20% po tym, jak operator wielkich wycieczkowców przedstawił kwartalną prognozę zysków przekraczającą oczekiwania analityków.
Od czterech miesięcy na Wall Street trwa spektakularna hossa napędzana manią inwestycyjną związaną z algorytmami AI. Przez ten okres S&P500 urósł o blisko 24% i jeszcze w styczniu zaczął ustanawiać nowe rekordy, przekraczając szczyt hossy sprzed przeszło dwóch lat. Amerykański rynek akcji jest zatem nie tylko mocno wykupiony, ale też bardzo wysoko wyceniany. Relacja c/z dla indeksu S&P500 bazująca na oczekiwanych tegorocznych zyskach spółek wynosi 20,4. To sporo powyżej historycznych standardów.
Cała jesienno-zimowa hossa na nowojorskich giełdach napędzana jest dwoma czynnikami. Pierwszym jest wiara we wzrost produktywności i zysków giełdowych korporacji wynikająca z wdrożenia algorytmów generatywnej sztucznej inteligencji. Analitycy spodziewają się, że w 2024 roku spółki z S&P500 zarobią o 10,5% więcej niż przed rokiem. I to wszystko przy prognozach zakładających bardzo niski wzrost PKB oraz znacznie niższą niż w latach poprzednich inflację cenową.
Drugim motorem wzrostu cen akcji są oczekiwania na obniżkę stóp procentowych w najważniejszych bankach centralnych Zachodu, z Rezerwą Federalną na czele. Tyle tylko, że w ostatnich tygodniach wiara w ostre cięcia w wykonaniu Fedu wyraźnie osłabła. Jeszcze na początku roku rynek terminowy wyceniał 5-6 obniżek stóp procentowych po 25 pb. każda. Pierwsza z nich miała nadejść już w marcu.
Ten scenariusz od dawna jest nieaktualny. Obecnie pierwsza obniżka stopy funduszy federalnych spodziewana jest najwcześniej w czerwcu. Oczekiwana łączna skala tegorocznych cięć wynosi ok. 80 pb. – wynika z danych FedWatch Tool. To o ponad 50 pb. mniej niż jeszcze dwa miesiące temu.
W tym kontekście spore znaczenie mogą mieć publikowane w dalszej części tygodnia dane makro z USA. W środę będzie to druga rewizja statystyk PKB za IV kwartał. W czwartek poznamy styczniową bazowy PCE – czyli ulubiony miernik inflacji w Fedzie. W piątek opublikowany zostanie indeks ISM dla przemysłu za luty. Pojawi się także cała seria wystąpień oficjeli z Rezerwy Federalnej. Jak dotąd większość „fedzi” studziła oczekiwania inwestorów na szybkie i gwałtowne obniżki kosztów kredytu.






























































