REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Młodzi Polacy odwracają się od koalicji rządzącej. Eksperci oceniają "rok Tuska" na 3+

2024-12-13 07:25, akt.2024-12-13 08:12
publikacja
2024-12-13 07:25
aktualizacja
2024-12-13 08:12
Dodaj Bankier.pl w Google

Ich głosy przesądziły przed rokiem o powstaniu rządu Donalda Tuska. Dziś młodzi wyborcy nie są już tak entuzjastycznie nastawieni do KO – czytamy w piątkowym wydaniu "Rzeczpospolitej". Najbardziej popularna wśród nich jest Konfederacja. 13 grudnia mija rok działalności koalicyjnego rządu, na którego czele stanął Donald Tusk. Poniżej eksperci omawiają tarcia w kolaicji, zmiany w MON, rozliczenia w prokuraturze i sądownictwie oraz inne, 

Młodzi Polacy odwracają się od koalicji rządzącej. Eksperci oceniają "rok Tuska" na 3+
Młodzi Polacy odwracają się od koalicji rządzącej. Eksperci oceniają "rok Tuska" na 3+
fot. Kacper Pempel / /  Reuters / Forum

Konfederacja jest najbardziej popularną partią wśród młodych ludzi w wieku 18–29 lat – wynika z badania dla More in Common Polska i Fundacji Ważne Sprawy, którego wyniki poznała "Rzeczpospolita".

Jak pisze dziennik, najmłodsi wyborcy byli ważnym elementem demograficznej siły, która – również poprzez wysoką frekwencję – doprowadziła w ubiegłym roku do zwycięstwa obecnie rządzących partii.

Obecnie wśród ogółu ludzi w wieku 18–29 lat na pierwszym miejscu jest Konfederacja z wynikiem 26 proc. Na kolejnych KO (15 proc.), Polska 2050 i PiS – po 8,5 proc. Nowa Lewica może liczyć na 7,6 proc., Partia Razem na 4 proc., a PSL – na 2 proc.

Co istotne - 22 proc. młodych jest niezdecydowanych, natomiast deklarowana frekwencja jest wysoka, bo wynosi aż 78 proc, w tym 53 proc. "zdecydowanie" chce iść na wybory.

Wakacje na giełdzie

W badaniu sondażowni Opinia24 widać także "dużą demobilizację wśród młodych kobiet". W tej grupie największe poparcie wciąż ma Koalicja Obywatelska, ale blisko 30 proc. najmłodszych wyborczyń nie wie, na kogo będzie głosować. "To sugeruje duży zawód, będący z kolei efektem braku realizacji obietnic wyborczych dotyczących praw kobiet" – uważa autor tekstu.

Badanie zrealizowano między 4 a 19 listopada 2024 roku na grupie 1002 respondentów.

Czy po roku rządów Tuska Polakom żyje się lepiej? Sondaże

13,6 proc. respondentów w sondażu na zlecenie RMF FM i "DGP" zadeklarowało, że żyje im się lepiej niż rok temu. 37,5 proc. ankietowanych wskazało, że ich sytuacja pogorszyła się przez ostatni rok, zaś 46,8 proc. nie odczuła zmian - na lepsze bądź gorsze.

Jak podało RMF FM, 69,1 proc. zwolenników obozu rządzącego stwierdziło, że żyje im się tak samo jak przed rokiem. 24,7 proc. tej grupy zadeklarowało poprawę sytuacji, a 6,2 proc. - pogorszenie. Zwolennicy opozycji (PiS, Konfederacji i Razem) ocenili efekty rządów Tuska bardzo stanowczo. Tylko 1 proc. z nich żyje im się lepiej niż przed rokiem. Przeciwnego zdania jest 68,5 proc. tej grupy. 30,6 proc. popierających ugrupowania opozycyjne stwierdziło, że nie jest im ani lepiej, ani gorzej niż rok temu.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie "Super Expressu" wynika, że 44 proc. ankietowanych żyje się gorzej niż przed zmianą władzy w 2023 r. 36 proc. nie zauważyło zmiany, a 14 proc. wskazało na poprawę.

Badanie United Surveys dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" zostało przeprowadzone na próbie 1000 osób w dniach 6-8 grudnia, metodą mix-mode online oraz telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CAWI/CATI).

Badanie dla "SE" zostało zrealizowane przez Instytut Badań Pollster w dniach 10-11 grudnia 2024 r. metodą CAWI na próbie 1005 dorosłych Polaków.

Rok od powołania rządu Donalda Tuska. Politolog: Koalicji nie grozi rozpad, bo nie ma alternatywy

Dalsze trwanie obecnej koalicji rządzącej jest niezagrożone, a pojawiające się spory są naturalne i nie spowodują jej rozpadu - ocenił dla PAP politolog, dr hab. Olgierd Annusewicz. Według niego, nie dojdzie do przyspieszonych wyborów. Ugrupowania tworzące rząd nie mają alternatywy i muszą ze sobą współpracować - dodał.

Annusewicz pytany przez PAP o przyszłości koalicji rządzącej powiedział, że jej trwanie zdecydowanie nie jest zagrożone. Jak ocenił, "każda inna formuła polityczna oznaczałaby powrót do władzy Prawa i Sprawiedliwości". Podkreślił, że poza wieloma rzeczami łączącymi programowo ugrupowania koalicyjne spaja je również fakt najbardziej czarnego dla nich scenariusza - powrotu PiS do władzy.

Politolog zauważył, że w przypadku rządu KO, Trzeciej Drogi (PSL oraz Polski 2050) i Lewicy - mamy do czynienia z tzw. koalicją piętrową, w której każde ugrupowanie tworzące koalicję samo w sobie jest jakąś koalicją. Taka sytuacja w jego ocenie naturalnie powoduje, że pojawiają się spory wynikające z faktu, że koalicjanci muszą szukać sposobów na odróżnienie się od siebie.

"Natomiast te spory koalicyjne, ich temperatura nigdy nie wyjdzie poza taką wartość, która oznacza rozpad, bo w momencie, w którym koalicja się rozpada, to ktoś tę władzę traci. (...) Nie ma alternatywy i dlatego oni ze sobą współpracują" - powiedział ekspert.

Annusewicz podkreślił, że ugrupowania koalicyjne mają wspólny plan zmiany państwa i panuje wśród nich pełna zgoda m.in. w kwestiach związanych z przywróceniem "zepsutej przez PiS" praworządności i "niezawisłości sądów".

Zdaniem politologa przy obecnej sejmowej arytmetyce niemożliwe byłoby stworzenie innego rządu większościowego w układzie, który "byłby w miarę spójny". Annusewicz zupełnie odrzucił również scenariusz przyspieszonych wyborów, przypominając, że taka sytuacja miała miejsce jedynie dwa razy w naszej historii. Jak dodał, casus wydarzeń z 2007 r., w wyniku których PiS ostatecznie straciło władzę, stanowi dla polityków skuteczną przestrogę przed skracaniem kadencji Sejmu. "To się nie wydarzy" - podkreślił.

"Co więcej, każdy kolejny dzień rządów tej koalicji i działania związane z rozliczeniami, które są bardzo oczekiwane przez wyborców rządu, powodują, że gdyby doszło do zmiany władzy, to należałoby się spodziewać analogicznie pewnego procesu rozliczeń. Czyli im dłużej ze sobą współpracują, tym bardziej ta współpraca jest po prostu nieunikniona, bo każda inna opcja oznacza w zasadzie niemożliwe, trudne do wyobrażenia konsekwencje" - ocenił Annusewicz.

Prof. Sadura o pierwszym roku rządu Tuska: Trójka z plusem na zachętę

Rozczarowanie, stracona nadzieja, zniechęcenie. To emocje, które dominują dziś wśród wyborców koalicji rządzącej – czytamy w piątkowym magazynie "Dziennika Gazety Prawnej".

Przemysław Sadura, profesor UW, szef Katedry Socjologii Polityki na Wydziale Socjologii UW, został zapytany o to, jaki jest stan gry w nastrojach społecznych rok od zmiany władzy, pół roku przed wyborami prezydenckimi.

Odparł, że "w skali szkolnej to jakaś trójka, może z plusem na zachętę – tak to przynajmniej widzą wyborcy koalicji rządzącej”. Wskazał, że z fokusów i innych pogłębionych badań, "które regularnie przeprowadzamy" wynika, że dominują nastroje negatywne – "wśród zwolenników zarówno opozycji, jak i obecnej władzy".

Wymienił, że pozytywy, jakie respondenci dostrzegają w poczynaniach rządzących, to "przede wszystkim relacje z Unią Europejską czy zmiany w mediach".

Jednak biorąc pod uwagę kwestię sądownictwa "dominuje przekonanie o chaosie".

Natomiast temat rozliczeń dzieli wyborców partii rządzących. "Wokół tej kwestii powstała bardzo twarda baza zwolenników Koalicji Obywatelskiej, a może wręcz samego Donalda Tuska. To fanatyczny elektorat, a do tego liczniejszy niż fanatyczny elektorat PiS, bo stanowiący połowę wyborców KO" – podkreślił Sadura.

Jego zdaniem ci wyborcy akceptują rozliczenia i chcą więcej, "nieważne, że na razie jest w tym więcej medialnego dymu niż realnych śledztw i rozpraw sądowych. Liczy się to, że ten proces trwa i jest regularnie podgrzewany" – powiedział.

Socjolog zaznaczył, że w tym samym badaniu okazało się, że dwie trzecie Polaków – w tym sporo wyborców PiS – "chciałoby zobaczyć w więzieniu polityków odpowiedzialnych za afery poprzedniej władzy".

Ekspert: Łatwiej zdobyć władzę niż rządzić

Po roku od powołania koalicyjnego rządu premiera Donalda Tuska wiele kluczowych reform, m.in. w sprawie sądownictwa i mediów, blokuje brak akceptacji prezydenta. Część zmian jest z kolei przedmiotem debat wewnątrz koalicji. Sprawowanie władzy zawsze jest trudniejsze niż jej zdobycie - powiedział PAP prof. Wawrzyniec Konarski.

Ze statystyk sejmowych wynika, że od inauguracji nowej kadencji Sejmu 12 listopada 2023 r. do Izby skierowano 118 rządowych projektów, z czego 69 to już opublikowane ustawy, zaś 48 - przepisy, nad którymi pracuje Sejm lub Senat. W niektórych przypadkach wiadomo było jednak, iż przyjęcie projektu przez rząd albo nawet uchwalenie ustawy przez parlament nie oznacza realnych zmian w prawie. Tak ma być chociażby z przyjętym w tym tygodniu projektem likwidującym CBA, o którym szef MSWiA Tomasz Siemoniak wprost powiedział, że będzie musiał poczekać na "nowego prezydenta".

Poczekają też zmiany w sądownictwie. Choć tzw. Action Plan przedstawiony w Brukseli przez szefa MS Adama Bodnara został uznany przez Komisję Europejską za na tyle przekonujący, by zakończyć procedurę prowadzoną z art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej i odblokować pierwsze środki z KPO, część krytyków zwraca uwagę, że w dziedzinie praworządności - ze względu na niemożność dokończenia procesu legislacyjnego podpisem prezydenta - zmieniło się niewiele.

W lipcu br. Sejm uchwaliły dwie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym oraz przepisy je wprowadzające, zgodnie z którymi tzw. sędziowie dublerzy musieliby ustąpić ze stanowiska, a ich wyroki nie wywoływałyby skutków prawnych. W październiku prezydent Duda skierował te przepisy do TK w trybie kontroli prewencyjnej, co w praktyce oznacza, że na razie na pewno nie wejdą w życie.

Ze względu na spiętrzenie prawniczych problemów niejasna jest również sytuacja wokół orzeczeń TK, niepublikowanych od czasu przyjęcia marcowej uchwały Sejmu ws. naprawienia skutków kryzysu konstytucyjnego, czy awansów sędziowskich przy udziale KRS ukształtowanej zgodnie z ustawą o 2017 r. Jednocześnie na szybsze zmiany naciskają organizacje sądownicze, które w ostatnich latach aktywnie walczyły przeciwko zmianom wprowadzanym przez rząd PiS.

Polem ostrego sporu na początku przejmowania władzy stały się również media publiczne. Po przyjęciu przez Sejm uchwały, w której wezwano Skarb Państwa do podjęcia "natychmiastowych działań naprawczych", ówczesny szef MKiDN Bartłomiej Sienkiewicz odwołał rady nadzorcze i prezesów TVP, Polskiego Radia i PAP, pomijając Radę Mediów Narodowych utworzoną za czasów PiS, i odwołując się bezpośrednio do przepisów Kodeksu spółek handlowych. To dało początek protestom poprzedniej władzy, której przedstawiciele protestowali w siedzibach tych spółek, nawet tam nocując.

Z tamtej decyzji, krytykowanej przez część ekspertów, w tym m.in. Helsińską Fundację Praw Człowieka, rząd ostatecznie wycofał się po kilku dniach. 27 grudnia Sienkiewicz zdecydował się na postawienie mediów publicznych w stan likwidacji, co pozwoliło na bezpośrednie powołanie likwidatorów. Również i to rozwiązanie - w założeniu przejściowe, dopóki nie dojdzie do uchwalenia nowej ustawy medialnej - przez posłów PiS postrzegane jest jako przejęcie mediów w nielegalny sposób.

Po roku rządów przedstawiciele koalicji przekonują, że większość kluczowych postulatów jest w realizacji. I choć faktycznie taki obraz wynika ze strony poświęconej 100 konkretom Koalicji Obywatelskiej, to jednak przyjęty tam sposób oceny realizacji postulatów nie zawsze odpowiada rzeczywistości. Jako "zrealizowaną obietnicę" zaliczono np. uchwalenie ustawy o dostępnej bez recepty "pigułce dzień po", choć tę zawetował prezydent.

W kwestii szeroko pojętych praw kobiet udało doprowadzić się m.in. do przywrócenia finansowania programu in vitro oraz zapewnienia badań prenatalnych wszystkim kobietom bez względu na wiek. W sprawie aborcji szefowie MS i MZ przedstawili natomiast wytyczne dla prokuratur i szpitali, które mają łagodzić obowiązujące prawo bez faktycznego zmieniania go. Po tym, jak nie udało się uchwalić pierwszej ustawy w sprawie dekryminalizacji pomocy w aborcji (przeciwko zagłosowało m.in. 24 posłów PSL), do Sejmu w listopadzie trafił drugi projekt. Dla organizacji kobiecych to jednak o wiele za mało.

"Z ich strony wybrzmiewa argument, że takie niewielkie zmiany będą poczytywane za wielki sukces, więc potem trudniej będzie wprowadzić obiecywany postulat legalnej aborcji do 12. tygodnia ciąży. I mają rację. Ale co mamy zrobić? Wszyscy wiedzą, jaka jest arytmetyka" - słyszymy nieoficjalnie od jednej z parlamentarzystek KO.

Obok spraw obyczajowych kością niezgody w koalicji były także kwestie dotyczące praw pracowniczych czy przedsiębiorców. To m.in. oprotestowywany przez Polskę 2050 i Lewicę pomysł kredytu 0 proc. - którego porzucenie zapowiedział w tym tygodniu szef MRiT Krzysztof Paszyk - reforma składki zdrowotnej dla przedsiębiorców czy sprawa wolnej Wigilii. Choć w niektórych przypadkach kompromisowe rozwiązania utarły się już lub właśnie ucierają, to w niektórych prace idą bardzo opornie, tak jak np. w przypadku projektu ws. Funduszu Kościelnego, który wciąż nie trafił do prac rządu.

Mimo powracających doniesień o możliwości modyfikacji programu 800 plus obecny rząd utrzymał wprowadzone za czasów PiS świadczenie i podkreśla jego wagę. "Będzie wypłacane (...) tak długo, jak długo będę odpowiadał za prace rządu" - powiedział jesienią Tusk. Dodatkowo rząd wprowadził tzw. babciowe, czyli świadczenie w wysokości 1500 zł miesięcznie przysługujące pracującym rodzicom dziecka w wieku od roku do trzech lat.

Rząd mocno akcentuje również kwestie bezpieczeństwa, czyniąc z nich priorytet półrocznej prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej (która rozpocznie się w styczniu 2025 r.), oraz zwiększając próg wydatków na te cele w budżecie na 2025 r. do 4,7 proc. PKB. Jak podkreślają przedstawiciele rządu stawia to Polskę na pierwszym miejscu wśród państw NATO. W listopadzie ruszyła budowa kluczowego dla MON projektu Tarczy Wschód, czyli różnego typu umocnień, przeszkód terenowych i infrastruktury wojskowej na granicach Polski z Rosją i Białorusią - łącznie na odcinku ok. 800 km.

W sprawach środowiskowych premier wielokrotnie sugerował konieczność korekty unijnego kursu oraz tych założeń Europejskiego Zielonego Ładu, które będą nadmiernym obciążeniem dla obywateli. W połowie listopada zakończyły się konsultacje projektu aktualizacji Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu do 2030 r., który zgodnie z deklaracjami ma być "zielonym kompasem" dla polskiej transformacji. Na początku stycznia 2025 r. opublikowany ma być zaktualizowany Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, który zakłada budowę dwóch elektrowni.

Wśród istotnych projektów infrastrukturalnych, w przypadku których stanowisko rządu przez długi czas nie było jasne, znalazła się budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego, w przypadku której jednym głosem za CPK mówił PiS i Lewica. Pod koniec czerwca Tusk przeciął spekulacje, informując, że rząd nie porzuca projektu, ale go zmodyfikuje. Przedstawiając szerszy plan, który oprócz lotniska w Baranowie zakłada stworzenia sieci kolei dużych prędkości, szef polskiego rządu nie mówił już jednak o CPK, ale o "megalopolis".

Od początku objęcia urzędu Tusk złożył szereg wizyt zagranicznych. Oprócz posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli, które odbyło się dzień po powołaniu rządu, jego pierwszą wizytą była ta w Kijowie. Jednymi z pierwszych wizyt były także te w Berlinie i Paryżu. W marcu, wraz z prezydentem Dudą, Tusk wziął udział w roboczej wizycie w Stanach Zjednoczonych, a w listopadzie był gościem specjalnym nieformalnego szczytu przywódców państw bałtyckich i nordyckich w Szwecji.

W ciągu ostatniego roku aż trzykrotnie w Polsce składała wizytę szefowa KE Ursula von der Leyen, która najpierw w lutym została przyjęta w KPRM wraz z premierem Belgii, potem w maju uczestniczyła w Europejskim Kongresie Gospodarczym, a we wrześniu odwiedziła tereny zalane przez powódź. W kwietniu, wraz z przewodniczącym Rady Europejskiej Charlesem Michelem, do Warszawy przybyli liderzy sześciu unijnych krajów, by omówić wspólne plany na najbliższą unijną pięciolatkę.

Po wygranych wyborach z 15 października 2023 r. zarówno w kraju, jak i za granicą rozbrzmiewały hasła o "powrocie Polski do Europy". Tusk chwalony jest również przez zagraniczne media, które - nie zagłębiając się w wewnętrzne prawne czy polityczne spory - zazwyczaj skupiają się na tym, że to dzięki niemu zakończyły się ośmioletnie rządy PiS. Wzmocnieniu pozycji Polski sprzyja też sytuacja w UE, jako że dysponujące najsilniejszy głosem Francja i Niemcy zmagają się z kryzysami.

"Jeśli spojrzymy na Trójkąt Weimarski, to najbardziej stabilnym państwem z całej trójki wydaje się właśnie Polska" - przyznał w rozmowie z PAP rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula prof. Wawrzyniec Konarski. "Taki układ na pewno wzmacnia Donalda Tuska, na którego korzyść działa również pragmatyzm. I choć odszedł on wizerunku polityka liberalnego, podejmując decyzje, z których niektóre są dalekie od etosu jego rodzimej partii, to nie spotkała go za to znacząca krytyka" - wskazał.

Jedną z bardziej kontrowersyjnych decyzji rządu była zapowiedź czasowego i terytorialnego zawieszenia prawa do azylu jako środka walki ze sztucznie zorganizowanym napływem migrantów na wschodniej granicy Polski. Choć do przyjęcia strategii migracyjnej zawierającej ten postulat doszło przy zdaniach odrębnych ministrów z Nowej Lewicy, wątpliwości nie zgłaszano nie tylko wewnątrz Koalicji Obywatelskiej, ale również - zdaniem premiera - na forum unijnym. "Poszło łatwiej, niż się spodziewałem" - przyznał Tusk przed rozpoczęciem październikowego szczytu w Brukseli, podkreślając, ze wszyscy "kluczowi gracze" rozumieją polski punkt widzenia.

W rozmowie z PAP prof. Konarski zestawił zagraniczną perspektywę z tą krajową, która jest już "znacznie bardziej zróżnicowana". Pytany o dotychczasowy dorobek rządu, stwierdził, że "formuła polityczna +chciejstwa+" ustąpiła czemuś, co roboczo nazwałby "syndromem skrzeczącej rzeczywistości". "Jak doskonale wiemy, zdobywanie władzy zawsze oparte jest na entuzjazmie, zaś jej sprawowanie jest o wiele trudniejsze. Teraz mamy właśnie do czynienia z odwzorowaniem tej prostej reguły" - ocenił.

Z nieoficjalnych rozmów PAP z obecnymi i byłymi współpracownikami premiera wynika, że ten w dużej mierze podejmuje decyzje jednoosobowo, z czego wynika nieprzewidywalność jego działań. "W przypadku ważnych polityków często mówi się o jakimś kręgu osób wtajemniczonych, ale nie sądzę, żeby tutaj był jakiś krąg. Jest po prostu premier" - powiedziała PAP jedna z byłych unijnych dyplomatek.

Rok po powołaniu rządu gabinet wciąż nie ma rzecznika i zgodnie zapowiedziami ma się to nie zmienić. "W rządzie koalicyjnym rzecznikiem musi być każdy minister i każda ministra" - zadeklarował Tusk podczas tegorocznego Campusu Polska. "Jeśli ja bym wskazał: oto jest mój rzecznik, to z punktu widzenia naszych koalicjantów byłoby takie oto poczucie, że Tusk ma swojego rzecznika, a nie rzecznika rządu" - ocenił. Zapowiedział przy tym, że w przygotowaniu są "pewne zmiany", również organizacyjne, które polepszą dostęp do informacji.

"To, że nie ma rzecznika, to błąd, który już zaczyna się mścić" - powiedział PAP specjalista od marketingu politycznego dr Mirosław Oczkoś z SGH. "Nie mając kogo zapytać o niektóre kwestie, dziennikarze próbują złapać ministrów, wiceministrów, a czasami kogo popadnie - nie sądzę, żeby taki przekaz był dobry dla rządu" - wskazał.

Zdaniem Oczkosia brak powołania rzecznika rządu może być też niewłaściwym wzorcem, zachęcającym do lekceważenia polityki komunikacyjnej, np. dla poszczególnych resortów. "Skro żyjemy w wieku informacji, natłoku informacji, także fałszywych, to jakaś latarnia informacyjna ze strony rządu powinna być - bo na razie są egipskie ciemności" - stwierdził ekspert.

Błaszczak o roku rządów Tuska: To najbardziej leniwy rząd w historii

To najbardziej leniwy i indolentny rząd w historii - ocenił szef klubu PiS Mariusz Błaszczak, pytany przez PAP o ocenę pierwszego roku rządów Donalda Tuska. Zdaniem wiceszefa PiS, w 12 miesięcy totalnie podeptano konstytucję, ustawy i proces stanowienia prawa jaki obowiązywał po 1989 roku w Polsce.

W piątek 13 grudnia przypada pierwsza rocznica powołania rządu Donalda Tuska. Szef klubu PiS pytany przez PAP, jak ocenia ten rok ocenił, że dużo osób jest rozczarowanych działaniami rządu. "Kompletnie nie jestem tym zaskoczony. Dobrze pamiętam pierwszy rząd Tuska i doskonale wiedziałem, że tym razem będzie albo tak samo albo jeszcze gorzej" - dodał.

Dopytywany, co ma na myśli, Błaszczak powiedział, że "Donald Tusk i jego gabinet brzydzą się ciężką pracą – tak było zawsze". "W tej kadencji dodatkowo doszły jeszcze napięcia wewnątrzkoalicyjne. To połączenie totalnie sparaliżowało możliwość wprowadzania jakichkolwiek konstruktywnych programów prospołecznych czy prorozwojowych. To najbardziej leniwy i indolentny rząd w historii" - ocenił.

Błaszczak pytany czy są jednak jakieś obszary, w których rząd sobie poradził, odparł, że "jeśli głównym celem Donalda Tuska było stosowanie prawa +tak, jak je rozumie+, to z tym zadaniem poradził sobie perfekcyjnie".

"W 12 miesięcy totalnie podeptano konstytucję, ustawy i proces stanowienia prawa, jaki obowiązywał po 1989 roku w Polsce. Dodatkowo +wrócił Tusk – wróciła bieda+, ceny wystrzeliły w górę, zwiększyła się liczba udzielanych chwilówek, rząd ograniczył tarcze energetyczne i podwyższył VAT na żywność. Zrezygnowano z prorozwojowej i ambitnej polityki - nie wiadomo co dalej z CPK i elektrowniami atomowymi. To rząd bylejakości" - powiedział wiceprezes PiS.

Dodał, że kryzys opanował też służbę zdrowia, gdyż - jak mówił – pacjenci mają odwoływane zabiegi, zamykane są oddziały, a na ulicach protestują fizjoterapeuci i pielęgniarki.

"W edukacji i nauce jest jeszcze gorzej. Drastyczne ograniczanie programu, seksualizacja dzieci, narzucanie ideologii, wpływanie na autonomie uczelni czy zapaść w instytutach badawczych" - wyliczał Błaszczak.

"Spada także poziom naszego bezpieczeństwa, bo rząd rezygnuje i opóźnia kontrakty zbrojeniowe, mamy rekordowy poziom wakatów w policji, władza lekceważy kryzys migracyjny. Ciężko w takiej sytuacji znaleźć powód do optymizmu" - ocenił polityk PiS.

Chwedoruk o roku rządu: Jeśli chodzi o całość, to jak do tej pory, nie ma szczególnego zaskoczenia 

Jeśli chodzi o całość działalności obecnego rządu, to jak do tej pory, nie ma szczególnego zaskoczenia; dopóki ten rząd gwarantuje ciepłą wodę w kranie, dopóty może być pewny przewagi nad polityczną konkurencją - ocenił politolog, dr hab., prof. UW Rafał Chwedoruk.

Prof. Chwedoruk zwrócił uwagę w rozmowie z PAP, że ten rok zdominowany był przez dwie kampanie wyborcze - samorządową i do Parlamentu Europejskiego. "A w zasadzie to trzy kampanie, bo trwa już kampania związana z przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi" - zauważył.

Poza tym - jak mówił - "determinant zewnętrzny w postaci sytuacji międzynarodowej - wojna na Ukrainie, wybory w Stanach Zjednoczonych - to wszystko powodowało, że istotą tego rządu była synteza rozliczeń z poprzednikami i doraźnego reagowania na pojawiąjące się kolejne zjawiska kryzysowe".

W ocenie Chwedoruka, tak naprawdę prawdziwe oblicze tego rządu poznamy po kampanii prezydenckiej. "Wtedy ten rząd będzie mógł przedstawić swoje recepty na różne zjawiska kryzysowe, które do Polski przyjdą" - zaznaczył.

Zdaniem eksperta, niektóre resorty powinny być ocenianie w długofalowej perspektywie, a niektóre można już zacząć oceniać.

Zdaniem Chwedoruka, jeśli chodzi o całość działań rządu, to jak do tej pory, nie ma szczególnego zaskoczenia. "Dopóki ten rząd gwarantuje ciepłą wodę w kranie, dopóty może być pewny przewagi nad polityczną konkurencją, a nawet kiedy ta woda w kranie będzie trochę mniej ciepła, to jeszcze jakby skali społecznego poparcia wystarczy do utrzymywania swojej pozycji" - podkreślił Chwedoruk.

Według eksperta, "zawsze społeczną recenzją rządu są notowania partii politycznych, które za nim stoją". "A te notowania są na mniej więcej tym samym poziomie jak to było w czasie wyborów, ewentualnie nieco niższym biorąc pod uwagę całość sytuacji, co nie jest jakimś złym rezultatem" - stwierdził Chwedoruk.

Na pytanie, co rządowi udało się zrobić, a co jeszcze przed nim, politolog odparł, że z pewnością do plusów należy zaliczyć uspokojenie naszych relacji z Unią Europejską, kwestię podwyżek dla budżetówki, przeznaczenie większych środków na szkolnictwo wyższe m.in na akademiki, czy na Narodowe Centrum Nauki, kwestie finansów, "które póki co są na plusie" oraz zapowiedź zmian w ministerstwie edukacji związanych chociażby z redukcją liczby lekcji religii w szkołach. "Już sama dyskusja o lekcjach religii jakby wychodzi naprzeciw zmianom w polskim społeczeństwie" - powiedział Chwedoruk.

Zdaniem eksperta do minusów należy "dość naiwne myślenie o sytuacji w Stanach Zjednoczonych i o relacjach z Ukrainą". "Chyba nie wszyscy w rządzie byli dobrze przygotowani do zmiany prezydenta w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie też nie byli przygotowani na bardzo asertywne postępowanie Ukrainy wobec Polski mino cienia wojny i wszystkich wynikających z tego wyzwań" - zaznaczył Chwedoruk.

Podkreślił też, że jeśli chodzi o ocenę resortu obrony narodowej to należy z tym jeszcze chwilę poczekać, podobnie jak z oceną resortu rolnictwa. "W kwestiach związanych z rolnictwem myślę, że wszystko jest jakby dopiero na pograniczu. Tutaj wiele ciemnych chmur dopiero się zarysowuje nad tym rządem" - powiedział politolog.

Pytany, czy według niego obecna koalicja rządząca na którą składają się cztery różne ugrupowania - PO, PSL, Lewica i Polska 2050 przetrwa całą kadencję mimo wyraźnych różnić i ostrych wymian zdań, Chwedoruk odparł: "Myślę, że jeśli nie zajdą jakieś absolutnie nadzwyczajne okoliczności zewnętrzne wobec Polski, to ona przetrwa". "Dlatego, że trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek inną koalicję, która byłaby spójniejsza i która dawałaby większe możliwości samodzielnego przetrwania takim podmiotom tej koalicji, które chciałyby z niej wystąpić" - zaznaczył ekspert.

Politolog zwrócił uwagę, że Platforma Obywatelska długo czekała - bo aż dwie kadencje - na powrót do władzy, podobnie PSL, a Lewica nawet dłużej. "I myślę, że to jest pierwszy czynnik który przesądzi o jej przetrwaniu" - powiedział Chwedoruk.

W jego ocenie, również duże prawdopodobieństwo zwycięstwa w wyborach prezydenckich kandydata KO Rafała Trzaskowskiego będzie czymś co wzmocni ten rząd.

"Nie sądzę, żeby pojawiły się tutaj jakieś nadzwyczajne okoliczności, które wynikałyby z logiki sali sejmowej czy nawet wzrostu krytycznych ocen rządu w społeczeństwie, więc ten rząd tak czy siak będzie trwał" - ocenił ekspert.

Wroński o minionym roku w polskiej dyplomacji: Zwrot ku Europie, nowe formaty, zwiększona skuteczność

Zwrot Polski ku Europie, reaktywacja ważnych formatów międzynarodowych, zwiększenie skuteczności i rozpoczęcie naprawy kadr w polskiej dyplomacji - to, zdaniem rzecznika MSZ Pawła Wrońskiego, osiągnięcia resortu dyplomacji po roku działania obecnego rządu. Paweł Jabłoński (PiS) ocenił ten czas fatalnie.

Wroński podkreślił, że mijający rok oznaczał dla polskiej polityki przede wszystkim ponowny "zwrot ku Europie"

"Dobre efekty polskiej polityki i dyplomacji są dość łatwo dostrzegalne" - zauważył rzecznik MSZ. Przywołał w tym kontekście tegoroczną edycję rankingu Politico 28 najbardziej wpływowych osób w Europie, w którym zwyciężyła premierka Włoch Giorgia Meloni. Wśród nominatów byli też m.in. Donald Tusk, Radosław Sikorski, Rafał Trzaskowski i Piotr Serafin.

"Czterech polskich polityków jest wskazanych jako istotni politycy europejscy, a wśród nich - szef MSZ Radosław Sikorski. Nie wiem, czy w przeszłości ministrowie SZ byli w Europie tak zauważani" - powiedział Wroński.

Jak zaznaczył, Polska restytuowała też formaty działania europejskiego, które były już z wcześniej skuteczne, takie jak Trójkąt Weimarski, który został przywrócony spotkaniem w Paryżu. "Teraz zaś współtworzymy kolejny format, szczególnie istotny z punktu widzenia potencjału militarnego - tzw. Wielką Piątkę, czyli największe państwa UE: Polska, Włochy, Niemcy, Hiszpania Francja plus Wielka Brytania. To są z punktu widzenia obronności europejskiej kluczowe państwa" - podkreślił rzecznik MSZ.

Zauważył, że Sikorski "zwrócił się także w kierunku państw Morza Bałtyckiego" i krajów skandynawskich. Jak dodał, stało się tak, bo zmieniła się sytuacja geopolityczna w regionie, a do NATO przystąpiły Szwecja i Finlandia. "I Polska należy do promotorów współpracy państw tego regionu" - powiedział Wroński.

Stąd - zaznaczył - decyzja o wprowadzeniu misji navy policing dla ochrony ważnych punktów dotyczących logistyki i bezpieczeństwa europejskiego: gazociągów, światłowodów i linii komunikacyjnych.

Wroński przypomniał też o wystąpieniach Sikorskiego na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz na posiedzeniu Rady Ministerialnej OBWE na Malcie. Podkreślił, że słowa szefa polskiej dyplomacji, które tam padły, odbiły się na świecie szerokim echem.

Ocenił ponadto, że Sikorski miał "bardzo aktywny" rok, w którym odbył wiele wizyt zagranicznych, także do USA i kierunków azjatyckich. Zaznaczył, że wśród jego rozmówców byli "wszyscy ważniejsi politycy europejscy", a także przedstawiciele takich państw jak USA, Chiny, Indie.

"Udało się także załatwić niektóre sprawy, które były postrzegane jako trudne w relacjach polsko-ukraińskich. Polska wspiera Ukrainę, jest gorącym orędownikiem pomocy dla niej i przeciwstawianiu się rosyjskim agresywnym działaniom, także na terenie Europy - nie tylko na polu informacyjnym, także hybrydowym" - powiedział rzecznik MSZ.

Według niego "udało się doprowadzić do wzmocnienia Ukrainy kolejnymi pakietami pomocy, a także po dosyć ciężkich i dramatycznych rozmowach, dało się uzmysłowić Ukrainie znaczenie dla polskiej strony wydarzenia jakim była rzeź wołyńska i doprowadzić do tego, że są nadzieje na wznowienie ekshumacji i szanse na uczczenie Polaków, którzy padli ofiarą tej rzezi".

"Mimo różnych trudności prowadzona jest także reforma wewnętrzna MSZ. Powoływani są kolejni kierownicy placówek w randze charge d'affaires, polska dyplomacja odzyskuje sterowność. To wszystko odbywa się zgodnie z prawem ustanowionym przez naszych poprzedników. Sposób desygnowania ambasadorów został szczegółowo opisany w ustawie, przygotowanej przez PiS, którą w tym roku udało nam się znowelizować tak, że MSZ nie grozi zapaść finansowa na koniec roku, co było możliwe po działaniach poprzedników" - zaznaczył Wroński.

Ocenił, że proces wymiany osób kierujących placówkami dyplomatycznymi trwa zgodnie z planem. Według "niego to naturalny proces rotacji, odbywający się w sposób cywilizowany a nie jednorazowa wymiana 50 ambasadorów, jak to próbowały przedstawić prawicowe media".

"Obsadzane są kluczowe placówki, dotąd długo nieobsadzone jak ta w Izraelu, gdzie toczy się okrutna wojna w Gazie. Niestety osoba wskazana do kierowania tą placówką nie zyskała podpisu prezydenta pod nominacją ambasadorską. Liczymy, że w przyszłości jednak tak się stanie" - zaznaczył Wroński.

"Nie mnie oceniać ten konflikt. Mogę natomiast za ministrem Sikorskim powtórzyć, że on ze swej strony dopełnił ustaleń z prezydentem, natomiast ze strony Andrzeja Dudy nie było zrozumienia dla nominacji, które zostały mu zgodnie z prawem przedstawione. Jak dotąd dobra wola jest prezentowana raczej ze strony ministra" - mówił Wroński.

Zauważył, że w kwestii ambasadorów nowy rząd "odziedziczył nietypowy dla Europy system", który wydaje się być wzorowany na USA, gdzie wielu ambasadorów jest mianowanych na podstawie osobistych wskazań prezydentów. Według Wrońskiego w Europie takie sytuacje to wyjątki.

"Tymczasem w przypadku polskiej dyplomacji stało się to niestety regułą, że niektóre osoby trafiały na placówki ze względów polityczno-towarzyskich. Tyle, że w przypadku amerykańskim, co widzimy w przypadku ambasadora USA w RP Marka Brzezinskiego, w momencie gdy dochodzi do zmiany politycznej, ambasadorzy rezygnują. W Polsce jest inaczej" - podkreślił rzecznik MSZ.

Odniósł się też decyzji premiera Donalda Tuska o tym, by w Polsce nie było szczytu Rady Europejskiej w czasie polskiej prezydencji i zarzutu, że była ona wbrew zamierzeniom prezydenta.

"Staramy się tworzyć rozwiązania wygodne dla naszych partnerów, i tak jest też w tym przypadku. Ten szczyt nie jest tylko dla nas, ale dla całej UE. Więc jeśli taka jest wola większości, czemu ten szczyt nie miałby się odbyć w Brukseli?" - powiedział rzecznik MSZ.

Natomiast były wiceszef MSZ w rządzie PiS Paweł Jabłoński ostatni rok w polskiej dyplomacji i działania MSZ pod wodzą Radosława Sikorskiego ocenił fatalnie. "Nie chodzi tylko o różnice polityczne między nami, ale obserwuje jak na konkretnych odcinkach polityki międzynarodowej, że Polska przestaje wykazywać się jakąkolwiek aktywnością" - podkreślił Jabłoński.

Zaznaczył, że np. Inicjatywa Trójmorza została na poziomie rządowym całkowicie zawieszona, został zlikwidowany urząd pełnomocnika, nie odbywają się żadne spotkania. "Tu jak w soczewce widać doktrynę polityki zagranicznej tego rządu - żadnych działań, które nie przychodzą z centralnego rozdzielnika, z UE. Płyńmy w głównym nurcie, który wyznaczają inni, nie róbmy sami nic ponadto to, co dzieje się w Berlinie, w Paryżu" - powiedział Jabłoński.

Stwierdził, że obecny rząd "dla celów wewnętrznych" poświęca takie inicjatywy jak Trójmorze.

Odnosząc się do polskiej prezydencji w Radzie UE, zwrócił uwagę, że Polska będzie pierwszym od dawna państwem, które nie zorganizuje szczytu UE u siebie. Wskazał, że spotkania z przedstawicielami państw skandynawskim i bałtyckich, a także w gronie tzw. Wielkiej Piątki nie są nowymi inicjatywami, tylko stanowią kontynuację wcześniejszych działań. 

Rok rządów w MON: Kontynuacja zbrojeń, zmiany warunków służby żołnierzy i rozliczanie poprzedników 

Nowe kontrakty i kontynuacja oraz weryfikacja dotychczas zawartych, działania na rzecz poprawy warunków służby żołnierzy oraz rozliczanie działań poprzedników, w tym tzw. podkomisji smoleńskiej - to kluczowe sprawy, którymi zajmowało się nowe kierownictwo MON w ciągu pierwszego roku pracy.

13 grudnia ub.r. tekę ministra obrony - a zarazem, podobnie jak jego poprzednik Mariusz Błaszczak, tekę wicepremiera - otrzymał w ramach nowego rządu koalicyjnego lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

W resorcie obrony - podobnie jak w pozostałych - teki wiceministrów otrzymali politycy związani z każdym z ugrupowań koalicyjnych: Paweł Bejda (PSL), odpowiedzialny m.in. za kwestię zakupów uzbrojenia dla wojska, Cezary Tomczyk (KO), odpowiedzialny m.in. za kwestię cyberprzestrzeni oraz infrastruktury wojskowej, Paweł Zalewski (Polska 2050), odpowiedzialny za sprawy międzynarodowe oraz związany z Lewicą Stanisław Wziątek, odpowiedzialny m.in. za sprawy socjalne wojsku.

Jeszcze przed objęciem urzędu Kosiniak-Kamysz wielokrotnie zapowiadał, że celem nowego rządu nie będzie anulowanie czy przerywanie szeregu kontraktów na sprzęt wojskowy, które były zawierane bądź negocjowane przez rząd PiS. Podkreślał jednak, że konieczna jest ich weryfikacja.

Wyniki tej weryfikacji kierownictwo MON przedstawiło w październiku na konferencji prasowej. Ministrowie zarzucali poprzednikom niedoszacowanie podpisanych wtedy kontraktów na ok. 0,5 biliona zł. Kosiniak-Kamysz wskazał, że pominięte koszty związane są m.in. z infrastrukturą dla sprzętu, jego obsługą, a także szkoleniami czy polonizacją sprzętu. Szef MON zaznaczył, że mimo trudności resort chce doprowadzić do ich realizacji.

Wśród największych pod względem wartości kontraktów zawartych przez MON zarządzane przez Kosiniaka-Kamysza znalazły się przede wszystkim kontrakty na amerykański sprzęt i technologie - w tym zwłaszcza na 96 śmigłowców bojowych AH-64E Apache oraz szereg kontraktów na różne elementy tzw. drugiej fazy programu "Wisła", dotyczącego budowania opartego na bateriach wyrzutni Patriot systemu obrony powietrznej średniego zasięgu. To np. kontrakt na system zarządzania obroną powietrzną IBCS, który obecnie wykorzystywany jest jedynie przez USA. Zarówno zakupy śmigłowców, jak i sprzętu przeciwlotniczego zostały zapowiedziane jeszcze za poprzedniego rządu.

Wciąż jednak trwają negocjacje dotyczące innych kontraktów kluczowych z perspektywy Wojska Polskiego, przede wszystkim na kolejną transzę południowokoreańskich czołgów K2 oraz produkowanych przez Hutę Stalowa Wola bojowych wozów piechoty Borsuk. Docelowo wojsko planuje pozyskać 1000 czołgów K2 i ok. 1400 Borsuków; umowy ramowe w tej sprawie zawarte zostały jeszcze przez Błaszczaka.

Paweł Bejda informował na początku grudnia, że najprawdopodobniej do końca roku zostanie jednak zawarta pierwsza umowa na Borsuki. Jeżeli chodzi o pojazdy produkowane przez polski przemysł, warto wspomnieć jeszcze zawartą z firmą AMZ Kutno umowę ramową na 300 opancerzonych transporterów rozpoznawczych Kleszcz, które zastąpią poradzieckie pojazdy BRDM-2; do tej pory podpisano już także pierwszą umowę wykonawczą na 28 maszyn.

Łącznie zawarte w ciągu ostatniego roku kontrakty - jak informował Bejda - opiewają na ok. 120 mld zł. Poza zakupami "dużego" sprzętu wojskowego nowe kierownictwo MON nieustannie podkreślało także kwestię indywidualnego wyposażenia żołnierzy i ogólnych warunków ich służby. Poprawie wyposażenia - m.in. eliminacji przestarzałych stalowych hełmów czy starych mundurów - służy rozpoczęta w styczniu operacja "Szpej", polegająca na zwiększonych zamówieniach sprzętu takiego, jak mundury, hełmy, kamizelki kuloodporne, obuwie czy broń indywidualna. Do 2026 r. na program ma zostać przeznaczonych ok. 2 mld zł.

Rok temu, w okresie zmiany rządów, wskazywanym przez m.in. polityków i media problemem była duża liczba odejść z wojska, w tym doświadczonych i dobrze wyszkolonych żołnierzy. Do tego problemu wielokrotnie odnosił się Kosiniak-Kamysz. Wśród przedstawionych przez niego rozwiązań oprócz poprawy wyposażenia znalazło się powołanie pełnomocnika ds. warunków służby żołnierzy, którym został były żołnierz jednostki GROM Paweł Mateńczuk ps. "Naval". Efektem jego pracy była mp. liberalizacja bardzo restrykcyjnych przepisów dot. noszenia zarostu oraz czy tatuaży.

Podczas posiedzenia sejmowej komisji obrony poświęconej kwestii wyposażenia żołnierzy szef Sztabu Generalnego Wiesław Kukuła zapowiedział, że najprawdopodobniej na koniec roku wojsko osiągnie najwyższy w ostatnich latach wskaźnik retencji, czyli utrzymywania żołnierzy w czynnej służbie. Jak ocenił, jest to efekt wyraźnej poprawy warunków służby w ostatnim okresie.

W trakcie ubiegłego roku doszło jednak do kilku incydentów i wypadków żołnierzy na służbie. W czerwcu kontrowersje wzbudziły doniesienia dot. służby żołnierzy na znajdującej się pod presją migrantów granicy białoruskiej. W maju polski żołnierz Mateusz Sitek został podczas służby na granicy dźgnięty nożem przez jednego z migrantów, w następstwie czego 6 czerwca zmarł w szpitalu wojskowym.

W tym samym okresie w mediach pojawiły się informacje o zatrzymaniu żołnierzy za nieuzasadnione użycie broni podczas konfrontacji z grupą migrantów. Informacje o śmierci polskiego żołnierza oraz o zatrzymaniu innych za użycie broni wzbudziły dyskusję nt. przepisów regulujących użycie broni. W MON przygotowano wtedy projektu ustawy regulującej te kwestie, który w ocenie Kosiniaka-Kamysza miał zapewnić żołnierzom poczucie bezpieczeństwa i pewności podczas służby i w kryzysowych sytuacjach.

Projekt wzbudził kontrowersje; część polityków i prawników wskazywała, że przepisy mogą prowadzić do swego rodzaju bezkarności w niewłaściwym używaniu broni przez żołnierzy; ostatecznie jednak ustawa została przyjęta przez Sejm i weszła w życie.

W ciągu ostatniego roku, w szczególności na wiosnę doszło także do szeregu wypadków podczas ćwiczeń wojskowych: na początku marca podczas ćwiczeń na poligonie w Drawsku Pomorskim dwóch żołnierzy zginęło w wyniku przejechania przez pojazd opancerzony. W tym samym miesiącu na poligonie w Lublińcu dwóch żołnierzy zginęło podczas ćwiczeń z użyciem materiałów wybuchowych. Pod koniec marca żołnierz Wojsk Specjalnych zginął w Tatrach podczas ćwiczeń w górach.

Kosiniak-Kamysz poinformował wówczas, że polecił wojsku zawiesić większość ćwiczeń z użyciem materiałów wybuchowych i środków bojowych i przeprowadzić przegląd warunków bezpieczeństwa żołnierzy. Żołnierze powrócili do ćwiczeń z początkiem czerwca. Gen. Kukuła poinformował wtedy, że w wojsku wprowadzono "tymczasową metodykę zarządzania ryzykiem w szkoleniu", obowiązującą do wprowadzenia nowej stałej metodyki. W Sztabie Generalnym powstał także osobny zarząd zajmujący się sprawami bezpieczeństwa podczas szkoleń.

Działalność nowego kierownictwa MON w ciągu ostatniego roku dotyczyła także kwestii niezwiązanych ściśle z wojskiem. Jedną z pierwszych decyzji nowego kierownictwa MON, zakomunikowaną zaledwie dwa dni po objęciu resortu, było rozwiązanie tzw. podkomisji smoleńskiej kierowanej przez Antoniego Macierewicza, dawnego ministra obrony w rządzie PiS. Nowi włodarze MON powołali specjalny wewnątrzresortowy zespół, którego zadaniem było zbadanie i weryfikacja działań prowadzonych przez podkomisję w związku z badaniem katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku.

W październiku kierownictwo MON przedstawiło raport powstały w wyniku prac zespołu. Wynika z niego, że prace podkomisji były prowadzone nierzetelnie, jej członkowie nie mieli kwalifikacji do badania wypadków lotniczych, a opinie ekspertów zostały przemilczane lub przeinaczone tak, aby pasowały do hipotezy o wybuchu, do którego miałoby dojść na pokładzie samolotu Tu-154 10 kwietnia 2010 r. W następstwie - jak poinformował wiceszef resortu Cezary Tomczyk - do Prokuratury Krajowej trafiło łącznie 41 zawiadomień dot. m.in. działań Antoniego Macierewicza oraz Mariusza Błaszczaka.

Wśród innych działań podjętych przez resort obrony należy wymienić zaangażowanie jesienią kilkunastu tysięcy żołnierzy w akcje wsparcia mieszkańców południowo-zachodniej Polski, która została dotknięta niszczycielskimi powodziami. Żołnierze wspierali mieszkańców zagrożonych i zalanych miejscowości m.in. umacniając wały, dostarczając zaopatrzenie, a także zapewniając ewakuację i łączność z odciętymi terenami, za pomocą amfibii, motorówek oraz helikopterów. Po przejściu fali powodziowej rozpoczęła się kolejna faza akcji, nazwana operacją Feniks, w ramach której kilka tysięcy żołnierzy - w tym m.in. wojsk inżynieryjnych - zaangażowało się w odbudowę zniszczonych miejscowości, budując np. tymczasowe mosty w miejsce zerwanych.

Operacja Feniks trwa do dziś; na początku grudnia podjęto decyzję o jej przedłużeniu co najmniej do kwietnia następnego roku. W ramach operacji, poza pracami porządkowymi i inżynieryjnymi żołnierze organizują także m.in. szkolenia z zarządzania kryzysowego dla samorządów.

Nowy rząd rozpoczął także koordynowany przez MON i Sztab Generalny Wojska Polskiego projekt "Tarcza Wschód", zakładający budowę różnego rodzaju instalacji wojskowych i umocnień wzdłuż granic z Rosją i Białorusią. Instalacje te mają z jednej strony wesprzeć możliwości polskich i sojuszniczych wojsk, a z drugiej utrudnić ewentualnemu napastnikowi wtargnięcie w głąb kraju.

Instalacje mają powstać łącznie na odcinku ok. 800 km. W planach jest budowa także odpowiednich systemów rozpoznania i wykrywania zagrożeń, wysuniętych baz, węzłów logistycznych, magazynów czy rozmieszczenie systemów antydronowych.

Tarcza Wschód - wedle zapowiedzi premiera Donalda Tuska - ma być gotowa do 2028 roku. Pod koniec listopada Tusk odwiedził pierwszy umocniony odcinek, który powstał w regionie Węgorzewa w woj. warmińsko-mazurskim.

Po roku rządu Donalda Tuska pytania o weryfikację statusu sędziów wciąż nierozstrzygnięte 

Na przełomie stycznia i lutego 2025 r. - według resortu sprawiedliwości - należy się spodziewać projektu ws. sędziów powołanych po 2017 r. i kwestii weryfikacji ich statusu. Bardziej zaawansowane - na etapie rządowym - są propozycje rozdzielające funkcje szefa MS od Prokuratora Generalnego.

"Nowy minister sprawiedliwości Adam Bodnar jest jednym z gwarantów, że rządy prawa wróciły właśnie do Polski" – mówił premier Donald Tusk 13 grudnia zeszłego roku, gdy Bodnar - poprzednio, w czasach rządów PiS, Rzecznik Praw Obywatelskich - objął swoją funkcję w MS.

Bodnar zapewniał wtedy, że zrobi wszystko, co w jego mocy, aby "naprawić to, co zostało popsute, jeżeli chodzi o kwestie związane z praworządnością, żeby Polska była lojalnym państwem członkowskim UE, oraz by Polska wypełniała zobowiązania wynikające z umów międzynarodowych".

Kilka dni temu Bodnar zapewnił zaś, że będzie "działał na rzecz przywrócenia zaufania do sędziów oraz uregulowania statusu sędziów powołanych po 2017 roku w taki sposób, aby z jednej strony przeprowadzić ewaluację ich powołań, a z drugiej zapewnić bezpieczeństwo prawne obywatelom". "Jest też kwestia naprawy tych wszystkich instytucji, które są potrzebne do normalnego, codziennego funkcjonowania państwa demokratycznego: Krajowej Rady Sądownictwa, Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego" – podkreślił szef MS.

Od wielu miesięcy toczy się dyskusja nad założeniami rozwiązań mających regulować status sędziów powołanych w oparciu o przepisy dot. Krajowej Rady Sądownictwa uchwalone w grudniu 2017 r. (weszły w życie w 2018 r.). Plan przygotowywanej reformy opiera się na założeniu, że powołania sędziów, które zostały dokonane z udziałem KRS powstałej w 2018 r., są pozbawione mocy prawnej i nie są powołaniami, o których mowa w konstytucji. Sędziowie ci mieliby wrócić na poprzednio zajmowane stanowiska, choć zasada ta ma się nie odnosić do młodych sędziów po egzaminie sędziowskim i asesurze.

Pierwotnie przewidywano podział sędziów nominowanych w procedurach przed KRS po 2017 r. na trzy grupy - nominacje zachowują asesorzy i młode osoby zaczynające zawodową drogę. Większość sędziów wówczas awansowanych wracałaby na poprzednio zajmowane stanowiska, zaś część z awansowanych - czyli ci, którzy "w sposób kwalifikowany przyczynili się do podważenia praworządności" - miałaby czekać odpowiedzialność dyscyplinarna.

Ostatnio jednak - m.in. pod wpływem uwag Komisji Weneckiej - założenia tych zmian zostały zmodyfikowane i postanowiono oddzielić kwestie weryfikacji statusu sędziów od rozliczeń dyscyplinarnych. Bez zmian pozostałaby pierwsza grupa młodych sędziów rozpoczynających orzekanie. Szacuje się, że chodzi o 1 tys. 670 osób.

Z kolei kolejne 1 tys. 130 osób, czyli awansowanych sędziów - co do zasady - miałoby wrócić na poprzednio zajmowane stanowiska. Z kolei około 350 orzeczników, to osoby, które przyszły do sądów po 2017 r. z zewnątrz - pracy naukowej lub korporacji prawnych. Te osoby miałyby wrócić do dawnych zawodów lub przejść na stanowiska referendarzy.

Gotowego projektu w tej sprawie - według zapowiedzi - należy spodziewać się na przełomie stycznia i lutego przyszłego roku. Resort zapewnia też, że "nie traci z pola widzenia" kwestii postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów zaangażowanych w ostatnich latach w "podważanie praworządności". Nie rozstrzygnięto jednak na razie, czy zapisy odnoszące się do tych zagadnień również znajdą się w projekcie dotyczącym weryfikacji statusu sędziów, czy też będą częścią innych propozycji legislacyjnych.

Te zapowiadane zmiany musiałyby być połączone ze zmianami przepisów o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. To bowiem rolą przyszłej KRS miałoby być formalne i imienne przyporządkowanie sędziów powołanych po 2017 roku do poszczególnych grup, zaś odwołania od takich decyzji miałby rozpatrywać SN.

Tymczasem w początkach grudnia br. Komitet Stały Rady Ministrów przyjął projekt rozdzielający funkcje Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. Jak zapowiedziano, "jest absolutnie realne", że rząd zajmie się tym projektem jeszcze w grudniu.

Kandydatury na Prokuratora Generalnego będą mogły zgłaszać: grupy czynnych prokuratorów, Krajowa Rada Radców Prawnych, Naczelna Rada Adwokacka oraz Rada Działalności Pożytku Publicznego. Zrezygnowano z postulowanego wcześniej rozwiązania, zakładającego, że kandydatów będzie mogła zgłosić też m.in. grupa co najmniej 35 posłów lub co najmniej 15 senatorów. Kolejnym etapem procedury ma być publiczne wysłuchanie kandydatów. Ostatecznego wyboru Prokuratora Generalnego dokonywać ma Sejm za zgodą Senatu. Proponowane rozwiązania zakładają też autonomię budżetową prokuratury.

W kontekście zmian legislacyjnych i reform wymiaru sprawiedliwości duże znaczenia mają najbliższe wybory prezydenckie i wybór następcy obecnego prezydenta. Prezydent Andrzej Duda dotychczas - w trybie kontroli prewencyjnej, czyli przed podpisem - skierował do Trybunału Konstytucyjnego dotychczas uchwalone rozwiązania odnoszące się zarówno do KRS, jak i TK. Trybunał na razie nie zajął się tymi wnioskami.

Najpierw - w sierpniu br. - do TK trafiła nowela ustawy o KRS, której głównym założeniem było, by 15 sędziów-członków KRS było wybieranych w wyborach bezpośrednich i w głosowaniu tajnym przez wszystkich sędziów w Polsce, a nie - jak jest obecnie - przez Sejm, zaś aktualni sędziowie-członkowie Rady mieliby stracić mandaty.

Z kolei w październiku br. do TK trafiły dwie ustawy mające zreformować Trybunał Konstytucyjny. Ustawy przewidywały m.in., że wydane w ostatnich latach wyroki TK w składzie z udziałem "osób nieuprawnionych do orzekania" miałyby być "nieważne i niewywierające skutków". W odniesieniu do obecnych sędziów TK przewidziano, że po wejściu nowych przepisów w życie mogliby oni złożyć oświadczenia, że przechodzą w stan spoczynku. Możliwość ta nie dotyczyłaby - jak głosi ustawa - "osoby nieuprawnionej do orzekania".

Sejm natomiast podjął uchwały odnoszące się zarówno do obecnej KRS, jak i TK. Jeszcze w grudniu ub.r. podjęta została uchwała stanowiąca, że trzy uchwały Sejmu z czasów, gdy rządziło PiS - z 6 marca 2018 r., 20 maja 2021 r. oraz 12 maja 2022 r. - ws. wyboru sędziowskich członków KRS zostały podjęte z rażącym naruszeniem Konstytucji RP. W uchwale Sejm wezwał sędziowskich członków KRS do niezwłocznego zaprzestania działalności w KRS, gdyż ta podważa porządek konstytucyjny RP.

W początkach marca Sejm zaś podjął uchwałę w sprawie usunięcia skutków kryzysu konstytucyjnego lat 2015-2023 i stwierdził, że "uwzględnienie w działalności organu władzy publicznej rozstrzygnięć TK wydanych z naruszeniem prawa może zostać uznane za naruszenie zasady legalizmu przez te organy". W uchwale stwierdzono też m.in., że ze względu na uchwały sejmowe dotyczące wyboru sędziów TK, które zostały podjęte z rażącym naruszeniem prawa - Mariusz Muszyński, Jarosław Wyrembak i Justyn Piskorski nie zostali sędziami TK. Od czasu podjęcia tej uchwały przez Sejm wyroki TK nie są publikowane w Dzienniku Ustaw.

Jak jednak niedawno podkreślał minister Bodnar, aby "wszystko mogło sprawnie funkcjonować, konieczny jest sprawny wymiar sprawiedliwości". "W ciągu najbliższego roku będę nadal kładł nacisk na usprawnianie postępowań" - zapowiedział. Służyć ma temu zaprezentowany niedawno program 10 filarów poprawy efektywności postępowań sądowych. W programie tym są zawarte m.in. propozycje zwiększenia liczby asystentów sędziów, certyfikacji biegłych sądowych, przyspieszenia rozpatrywania spraw "frankowych" i podniesienia jakości mediacji.

Resort wskazuje też na fakt przystąpienia Polski w marcu br. do struktury Prokuratury Europejskiej. Odpowiada ona za prowadzenie postępowań przygotowawczych oraz wnoszenie i popieranie oskarżeń przeciwko sprawcom przestępstw, którzy naruszają interesy finansowe UE. Ostatnio rząd przyjął projekt, który dostosowuje polskie prawo do unijnego rozporządzenia dotyczącego Prokuratury Europejskiej. "Dzięki nowym przepisom, możliwe będzie pełne funkcjonowanie organów Prokuratury Europejskiej w naszym kraju" - zapowiedziano.

"Musimy być nastawieni na cierpliwość i determinację. Chodzi nam o budowanie w wieloletniej perspektywie stabilnego, demokratycznego państwa, które będzie w stanie nadawać ton i standard w Unii Europejskiej" - podkreślał minister Bodnar w końcu listopada w wystąpieniu na jednej z konferencji prawniczych.

Wskazał wówczas, że przykładami realnych zmian w ostatnim roku jest też m.in. powołanie nowych prezesów ponad 120 sądów oraz sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych "ad hoc" oraz powołanie czterech komisji kodyfikacyjnych przy MS wypracowujących projekty reform. 

Prokuratura a rozliczenia - po roku od zaprzysiężenia rządu Donalda Tuska 

Dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, szpiegowskie oprogramowanie Pegasus, a także działalność tzw. podkomisji smoleńskiej i Antoniego Macierewicza, to przedmiot najgłośniejszych śledztw Prokuratury Krajowej, która prawie od roku zajmuje się m.in. badaniem nieprawidłowości za rządów Zjednoczonej Prawicy.

13 grudnia mija rok od zaprzysiężenia rządu Donalda Tuska, który zapowiadał, że sprawa rozliczeń naruszeń prawa w latach 2016-2023, przy jednoczesnym zachowaniu rządów prawa, będzie ważnym aspektem działalności podległych mu instytucji, w tym prokuratury.

"Dziś prokuratorzy nie muszą już walczyć z upolitycznionymi przełożonymi i instytucją podporządkowaną jednej partii. Codzienna służba opiera się teraz na literze i duchu prawa, poczuciu niezależności, odpowiedzialności za podejmowane decyzje, a także na pracowitości i otwartości na potrzeby społeczeństwa" - podkreślił na platformie X w przeddzień pierwszej rocznicy powołania obecnego rządu szef MS, prokurator generalny Adam Bodnar.

W mijającym roku w Prokuraturze Krajowej powstały trzy nowe zespoły śledcze mające zbadać główne afery z okresu rządów PiS, w tym głośną sprawę nieprawidłowości przy wydatkowaniu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. "Wyjaśnienie afery Funduszu Sprawiedliwości, a także doprowadzenie przed wymiar sprawiedliwości osób, które popełniły przestępstwa, to jedno z najważniejszych zadań, jakie realizuję w ramach pełnionych przeze mnie funkcji" - podkreślił w lipcu Bodnar.

Minister dodał też, że jest w pełni zdeterminowany, aby śledztwo w sprawie FS było prowadzone z poszanowaniem praw osób podejrzanych i w zgodzie z najwyższymi standardami.

Afera Funduszu Sprawiedliwości - jak podał MS - polega na dysponowaniu wielomilionowymi dotacjami państwowymi w sposób niezgodny z prawem, a także z celami funduszu. Dysponowanie pieniędzmi z tego funduszu było uznaniowe i służące wyłącznie jednemu środowisku partyjnemu - Solidarnej Polsce, a następnie Suwerennej Polsce, a także służące korzyściom osobistym. Tymczasem zadaniami funduszu jest pomoc ofiarom przestępstw i pomoc postpenitencjarna, a także - od 2017 r. - przeciwdziałanie przestępczości.

Badaniem tej sprawy zajmuje się w PK Zespół Śledczy nr 2, którym obecnie kieruje prok. Piotr Woźniak. "Wyjątkowość śledztwa w sprawie Funduszu Sprawiedliwości polega na tym, że dotyczy osób, które - będąc w kierownictwie Ministerstwa Sprawiedliwości - powinny szczególnie dbać o pieniądze publiczne. Mówimy bowiem o zorganizowanej grupie przestępczej funkcjonującej w tym resorcie, w którym dbałość o działania zgodne z prawem powinny być najwyższym priorytetem" - powiedział PAP prok. Woźniak.

Śledztwo Prokuratury Krajowej dotyczące Funduszu Sprawiedliwości trwa od lutego 2024 r. To postępowanie wielowątkowe i rozwojowe; toczy się m.in. w sprawie przekroczenia w ubiegłych latach uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez ministra sprawiedliwości (funkcję tę pełnił obecny poseł PiS Zbigniew Ziobro) oraz urzędników resortu, którzy byli odpowiedzialni za pieniądze z funduszu.

W ocenie Prokuratury Krajowej - minister, jak i podlegli mu urzędnicy, działając dla osiągnięcia korzyści majątkowych i osobistych - udzielali w sposób uznaniowy i dowolny wsparcia finansowego beneficjentom programów, które nie miały związku z celami funduszu. Tym samym działali na szkodę interesu publicznego – Skarbu Państwa oraz interesu prywatnego, co ograniczyło dostępność środków dla uprawnionych podmiotów. Zarzuty dotyczą również przywłaszczenia powierzonego mienia i prania brudnych pieniędzy.

Wśród podejrzanych (ostatnie informacje wskazują na 22 osoby, wobec których postawiono zarzuty) są m.in. byli wiceszefowie MS, a obecnie posłowie PiS: Marcin Romanowski i Michał Woś, urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości, a także osoby reprezentujące beneficjentów funduszu i osoby wystawiające nierzetelne faktury, mające na celu zalegalizowanie środków pochodzących z przestępstwa. Wobec Romanowskiego sąd zdecydował o zastosowaniu trzymiesięcznego aresztu - były wiceminister jest poszukiwany, a prokuratura wystawiła za nim list gończy.

W jednym wyodrębnionym już wątku śledztwa, dotyczącym głównie przyznania ponad 98 mln zł dotacji dla Fundacji Profeto, z których 66 mln zł zostało jej wypłaconych, prokuratorzy przygotowują pierwszy akt oskarżenia. Ma dotyczyć dziewięciu osób, w tym ks. Michała Olszewskiego i b. urzędniczek MS, i - według planów - ma być gotowy na przełomie stycznia i lutego 2025r.

Innym ważnym śledztwem jest postępowanie prowadzone przez Zespół Śledczy nr 3, którego prokuratorzy sprawdzają użycie w Polsce szpiegowskiego oprogramowania Pegasus. Z informacji Prokuratora Generalnego przesłanej w kwietniu 2024 r. do Sejmu i Senatu wynika, że w latach 2017-2022 kontrola operacyjna przy użyciu Pegasusa objęła 578 osób. Najwięcej osób było nią objętych w 2021 r. - 162. Kontrolę operacyjną za pomocą Pegasusa stosowały trzy służby - CBA, ABW i SKW.

W postępowaniu, które dotyczy przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, badana jest m.in. kwestia legalności podejmowanych przy pomocy Pegasusa czynności operacyjno-rozpoznawczych. Badane są także okoliczności dotyczące jego sposobu wykorzystywania m.in. wobec przeciwników politycznych ekipy rządzącej, a także sposobu pozyskiwania materiałów o charakterze niejawnym. W śledztwie badane są także takie nieprawidłowości jak wprowadzanie w błąd innych organów w celu wykorzystywania Pegasusa.

Trzecim zespołem prokuratorów, który w ostatnim czasie powołał Bodnar, jest Zespół Śledczy nr 4, który obecnie prowadzi siedem śledztw dotyczących działalności tzw. podkomisji smoleńskiej i jej byłego szefa, także byłego szefa MON, a obecnie posła PiS Antoniego Macierewicza. Pierwszym zadaniem prokuratorów było rozpoznanie 41 zawiadomień - złożonych do Prokuratury Krajowej 25 października 2024 r. przez wiceszefa MON Cezarego Tomczyka - o możliwości popełnienia przestępstw w związku z funkcjonowaniem podkomisji.

Wraz z zawiadomieniami wiceszef MON złożył w Prokuraturze Krajowej raport zespołu badającego jej prace, z którego wynika, że głównym celem podkomisji smoleńskiej było udowodnienie hipotezy o zamachu na polską delegację udającą się samolotem 10 kwietnia 2010 r. do Smoleńska. W raporcie wskazano też na liczne nieprawidłowości w działalności podkomisji i jej członków.

Przykładowym śledztwem prowadzonym przez zespół jest postępowanie wszczęte w sprawie 11 czynów, w tym dotyczących "ujawnienia osobom nieuprawnionym informacji niejawnych oraz innych podlegających ochronie, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych", w tym przez Macierewicza, a także podrobienia dokumentów oraz poświadczenia nieprawdy w dokumentach.

Ponadto zespół przejął dwa śledztwa, które do tej pory prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, dotyczące zniszczenia samolotu Tu-154M nr 102, stanowiącego mienie znacznej wartości, w sposób wykluczający przywrócenie mu właściwości lotnych, a także zniszczenie, utratę lub ukrycie udostępnionych członkom podkomisji 23 dowodów rzeczowych zabezpieczonych do głównego śledztwa Prokuratury Krajowej w sprawie katastrofy smoleńskiej. Główne śledztwo w tej sprawie - już od wielu lat - prowadzi Zespół Śledczy nr 1.

Niezależnie od tego Prokuratura Krajowa prowadzi obecnie postępowanie sprawdzające dotyczące zawiadomienia o możliwości popełnienia zdrady dyplomatycznej przez Macierewicza. Zawiadomienie, dotyczące programu "Karkonosze", złożył szef komisji ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich gen. Jarosław Stróżyk, który pełni także funkcję szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Prokuratura Krajowa bada także wszystkie postępowania z lat 2016-2023, co do których istnieją podejrzenia, że ich prowadzenie było motywowane politycznie. To postępowania, które były np. sztucznie umarzane lub przedłużane, by poprzednie kierownictwo prokuratury i związani z nim politycy mogli odnieść korzyści polityczne. Do końca grudnia ma zostać przygotowany pierwszy raport dotyczący ok. 200 spraw (łącznie zidentyfikowano ich ponad 600), które przeanalizował specjalny zespół 10 prokuratorów.

Ostatnio - w ramach Prokuratury Regionalnej w Krakowie - powstał zespół śledczy ds. zbadania możliwych nieprawidłowości z lat 2015-2023 w Lasach Państwowych. Przedmiotem prac tego zespołu będą w szczególności działania dyrektora generalnego LP, dyrektorów regionalnych dyrekcji oraz innych funkcjonariuszy publicznych i osób zatrudnionych w tym przedsiębiorstwie, związane z zarządzaniem gruntami i innymi nieruchomościami oraz majątkiem pozostającym w dyspozycji LP.

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu prowadzi zaś cały czas śledztwo w sprawie tzw. afery hejterskiej w MS. "Kluczowe dla toku dalszego postępowania jest przedstawienie zarzutów czterem sędziom sądów powszechnych i w związku z tym skierowano do Sądu Najwyższego w czerwcu br. wnioski o wydanie uchwał zezwalających na pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej" - podawała wrocławska prokuratura. Chodzi o b. wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka oraz Przemysława Radzika, Arkadiusza Cichockiego i Jakuba Iwańca. Sprawa immunitetowa tego ostatniego ruszyła niedawno przed SN.

Jednocześnie - w odniesieniu do sędziów - blisko sto spraw dyscyplinarnych prowadzonych wcześniej przez sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych trafiło do powołanych przez Adama Bodnara ministerialnych rzeczników "ad hoc". Chodzi o wszczęte za poprzedniej władzy, dyscyplinarne sprawy sędziów - w tym te, w których zarzuty dotyczyły kwestionowania obecnej Krajowej Rady Sądownictwa. W odniesieniu do tych spraw podjęto już ponad 20 decyzji o umorzeniach, w kilku kolejnych sprawach dyscyplinarnych zapadły orzeczenia uniewinniające lub cofnięto wnioski o ukaranie.

Mimo licznych postępowań Prokuratury Krajowej, będących próbą pociągnięcia do odpowiedzialności karnej osób odpowiedzialnych za nieprawidłowości za rządów Zjednoczonej Prawicy, działania te spotykają się z krytyką także wewnątrz obecnego obozu władzy. Powodem jest zbyt długi - zdaniem krytyków - okres rozliczania. Działania prokuratury krytykują także politycy PiS, którzy oceniają je jako represje polityczne, a także nie uznają obecnego szefa Prokuratury Krajowej Dariusza Korneluka.

Głośne śledztwa prowadzone obecnie przez prokuraturę dotyczą nie tylko - jak przekonują politycy PiS - opozycji, ale także osób związanych z obecną władzą. To np. postępowanie wobec przebywającego obecnie w areszcie Janusza Palikota - biznesmena i byłego posła podejrzanego o doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilku tysięcy osób na kwotę blisko 70 mln zł. W połowie listopada 2024 r. zatrzymano i postawiono zarzuty także obecnemu prezydentowi Wrocławia Jackowi Sutrykowi.

W ostatnim czasie do sprawy rozliczeń poprzedniej władzy nawiązał również premier Donald Tusk. Szef rządu powiedział m.in., że nie jest do końca zadowolony z tempa i intensywności działań dotyczących rozliczeń w związku z "korupcją, zwykłymi przestępstwami i nadużywaniem władzy". Dodał też, że oczekuje przede wszystkim od urzędników i służb, aby "działały tutaj z większą determinacją i z większą energią".

"I to dotyczy całego państwa, ale także politycznych liderów. Chcę wam powiedzieć, że nawet jeśli to tempo jest niezadowalające, to ja nie odpuszczę na pewno tej kwestii" - dodał Tusk. "Wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni" - podsumował premier. 

Wybory parlamentarne 2023

W wyborach do Sejmu, które odbyły się 15 października 2023 r., PiS uzyskało 35,38 proc. głosów, KO - 30,70 proc., Trzecia Droga - 14,40 proc., Nowa Lewica - 8,61 proc., a Konfederacja - 7,16 proc. Choć poparcie dla PiS przełożyło się na największą liczbę mandatów w Sejmie (194), ze względu na brak zdolności koalicyjnej ugrupowanie nie było w stanie stworzyć większości. Mimo to prezydent w pierwszym kroku konstytucyjnym desygnował Mateusza Morawieckiego na premiera i 27 listopada powołał jego trzeci rząd.

Gdy 11 grudnia 2023 r. rząd Morawieckiego nie uzyskał wotum zaufania od Sejmu, w drugim kroku konstytucyjnym, jeszcze tego samego dnia, Sejm wybrał Tuska na premiera, a 12 grudnia udzielił wotum zaufania jego rządowi. 13 grudnia prezydent Andrzej Duda powołał rząd Donalda Tuska.

Adrian Kowarzyk, Sonia Otfinowska

amk/ par/ jpn/ mir/ mhr/ wni/ kos/ par/ lm/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (51)

dodaj komentarz
lukaszslask
ja sie tylko dziwie,ze kolejny Rzad boi sie obnizki podatkow....
kwota wolna 100 tys czyli zwolnienie 19 tys podatku bedzie obowiazywac dla malych inwestorow,ktorzy zaraz te pieniadze wydadza lub reinwestuja,a przy wydawaniu zaplaca vat itp podatki z pracy ludzi np kupujac pizze.....
kwota wolna do 60 tys???dalej za mala zeby
ja sie tylko dziwie,ze kolejny Rzad boi sie obnizki podatkow....
kwota wolna 100 tys czyli zwolnienie 19 tys podatku bedzie obowiazywac dla malych inwestorow,ktorzy zaraz te pieniadze wydadza lub reinwestuja,a przy wydawaniu zaplaca vat itp podatki z pracy ludzi np kupujac pizze.....
kwota wolna do 60 tys???dalej za mala zeby oszvzedzac,wiec znowu te osoby kupia upragnione pralki lodowki pojada na weekend itp i znowy wplywy do budzetu,ale jak gospodarka odzyje....
mamy tam jakichs Ekonomistow w tym Rzadzie????
jag63
Nic bardziej nas nie ucieszy nas, jak skuteczność w działaniu.

Panie Premierze Drogi
Jak, na przykład, idzie wyłapywanie wiadomych złogów.
No #... wa jak.

.
jas2
"Koalicji nie grozi rozpad, bo nie ma alternatywy"

Jeśli Nawrocki wygra, to nagle pojawi się alternatywa.
pisflacja
To interesujące, prosimy o szczegóły silvio.
prs
Ten rzad, ten typ.. jedyne co "maja" to urojenia..
samsza
Młodzi się odwracają ?

Mam dla nich hasło: ""Mieszkanie dla młodych 2.0"
Wiadomo, że to ściema, ale niech usłyszą, coś dla nich jest.
:)
dasbot
Wszystkiemu winna ordynacja wyborcza oraz brak kryteriów, kto może zostać wyborcą i parlamentarzystą. Niestety nie powinno być równości wobec powagi spraw państwa (np. na czele rządu stoi historyk, resortem obrony kieruje niepraktykujący lekarz, humanista bawi się w cyfryzację, a dziennikarz/celebryta jest marszałkiem Sejmu). To Wszystkiemu winna ordynacja wyborcza oraz brak kryteriów, kto może zostać wyborcą i parlamentarzystą. Niestety nie powinno być równości wobec powagi spraw państwa (np. na czele rządu stoi historyk, resortem obrony kieruje niepraktykujący lekarz, humanista bawi się w cyfryzację, a dziennikarz/celebryta jest marszałkiem Sejmu). To są jakieś jaja z elementarnej ludzkiej inteligencji............Clown world.
niederfurzdorf
43 lata po nocy grudniowej wciąż sporo miłośników komunistycznego zamordyzmu , potomków ubeków, stąd takie wysokie oceny i poparcie . Ps. A po cichu Ferajna 13 grudnia uwaliła projekt polskiego komputera kwantowego czy reaktora jądrowego 4,generacji . Polska kraj producentów palet i taniej niewykształconej siły roboczej . Fuer 43 lata po nocy grudniowej wciąż sporo miłośników komunistycznego zamordyzmu , potomków ubeków, stąd takie wysokie oceny i poparcie . Ps. A po cichu Ferajna 13 grudnia uwaliła projekt polskiego komputera kwantowego czy reaktora jądrowego 4,generacji . Polska kraj producentów palet i taniej niewykształconej siły roboczej . Fuer Deutschland!
jas2
W wyborach do Sejmu, które odbyły się 15 października 2023 r.,

PiS uzyskało 35,38 proc. głosów, KO - 30,70 proc., Trzecia Droga - 14,40 proc., Nowa Lewica - 8,61 proc., a Konfederacja - 7,16 proc.

Nie wszyscy pamiętają.
pisflacja
Siema silvio, a jak dziś sytuacja?

Powiązane: Rząd Donalda Tuska

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki