Z greckich banków wciąż odpływają depozyty. Przyszłość finansowa „chorego człowieka strefy euro” wciąż pozostaje pod wielkim znakiem zapytania.


Wartość depozytów ulokowanych w greckim systemie bankowym przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa spadła w kwietniu do 139,4 miliardów euro wobec 145 miliardów euro w miesiącu poprzednim. Poziom odnotowany w kwietniu to najniższa wartość od listopada 2004 r.

Wycofującym pieniądze z banków Grekom trudno się dziwić. Nad krajem wciąż wisi widmo wprowadzenia kontroli kapitału (np. w wariancie cypryjskim), która zamroziłaby greckie konta lub umożliwiła wypłaty jedynie niewielkich kwot.
Nie wiadomo w jakiej walucie nastąpiłyby wpłaty – jeszcze w euro czy już w drachmie. Z tego samego powodu wielu Greków woli jak najdłużej zwlekać z płaceniem podatków (o ile w ogóle zamierzają je płacić), których wartość wyrażona w ewentualnej nowej walucie byłaby niższa aniżeli w euro.
Z pewnością obawy o taki rozwój wypadków wzmaga sukcesywna zmiana tonu wypowiedzi czołowych przedstawicieli dawnej Troiki – dość powiedzieć, że szefowa MFW Christine Lagarde otwarcie przyznała, że „wyjście Grecji ze strefy euro jest możliwe”, choć jeszcze kilka miesięcy temu żaden z oficjeli nie pozwoliłby sobie na taki komentarz.

































































