O ile kiepska kondycja światowej gospodarki może być wystarczającym powodem, aby wychodzić z rynku miedzi, to spółki zajmujące się tym biznesem dostały w piątek porządną dawkę spadkowego dopalacza. Dla KGHM-u nowy podatek może oznaczać wyparowanie ze spółki nawet 3 mld złotych. Nic więc dziwnego, że w oczach polityków, tak duże aktywa mogą być traktowane jak dojne krowy na ciężkie czasy gaszenia budżetowego pożaru.
O godzinie 10:27 na giełdzie w Londynie za jedną tonę miedzi płacono 7 377$, czyli o 2,43 proc. mniej niż w piątek. To efekt negatywnych nastrojów ciążących na światowych rynkach, płynących głównie z Europy. Ale atmosfera zagęszcza się także w Stanach Zjednoczonych, gdzie ponownie pojawiają się pytania, skąd wziąć 1,2 biliona dolarów oszczędności.
Źródło: Bankier.pl, Notowania na przestrzeni 3 miesięcy
Około 10:30 akcje KGHM traciły 6,88 proc., a za jedną akcję płacono 134 złotych. W piątek spółka traciła ponad 13 proc., dziś już nawet 10 proc. Taka sytuacja polskiemu indeksowi blue chipów wybija z głowy pomysły o silniejszym ruchu w górę. Rynki obawiają się o możliwe kolejne cięcia ratingów największych gospodarek na świecie w tym Francji, o czym ostrzegła w poniedziałek agencja Moody's.
Ponure nastroje panują także na rynku ropy naftowej, choć bez wspomagania ze strony polityków. Nowojorska ropa marki Crude na giełdzie w Nymex tuż przed godziną 11:00 kosztowała 95,80$, czyli o 1,9 proc. mniej niż w piątek. Trzeci największy konsument ropy - Japonia - odnotowała pierwszy od trzech miesięcy spadek eksportu. - Strach, że w Europie nagle może wydarzyć się coś złego, wpływa na obawy wobec popytu na surowiec - uważa Amrita Sen, analityk Barclays Capital, cytowana za Bloombergiem. Wygląda na to, że Japonia słabymi danymi "wylała kolejną beczkę ropy", pokazując, że popyt na surowce przemysłowe może gwałtownie spaść - chyba, że do akcji wkroczy EBC.
K.G.
































































