Szefowa Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola oceniła w piątek w Budapeszcie, że gdyby UE w ostatnich latach rozwijała się w takim tempie jak USA, to dzisiaj miałaby 11 mln dodatkowych posad i 300 mld euro więcej z podatków do przeznaczenia na inwestycje lub zbicie unijnego deficytu.


Przewodnicząca PE spotka się w piątek z przywódcami państw UE, biorącymi udział w nieformalnym posiedzeniu w Budapeszcie. Głównym tematem spotkania będzie kwestia poprawy unijnej konkurencyjności, o co apelowali w swoich niedawno opublikowanych raportach Enrico Letta i Mario Draghi, który alarmował, że "to ostatni moment na pobudkę UE". Ten ostatni zresztą w piątek osobiście przedstawi swój raport liderom UE.
Metsola przyznała, że Unia musi zwiększyć swoją konkurencyjność i przywrócić trend wzrostowy. "To oznacza, że musimy się skupić na wzroście gospodarczym, który z kolei oznacza więcej posad i większy dochód" – powiedziała polityczka podkreślając, że gdyby UE rozwijała się w ostatnich latach w takim tempie jak np. Stany Zjednoczone to dzisiaj nie byłaby "ściśnięta" między szybciej rozwijającymi się gospodarkami.
Szefowa PE dodała, że jest przekonana, że Unia jest w stanie poprawić swoją konkurencyjność, musi jedynie przestać oglądać się na wsparcie m.in. USA. "Jesteśmy w stanie sami wspierać swoich przedsiębiorców, naukowców, firmy, nadal inwestować w innowacje" – oceniła Metsola mówiąc, że o tym zamierza rozmawiać w piątek w przywódcami UE.
Także szef Rady Europejskiej Charles Michel powiedział, że raport Draghiego daje UE bardzo dobre wytyczne odnośnie tego, jak poprawić konkurencyjność gospodarczą Wspólnoty i że państwa członkowskie są zgodne co do tego, że należy to zrobić.

Michel podkreślił, że ważnym tematem będzie kwestia finansowania wspólnych projektów w przyszłości, co liderzy będą musieli w najbliższym czasie uzgodnić. "Na stole jest wiele opcji. Bardzo ważnym partnerem jest Europejski Bank Centralny (prezeska EBC Christine Lagarde także bierze udział w spotkaniu – PAP), pilnie potrzebujemy też unii rynków kapitałowych oraz funduszy prywatnych" – mówił szef Rady.
Michel skomentował również wynik wyborów w USA mówiąc, że jest 100-procentowo przekonany, że europejscy przywódcy chcą pogłębić relacje z tym krajem, w tym w zakresie obronności i bezpieczeństwa, ale nie zamierzają wycofać swojego wsparcia dla Ukrainy. "Wycofanie naszego wsparcia dla Ukrainy wysłałoby nie tyko zły sygnał Putinowi, ale i innym autorytarnym reżimom" – ocenił polityk.
Komentując kwestię nieprawidłowości podczas wyborów w Gruzji, Michel powiedział, że zdaje sobie sprawę z aspiracji Gruzinów co do członkostwa w UE i przypomniał, że Unia podjęła bardzo poważną decyzję przyznając Gruzji status państwa kandydującego, ale poważne zarzuty wobec gruzińskich władz i nieprawidłowości wyborcze doprowadziły do zawieszenia procesu akcesyjnego. "Musimy mieć jasność, że wszystko zostało przeprowadzone uczciwie i przejrzyście, a dzisiaj są co do tego poważne wątpliwości i to nie tylko w Europie, ale i w innych państwach" – powiedział polityk.
Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)
jowi/ ktl/






























































