Stowarzyszenie Merów Francji wezwało w niedzielę, dzień po zamieszkach w wielu miastach, do zgromadzeń przed merostwami w poniedziałek. Niektórzy samorządowcy żądają od władz dodatkowych sił policji. Pojawiają się też zarzuty o niedoszacowanie liczebności demonstracji, po których wybuchły zamieszki.


Oświadczenie wystosowane przez organizację merów głosi, że ataki na instytucje publiczne, do których doszło podczas sobotnich demonstracji stanowią zagrożenie dla całego narodu. Merowie zaapelowali, by samorządowcy i wszyscy inni chętni zebrali się od południa w poniedziałek przez siedzibami władz lokalnych.
Inna organizacja samorządowców, France Urbaine, która zrzesza wielkie miasta, metropolie i aglomeracje, zażądała spotkania z premierem Sebastienem Lecornu. Organizacja podkreśliła, że doszło do „ekstremalnych zamieszek ulicznych”, aktów wandalizmu i grabieży, „plądrowania merostw, budynków publicznych i obiektów handlowych”.
Poszczególni merowie i przedstawiciele administracji państwowej podnoszą kwestię obecności wystarczających sił policyjnych. Mer Nicei Eric Ciotti, który jest sojusznikiem politycznym skrajnej prawicy zażądał dodatkowych sił policyjnych dla swojego miasta.
Bertrand Gaume, prefekt departamentu Nord, którego głównym miastem jest Lille, przyznał, że liczebność sobotnich protestów była wyższa niż oczekiwano i wobec tego należało dostosować liczebność policji. - Nie można zaprzeczyć, że w Lille, jak i w całym kraju, mobilizacja była wyższa od prognoz - powiedział Gaume.

Guillaume Guerin, mer miasta Limoges, w którym pożar wzniecony podczas zamieszek poważnie zniszczył budynek ratusza ocenił, że tam, jak i w innych miastach, policja wycofała się w konfrontacji z wandalami. Guerin ocenił, że w obliczu „dzikich hord” państwo „porzuciło” funkcjonariuszy.
Przed sobotnimi demonstracjami, po których wybuchły zamieszki, MSW szacowało, że manifestacje i pochody zgromadzą 150 tys. osób poza Paryżem i około 40-80 tys. w stolicy. Rzeczywista liczba, którą MSW podało w sobotę wieczorem, była znacznie wyższa: 550 tysięcy osób w całym kraju, w tym 110 tys. w Paryżu.
Agencja AFP cytuje w niedzielę eksperta zajmującego się kwestiami porządku publicznego, który przyznał, że siły policji były wyraźnie niedoszacowane i że służby specjalne popełniły błąd w prognozach.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/
































































