REKLAMA
FORUM FINANSÓW

Francja znów protestuje jak za czasów „żółtych kamizelek”. Starcia w wielu miastach

2026-10-17 18:45
publikacja
2026-10-17 18:45
Dodaj Bankier.pl w Google

Demonstracje we Francji przeciwko rosnącym kosztom życia zgromadziły w sobotę przed południem ok. 32 tys. ludzi - podało MSW. W niektórych miejscach doszło do poważnych incydentów, np. w Marsylii, gdzie grupa ludzi wdarła się do budynku merostwa. Policja przeprowadziła w całym kraju 166 zatrzymań. 

Francja znów protestuje jak za czasów „żółtych kamizelek”. Starcia w wielu miastach
Francja znów protestuje jak za czasów „żółtych kamizelek”. Starcia w wielu miastach
fot. Stephanie Lecocq / /  Reuters / Forum

Dane te MSW podało jeszcze przed początkiem demonstracji w Paryżu o godz. 14. Jeszcze przed jej rozpoczęciem na paryskim Placu Republiki, gdzie zgromadziły się tłumy, w tym bardzo wielu młodych ludzi, policja kilkakrotnie użyła gazu łzawiącego, a później armatek wodnych.

MSW poinformowało, że w Lyonie i Nantes do protestów dołączyło 20 tys. osób, w Rennes na zachodzie kraju - 10 tysięcy. Dziennik „Ouest-France” poinformował o około 15 tys. uczestników manifestacji w Breście. Jak podkreślił dziennik „Le Parisien”, mimo napięć widocznych w Paryżu, Marsylii i Lyonie tysiące mieszkańców Francji demonstrowały w całym kraju w sposób pokojowy i bez zakłóceń.

W pierwszej połowie dnia władze odnotowały łącznie 140 różnego rodzaju akcji w kraju. Zgromadzenia i protesty zostały zapowiedziane na sobotę przez różne grupy społeczne i zawodowe, takie jak licealiści i studenci, aktywiści klimatyczni, część związków zawodowych i organizacji rolniczych, uczestnicy ruchu „żółtych kamizelek”. 

Doszło do aktów wandalizmu - w Rouen, na północny zachód od Paryża, ktoś wcześnie rano podłożył ogień pod budynek uniwersytecki. W Marsylii celem wandali stały się sklepy i posterunek miejskiej policji, w Lyonie - kiosk biura miejskiej informacji turystycznej. Do konfrontacji między policją a zamaskowanymi młodymi ludźmi doszło również w Bordeaux, gdzie policja użyła gazu łzawiącego.

Scammingout

Później w Marsylii grupa ludzi sforsowała drzwi do budynku merostwa i na krótko wtargnęła do środka. Mer miasta (drugiego co do wielkości we Francji) Benoit Payan poinformował, że rozmawiał z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i do Marsylii skierowane zostaną dodatkowe siły policji. 

Do podobnego incydentu doszło w Lille, gdzie grupa ludzi sforsowała kilka wejść i niektórzy zdołali wejść do siedziby lokalnych władz i splądrować niektóre pomieszczenia. Sprawcy zbiegli, zanim przybyła policja.

W pierwszej połowie dnia doszło również do blokad na rondach w kilku mniejszych miastach oraz w Rennes. Tego rodzaju blokady były powszechną formą protestu podczas wystąpień „żółtych kamizelek” w latach 2018-19. 

Premier Sebastien Lecornu zwołał kolejne spotkanie komórki antykryzysowej na godz. 18. 

Od tygodni na portalach społecznościowych pojawiały się wezwania do zorganizowania 17 października protestów, nawiązujących do ruchu „żółtych kamizelek”, w proteście przeciwko rosnącym kosztom życia. Apele te narastały na fali niedawnych wystąpień licealistów i sobotnie demonstracje prezentowano jako połączenie postulatów różnych grup. 

Premier: nie damy się zastraszyć, nikt nie narzuci swej agendy politycznej poprzez przemoc

Premier Francji Sebastien Lecornu oświadczył w sobotę, że w kraju dopuszczalne są pokojowe protesty, ale nie ma miejsca na podpalenia i grabieże. Oskarżył niektóre siły, że chcą, by te akty przemocy stały się „rozgrzewką” przed wyborami prezydenckimi, i zapewnił, że władze nie dadzą się zastraszyć.

„Mówię jasno tym, którzy wyraźnie chcą uczynić z tej przemocy »rozgrzewkę« przed wyborami prezydenckimi: nie pozwolimy się zastraszyć. Nikt nie narzuci swej agendy politycznej poprzez przemoc” - napisał Lecornu w serwisie X.

Premier wypowiedział się po doniesieniach o aktach przemocy i grabieży podczas sobotnich demonstracji w całym kraju. Do plądrowania sklepów doszło m.in. w Paryżu, Marsylii, Rouen, Lyonie i Nicei. W Bordeaux celem ataku była siedziba prefektury departamentu Żyronda.

W Paryżu obrabowanych zostało kilka sklepów w okolicach placu Republiki, gdzie wcześniej odbyła się demonstracja. Relacjonujący wydarzenia dziennikarze telewizji BFMTV czy „Le Monde” oceniają, że nie widzieli takich sytuacji podczas wcześniejszych manifestacji.

Mer Paryża Emmanuel Gregoire potępił te akty grabieży i oświadczył, że „odwracają one uwagę od postulatów licealistów”, którzy brali udział w protestach, wraz z innymi aktywistami.

Do grabieży sklepów i podpaleń samochodów na obrzeżach placu Republiki doszło już po tym, gdy z placu wyruszył pochód, który przeszedł na północ Paryża, do placu Clichy. Większość w paryskiej manifestacji stanowili ludzie młodzi.

27-letni Hugo, który przyszedł na plac Republiki, powiedział PAP, że chciał głównie poprzeć ruch studencki, ale – jak zaznaczył – demonstracja dotyczy „wszystkich spraw”, czyli również innych postulatów. - W wielu sprawach jest we Francji źle: oświata, usługi publiczne, które są dziś zaniedbane, (...) szkoły, szpitale nie mają już środków - powiedział, wyliczając także ceny energii i rozziew między kosztami życia i poziomem płac.  - Cały naród jest wściekły – ocenił Hugo.

Jego zdaniem postulaty są dziś podobne, jak podczas ruchu „żółtych kamizelek” w latach 2018-19, przy czym wtedy protestowano przeciwko cenie benzyny ok. 1,5 euro za litr, „a dziś cena benzyny wzrosła o około 1 euro za litr”. – Niestety, w czasach „żółtych kamizelek wiele osób zarzucało im, że są ruchem skrajnej prawicy i nie było tego poparcia, które dzisiaj łączy o wiele więcej ludzi we Francji – powiedział Hugo. Wyraził przekonanie, że sobotnie protesty „to dopiero początek”.

W Paryżu w sobotę wieczorem wciąż kilkaset osób pozostawało na Polach Elizejskich. Wcześniej prefektura policji Paryża zabroniła tam manifestacji. Sytuacja jest napięta, podobnie jak w innym miejscu w centrum Paryża, w okolicach kościoła św. Magdaleny, gdzie również przybyła kolumna demonstrantów niezaliczająca się do zgłoszonego głównego pochodu.

Prokuratura Paryża podała, że w stolicy zatrzymano 195 osób, w tym 13 osób niepełnoletnich. 

Związki zawodowe CGT ogłosiły, że w całym kraju demonstrowało ponad 500 tys. osób.

Od tygodni na portalach społecznościowych pojawiały się wezwania do zorganizowania 17 października demonstracji, nawiązujących do ruchu „żółtych kamizelek”, w proteście przeciwko rosnącym kosztom życia. Apele te narastały na fali niedawnych wystąpień licealistów i sobotnie demonstracje prezentowano jako połączenie postulatów różnych grup. 

Z Paryża Anna Wróbel (PAP) 

awl/ kar/

Z Paryża Anna Wróbel (PAP) 

awl/ akl/ ktl/

Najlepsze produkty finansowe znajdziesz w naszej porównywarce - SPRAWDŹ
Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (3)

dodaj komentarz
mekm
a jaki mają program pozytywny bo o negatywnym Bankier już napisał.
energizerjohn51
Bankier to nowe "Radio Erewań". Inzynierowie, lekarze i inni kolorowi "goście demoluja infrastrukture. Media z szwedzkim kapitalem chca ta zaraza obdarowac takze polakow wiec klamia, klamia i jeszcze raz klamia.
mesten
Protestują przeciwko wysokim kosztom życia? Równie dobrze mogą protestować przeciwko pełni księżyca.

Powiązane: Francja

Ważne linki