71,5 tys. osób wzięło udział w demonstracjach we Francji w czwartek, w kolejnym dniu protestów licealistów. W tej liczbie 24,5 tys. demonstrowało w Paryżu. Dane te podało MSW Francji, które poinformowało także, że 504 osoby zostały zatrzymane.


Ministerstwo oświadczyło, że w czwartek nasiliły się zamieszki uliczne i że rzucają one cień na pokojowe protesty licealistów, będące „legalnym wyrażeniem” ich postulatów. Doszło do poważnych incydentów wymierzonych w nauczycieli i w placówki szkolne.
Do liceum w Poitiers (zachodnia Francja) wtargnęło kilkadziesiąt osób i wybuchł tam pożar. W Bajonnie (południowy zachód) oddano w kierunku nauczycieli wystrzały z moździerzy pirotechnicznych.
Rannych w czwartek zostało 48 policjantów i żandarmów - dodało MSW. Policjanci byli również celem moździerzy pirotechnicznych, w Strasburgu podpalony został samochód policyjny; w Bordeaux usiłowano podpalić komisariat.
Ogółem jednak pochody zwołane przez organizacje uczniowskie i studenckie odbyły się - według MSW - bez większych incydentów.

Z danych ogłoszonych przez MSW wynika, że liczebność demonstracji w czwartek była wyraźnie niższa niż poprzedniego dnia, gdy do manifestacji przyłączyło się 266 tys. osób.
W Paryżu pod koniec demonstracji, która odbyła się po południu na placu Bastylii, policja użyła armatek wodnych i kilkakrotnie - gazu łzawiącego. Tuż przed rozpoczęciem tego zgromadzenia organizacje studenckie wezwały do kolejnych akcji 13 października.
Minister edukacji Edouard Geffray w czwartek wieczorem w programie telewizyjnym obiecał, że do szkół skierowanych zostanie 3 tys. nauczycieli w celu zastąpienia brakującego personelu.
Poinformował także, że zidentyfikowano placówki szkolne, gdzie potrzeby są największe - jest ich ponad 500. Geffray ocenił koszt zapowiedzianych przez niego działań na kilkadziesiąt milionów euro.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ mal/




























































