Mamy magistrów, potrzebujemy rzemieślników

redaktor Bankier.pl

Betoniarze, zbrojarze, cieśle, dekarze, fryzjerzy, krawcy i pracownicy produkcji odzieży – to tylko początek listy zawodów deficytowych. Tu, gdzie ogromną rolę odgrywa poczta pantoflowa, zaczynają się kręte schody do ugruntowania swojej pozycji – rzemieślnika na polskim rynku.

Wykształcenie wyższe przestaje mieć znacznie, szkoły zawodowe przechodzą swój renesans, a umiejętność np. szycia nie jest już jedynie ciekawą pasją, a realną odpowiedzią na potrzeby rynku. Żeby poszukać odpowiedzi na pytanie, czy fach w ręku gwarantuje w Polsce dobrą pracę i zarobki na przynajmniej przyzwoitym poziomie, spotkaliśmy się z osobami, które życie wiążą z rzemieślnictwem.

(fot. gufoto / YAY Foto)

Po pierwsze umiejętności

– W dzisiejszych warunkach rynku pracy jedną z najbardziej poszukiwanych grup są osoby z wykształceniem zawodowym i fachem w ręku. Z naszych badań wynika, że to oni najpewniej czują się na rynku pracy – tylko 7 proc. osób po szkołach zawodowych obawia się utraty zatrudnienia – omawia sytuację branży Andrzej Kubisiak, dyrektor ds. analiz w Work Service.

Jednym z najczęstszych zarzutów, jakie kieruje się do polskiego systemu edukacji, jest brak przygotowania praktycznego. Zarówno jeśli chodzi o naukę w szkole zawodowej, jak i na studiach. O tym mówi również Marcin Dakowski, General Manager Fixly, serwisu ułatwiającego zlecenie usług w kategoriach: budowa i remont, hydraulik, elektryk czy meble. – Nasz system edukacji poszedł w kierunku wykształcenia wyższego, dla wszystkich stało się niesamowicie ważne, aby mieć tytuł magistra. Brakuje nam tego, co jest w innych krajach, na przykład w Niemczech, gdzie dobrze działa edukacja typowo zawodowa – komentuje Dakowski z Fixly.

Podobnego zdania są osoby bezpośrednio pracujące w branży, wielu z nich uczyło się zawodu na zasadzie relacji uczeń-mistrz.

Szkoły zawodowe są podstawą nauki, ale programy nie są dobrze realizowane, jest za mało praktyki. Sam elektryki uczyłem się przez pięć lat przy człowieku, który miał wszystkie uprawnienia elektryczne, byłem jego pomocnikiem. Dzięki temu, że się sprawdziłem, wdrożył mnie w bardziej zaawansowane technologie i zyskałem dodatkowe uprawnienia potwierdzone przez nadzór techniczny. Dalej wszyscy się szkolimy, bo jeśli ktoś się nie uczy w tej dziedzinie, to zostaje w tyle. Nie da się tych umiejętności nabyć raz i nie rozwijać. Wykończeniówka jest bardzo dynamicznym rynkiem, wystarczy roczny brak zainteresowania technologią, aby tracić potencjalnych klientów, a także wykonywać niektóre prace wolniej niż konkurencja – mówi w rozmowie z Bankier.pl Krzysztof Lipczak z wrocławskiej firmy Fach w ręku s.c., która działa w branży budowlanej i wykończeniowej.

Rzemieślnika zatrudnię

Jak wynika z Barometru Zawodów przygotowanego przez resort pracy w grupie zawodów deficytowych przeważają te, które wymagają konkretnych umiejętności.

Zawody deficytowe 2018

Betoniarze i zbrojarze

Brukarze

Cieśle i stolarze budowlani

Cukiernicy

Dekarze i blacharze budowlani

Elektrycy, elektromechanicy i elektromonterzy

Fryzjerzy

Kierowcy autobusów

Kierowcy samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych

Krawcy i pracownicy produkcji odzieży

Kucharze

Magazynierzy

Mechanicy pojazdów samochodowych

Monterzy instalacji budowlanych

Murarze i tynkarze

Operatorzy i mechanicy sprzętu do robót ziemnych

Operatorzy obrabiarek skrawających

Opiekunowie osoby starszej lub niepełnosprawnej

Piekarze

Pielęgniarki i położne

Pracownicy robót wykończeniowych w budownictwie

Robotnicy budowlani

Robotnicy obróbki drewna i stolarze

Samodzielni księgowi

Spawacze

Szefowie kuchni

Ślusarze

Źródło: opracowanie Bankier.pl na podstawie „Barometru zawodów 2018” przygotowanego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

O braku osób z konkretnymi umiejętnościami mówią również eksperci rynku pracy. – Obecnie w Polsce najbardziej brakuje wykwalifikowanych pracowników technicznych – kierowców ciężarówek, spawaczy, pielęgniarek, operatorów maszyn, brukarzy, kucharzy czy fryzjerów. Osoby działające w tych zawodach i legitymujące się udokumentowanym doświadczeniem zawodowym, a także odpowiednimi uprawnieniami, mogą liczyć na atrakcyjne warunki zatrudnienia, a część z nich, chcąc maksymalizować dochody, prowadzi także własne firmy, aby móc w roli podwykonawcy realizować jednocześnie kilka projektów – podsumowuje Kubisiak z Work Service.

Nie ulega wątpliwości, że rynek potrzebuje takich osób, jednak nadal zainteresowanie pracą w zawodzie, gdzie wymaga się konkretnych kwalifikacji, jest niewielkie, choć mimo wszystko zdaje się rosnąć.

– Chcielibyśmy rozwijać się i zatrudniać kolejne osoby, ale dosłownie nie ma rąk do pracy. To duży problem wykończeniówki. W przypadku samych remontów graniczy z cudem znalezienie osoby z odpowiednimi umiejętnościami do pomocy czy zrobienie z niej swojego podwykonawcy. W ciągu roku testowaliśmy około dziesięciu osób – nie przyjęliśmy jednak żadnej osoby do zespołu. Kilku znajomych z branży przyjmuje praktykantów, ale trzeba się wtedy liczyć z tym, że jeśli ktoś się obędzie, to i tak w końcu będzie chciał przejść na swoje. Wielu osobom nie chce się po prostu pracować, w wykończeniówce czy w pracach remontowych trzeba po pierwsze być osobą odpowiedzialną, zdyscyplinowaną i należy nastawić się na to, że kiedy popełnia się błędy, to trzeba je poprawić, a nie szukać wymówek. Faktem jest, że sporo osób wyjechało za granicę – tutaj również upatrujemy źródła problemu – dobrze przeszkoleni pracownicy emigrują, a zapchanie polskiego rynku pracownikami z Ukrainy i Białorusi również nie zda egzaminu, bo oni też w końcu będą migrowali dalej, a nie tylko do Polski – wyjaśnia problemy w branży Lipczak z Fachu w ręku.

Z jednej strony brakuje osób, które podjęłyby się prac manualnych, a z drugiej można zauważyć wzrost zainteresowania specjalistycznym szkolnictwem. – Sama skończyłam tydzień temu dwuletni kwalifikacyjny kurs zawodowy dla dorosłych na zawód krawca (A.71 – projektowanie i wytwarzanie odzieży), który prowadzony był w Zespole Szkół Odzieżowych w Poznaniu. Zainteresowanie, jakim cieszyły się te zajęcia (było znacznie więcej chętnych niż miejsc; rok później udało się stworzyć dwie grupy, bo zainteresowanie nadal było bardzo duże), pokazuje, że ludzie z ogólnym wykształceniem, chcą zdobyć konkretny zawód, bo rynek pracy właśnie takich osób potrzebuje – mówi w rozmowie z Bankier.pl Sylwia Synowiec, krawcowa prowadząca bloga Let’sew.

Luka na rynku

Lukę w zarządzaniu rzemieślnictwem dostrzegł Paweł Raja, który założył Mobilny Serwis Rowerowy, na co dzień pracując w jednej z korporacji w branży bankowej.

– Patrząc na osoby, które mają fach w ręku – murarzy, stolarzy, dekarzy, osoby, które potrafią naprawiać rowery czy samochody, doceniamy ich niesamowitą pracę, której nie nauczą się w szkole, a przez doświadczenie. Kiedy szukałem finansowania na swoją działalność, to zdałem sobie sprawę, że firmy czy instytucje jak akceleratory czy fundusze typu venture capital nastawiają się na bardzo szybki zwrot środków. Szukają firm, głównie start-upów technologicznych, moja – z pozoru monotonna, ale i stabilna, perspektywiczna działalność – nie leżała jednak w kręgu ich zainteresowań. W tym momencie nie dostrzega się tej luki na rynku pracy. Większość osób zarabia coraz lepiej i będzie potrzebowała jakiejś personalizacji – poprzez wystrój wnętrza swojego mieszkania po krawiectwo. Myślę, że wszystkie dziedziny, gdzie wymagany jest fach w ręku, mają szansę i powinny zostać szybko zagospodarowane. Jednak aby to się udało, muszą w tym uczestniczyć dwie strony – jedna, która rozumie biznes i rynek, a druga, która zna się na rzemiośle – wyjaśnia Raja w rozmowie z Bankier.pl.

O potrzebie „czegoś więcej” niż umiejętności, mówi też jeden z założycieli Fachu w ręku. – Duże znaczenie ma reklama. Znamy wiele osób, które prowadzą działalność od kilku lat i świadczą usługi na naprawdę wysokim poziomie, jednak potrafią nie dostawać zleceń przez kilka miesięcy. Poczta pantoflowa nie zawsze w tych przypadkach wystarcza, ponieważ oprócz umiejętności, trzeba potrafić się odpowiednio zareklamować. Należy również pamiętać, że zmienił się rynek, a klienci nie bazują jedynie na poleceniu danej ekipy, tylko sprawdzają na przykład, jakie ma opinie w sieci – dodaje Karolina Morawska-Lipczak z Fachu w ręku.

Polski klient

Popularność polskiego rzemiosła rośnie, konsumenci starają się znaleźć coraz lepiej uszyte ubrania, nie zadowala ich bylejakość, a cena jednak nadal jest podstawowym wyznacznikiem kupna. – Jest niewielkie grono osób, które nie dość, że docenia pracę rękodzielnika, to zwraca uwagę na jakość szycia i materiałów. Niejednokrotnie widząc rzeczy z sieciówki, o mało nie dostawałam zawału – nawet w tych drogich sklepach widziałam sukienki uszyte krzywo (nie zgadzał się wzór, były nierówno podłożone) i na dodatek ze sztucznych bądź syntetycznych materiałów – opowiada Synowiec z Let’sew.

(fot. Sylwia Synowiec / )

– Sześćdziesiąt procent klientów wybiera wykonawców na podstawie ceny. Nie biorą pod uwagę faktu, że jeśli coś jest tanie, to standard wykonania usługi prawdopodobnie będzie niższy. Kiedy jest duża różnica w cenie, należy się zastanowić, czy dana ekipa jest przeszkolona, czy ma działalność. We Wrocławiu często „wykonawcy” pojawiają się tylko po zaliczkę, a potem znikają. Klienci szukają ekip na ostatnią chwilę. Osoby, które kupują mieszkania, myślą, że z dnia na dzień znajdą pracowników wykończeniowych – dla mnie to nierealne. Często dostajemy telefony w stylu „można wchodzić jutro” – wyjaśnia Lipczak z Fachu w ręku.

– Kiedyś faktycznie tak było, że był sobie pan fachowiec, który pomógł sąsiadce, więc pomoże i mi. Teraz wzrasta świadomość i ludzie coraz częściej zwracają uwagę na standard, w jakim jest coś wykonane, zdają sobie sprawę, że jeśli coś ma być zrobione na wyższym poziomie, to może odpowiednio więcej kosztować. Kiedyś umowy nie były popularne, rzadko je zawiązywano, wszystko ustalało się „na gębę”. Obecnie ludzie zaczynają się bać o swoje pieniądze, wolą mieć wszystko rozpisane. Pytają, czy dostaną umowę, fakturę. Zawsze lepiej to wygląda, jeśli klient otrzyma rozliczenie na podstawie faktur. Dążymy do tego, aby miał wszystko udokumentowane i aby w razie reklamacji – móc rościć swoje prawa na podstawie umowy – dodaje Karolina Morawska-Lipczak z Fachu w ręku.

Nadal jednak znajdują się takie osoby wśród klientów, które będą szukały jedynie okazji do zaoszczędzenia. – Zdarzają się wyłudzenia ze strony klientów, na szczęście osobiście się nie spotkaliśmy. Często ludzie chcą zbić cenę remontu ze względu na zużycie prądu – dodaje Lipczak.

Synowiec dostrzega jeszcze inny problem w polskim rzemieślnictwie. – Uważam, że rynek rękodzieła jest w Polsce bardzo niedoceniany – wiele osób nie rozumie, dlaczego rzeczy uszyte ręcznie są znacznie droższe niż te oferowane w sklepach. Rękodzieło nie może być tanie. Uszycie jednej rzeczy wymaga czasu i zaangażowania, które trudno wycenić. Bluzka uszyta na miarę nigdy nie będzie tak tania, jak t-shirt z sieciówki – podsumowując, że niestety, ale mimo większej świadomości, polscy klienci nadal kierują się ceną.

Drogie rękodzieło

Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na dość często przeceniane rękodzieło czy ogólnie prac rzemieślniczych.

Przykładowe ceny usług i produktów rzemieślniczych

Usługa/przedmiot

Przykładowa cena

Renowacja krzesła tapicerowanego

Od 100 zł

Uszycie bluzki damskiej na miarę

Od 70 zł bez ceny materiału

Uszycie koca dziecięcego o wymiar 80x100 cm z haftem

Od 50 zł

Stolik kawowy (wymiary blatu: 73 x 45 cm), dębowy, wykonany ręcznie

1200 zł

Ręcznie robiony nóż z ostrzem o długości 10 cm

600 zł

Ręcznie wykonane oprawki korekcyjne z drewna polisandrowego

500 zł

Źródło: opracowanie własne Bankier.pl na podstawie ogłoszeń udostępnionych na portalach: allegro.pl, dawanda.pl, olx.pl.

Rzemieślnicy tłumaczą ceny swoich wyrobów między innymi kosztami prowadzenia działalności w Polsce, co jest szczególnie trudne na początku przy niewielkiej liczbie zamówień. Niektórych, tak jak Synowiec, wstrzymują przed podjęciem decyzji o założeniu własnej firmy. – Szycie dla kogoś zawsze wiąże się z ogromną odpowiedzialnością – czy się spodoba, czy na pewno wszystko wyjdzie i nie zmarnuję materiału itd. Ponadto uważam, że rynek rękodzieła jest niedoceniany. Prowadzenie działalności w naszym kraju wiąże się ze stałymi kosztami (m.in. składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne), a na początku trudno o odpowiednią liczbę zamówień, by zarobić chociażby na opłaty – wyjaśnia w rozmowie z Bankier.pl.

Lekarstwem na wspomniane problemy mogą być zmiany, jakie wprowadziła Konstytucja dla biznesu oraz na razie wdrażany pomysł niskiego ZUS-u dla małych przedsiębiorców. Ratunkiem dla wielu może stać się działalność nierejestrowana - osoby prowadzące małe przedsiębiorstwo, które osiągają przychód z firmy nieprzekraczający 50 proc. minimalnego wynagrodzenia, nie będą musiały rejestrować swojej firmy  i tym samym płacić składek na ZUS.

Ponadto ostatnio rząd przyjął projekt tzw. małego ZUS-u dla drobnych firm, który obniża ich składki na ubezpieczenie społeczne z obecnych ponad 1,2 tys. zł do niespełna 660 zł w przypadku najdrobniejszych biznesów. Z nowych rozwiązań ma skorzystać ok. 200 tys. firm. - w pierwszym roku w ich kieszeniach ma zostać ok. 1,5 mld zł – pisaliśmy na łamach Bankier.pl w artykule Rząd przyjął projekt tzw. małego ZUS-u dla drobnych przedsiębiorców.

Weronika Szkwarek

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 0 keena_t

Ja bym chciała odnieść się do kwestii szycia ubrań – uważam, że zdecydowanie liczy się jakość. Firmy produkujące ubrania coraz częściej sięgają po wsparcie profesjonalnych farbiarni, jak np. www.bilo.pl, aby uszlachetniać tkaniny i zapewniać odbiorcom ciuchy dobrej jakości, które posłużą im przez lata.

! Odpowiedz
1 5 bumbumbum

I dwa jak 80% studentów to zarządzanie to mamy co mamy - hahaahahah

! Odpowiedz
2 2 bumbumbum

Lepiej późno niz wcale.


Ale ale to ukroince ni eratuja juz Polski w tych "prostych"pracach?

! Odpowiedz
6 20 rynkitomojapasja

Naprodukowali debili, którzy nic nie potrafią zrobić a teraz szuka się pracowników:(

! Odpowiedz
30 16 aleks__

Na podkarpaciu pracy bez znajomości się nie dostanie a w TVPis i w Polskie Radio24 cały czas słyszę, że pracodawcy muszą dowozić pracowników po 100 km bo tak trudno o pracownika.
NO sory, może dla zbrojarza i cieśli jest praca ale po studiach kto to umie robić? Trzeba wywalić dyplom do kosza i iść do zawodówki. Tylko pytanie czy Państwo odda mi pieniądze za 5 lat studiów i zmarnowany czas bo to państwowa uczelnia była.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 5 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
7 2 aleks__ odpowiada (usunięty)

Będziesz się z tego komentarza tłumaczył w prokuraturze.

! Odpowiedz
0 0 (usunięty) odpowiada aleks__

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
2 12 and00

Po 1. zmień region, nikt Cię e zmusza do mieszkaniu na Podkarpaciu
po 2. Nikt Cię nie zmuszał to kończenia studiów w szczególności takich po których w twojej okolicy nie ma pracy

! Odpowiedz
5 6 nostsherlock odpowiada and00

Jak nagle dużo osób zmieni region z podkarpacia na inny, to zaczną tam zjeżdżać ludzie z Ukrainy, jak będzie dużo Ukraińców na podkarpaciu, to występuje ryzyko powtórzenia scenariusza kojarzącego się z Krymem. Tak się kończy to całe "nikt cię nie zmuszał" i "trzeba było".

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.