W tym tygodniu poseł Janusz Palikot zamierza zapalić jointa w Sejmie i złożyć projekt ustawy depenalizującej posiadanie marihuany. Swoim działaniem chce on sprawdzić, czy w myśl obowiązujących przepisów prokurator odstąpi od ścigania za posiadanie niewielkiej ilości marihuany. Działania Partii Ruchu Palikota można uznać za kontrowersyjne, ale zaproponowana ustawa może być pierwszym dobrym ekonomicznym pomysłem w 2012 r.
Z danych UNODC wynika, że od 3% do 5% światowej populacji w wieku od 15 do 64 lat (125-203 mln osób) używało marihuany choć raz w 2010 roku. Badania ekonomisty Jan van Ours z Uniwersytetu w Tilburgu ilustrują ponadto, że w Szwecji choć raz w życiu użyło marihuanę 21% populacji, zaś w USA współczynnik ten wynosił aż 42%. Jednak w Szwecji obecnie marihuanę spożywa tylko 1% populacji w porównaniu do Hiszpanii, gdzie ten współczynnik wynosi 7%. Odsetek ten nie różni się istotnie od poziomu obserwowanego w Holandii, gdzie spożycie marihuany jest legalne i co sugeruje, że nie jest ona silnie uzależniająca.
Powyższe dane potwierdzają, że zabranianie używania marihuany nie działa i dlatego coraz więcej osób wypowiada się za jej legalizacją, za czym przemawiają także czynniki ekonomiczne. W przypadku legalizacji budżet państwa otrzyma nowe źródło dochodów podatkowych, a równocześnie spadną wydatki związane ze ściganiem osób działających na rynku miękkich narkotyków. Ograny ścigania mogłyby się ponadto skoncentrować na bardziej niebezpiecznych przestępstwach. Legalizacja powinna także ograniczyć korupcję i przemoc występująca na czarnym rynku, który byłby pod lepszą kontrolą i pozwoliłoby to w większym stopniu ograniczyć do niego dostęp młodzieży.
Wyżej wymienione czynniki są przyczyną dlaczego niektóre państwa zdecydowały się na legalizację używania marihuany czy też jej uprawy do użytku własnego. Do pionierów należy Holandia, gdzie można nabyć leganie marihuanę w specjalnych miejscach nazywanych “coffe shop”. Liczba tych podmiotów rosła w Holandii od 1976 r. aż osiągnęła poziom 1500 na początku lat 90-tych XX wieku. Odtąd jednak można zaobserwować spadek ich ilości, co wynika po części także z bardziej restrykcyjnych przepisów odnośnie miejsca ich działalności (np. nie wolno ich otwierać w pobliżu szkół). Dodatkowo rząd holenderski stara się dziś ograniczyć rosnącą „turystykę narkotykową” z państwa sąsiadujących i dlatego rozważa wprowadzenie przepisów pozwalających nabywanie marihuany tylko mieszkańcom Holandii.
Możliwość nabycia marihuany ograniczyła istotnie używanie twardych narkotyków przez młodzież w Holandii. Co prawda komercjalizacja miękkich narkotyków spowodowała wzrost ich konsumpcji jednorazowej, ale nie towarzyszył temu wzrost ich regularnego spożycia. Można zatem przyjąć, że duża część osób chciała tylko spróbować tego narkotyku i nie wpadała potem w uzależnienie. Doświadczenia holenderskie były przyczyną przeprowadzenia referendum o legalizację i opodatkowanie marihuany w stanie Kalifornia w 2010 r., gdzie od 1976 r. za posiadanie małej ilości narkotyku grozi i tak tylko mała kara pieniężna. Kalifornia była także pierwszym z 13 stanów w USA, gdzie od 1996 r. można leganie uprawiać i konsumować marihuanę dla celów zdrowotnych. Stąd można w tym stanie można dziś nabyć legalnie marihuanę w ponad 100 miejscach. Dlatego też podkreślano, że nowe prawo miało przed wszystkim zapewnić dodatkowe dochody dla budżetu stanu Kalifornii z tytułu podatku wysokości 1,5 mld USD, a także oszczędności w pracy policji i więziennictwie w wysokości 250 mln USD rocznie.
Poddana pod referendum ustawa legalizująca konsumpcję otrzymała aż 46,5% poparcia głosujących. Minimalna przegrana była spowodowana, co ciekawe przede wszystkim argumentami ekonomicznymi. Przeciwnicy ustawy wskazywali, że legalizacja miękkiego narkotyku może przyczynić się do wzrostu wydatków na służbę zdrowia, co zaś mogłoby pociągnąć za sobą wzrost podatków. Część z ekonomistów wskazywała jednak, że istnieje małe prawdopodobieństwo wzrostu kosztów zdrowotnych na tyle, aby zniwelować korzyści z dodatkowych przychodów podatkowych. Przeprowadzone w tym celu analizy ekonomiczne ilustrowały, że w następstwie legalizacji dojdzie prawdopodobnie do spadku cen detalicznych marihuany na rynku nawet o 80%, przy czym oczekiwano równocześnie wzrostu jej konsumpcji. Spadek cen detalicznych zależałby jednak w dużym stopniu od wysokości opodatkowania sprzedaży marihuany, co zdaniem ekonomistów było bardzo istotne i trudne do rozwiązania w praktyce. Z jednej strony podatek ten powinien być na tyle wysoki, aby zniechęcać konsumpcję. Z drugiej powinien on być na tyle niski, aby ograniczyć czarny rynek. Zatem w USA dyskusja o legalizację marihuany miała głównie wymiar ekonomiczny i dlatego oczekuje się obecnie, że wiele stanów zdecyduje się na referendum o legalizację marihuany i opodatkowanie jej sprzedaży wraz z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w 2012 r.
Za legalizacją marihuany przemawiają dziś przede wszystkim czynniki finansowe i dlatego projekt ustawy Ruchu Palikota należy uznać za pierwszy rozsądny projekt ekonomicznych w tym roku w Polsce. Przy czym czynniki zdrowotne nie powinny być ignorowane, ale obecnie brak tu jednoznacznych wyników badań wskazujących na szczególną szkodliwość tego narkotyku. Na rynku ponadto dostępny jest także niezdrowy alkohol i tytoń, a nikt nie oponuje za ich prohibicją. Niestety w Polsce dotychczas dyskusja w tym obszarze miała charakter populistyczny a nie ekonomiczny, bo jak już legalizować miękkie narkotyki to i opodatkować ich sprzedaż.
Dr Oskar Kowalewski jest adiunktem w Instytucie Gospodarki Światowej SGH oraz współzałożycielem Polskiego Instytut Nadzoru Korporacyjnego (www.pink.waw.pl)





























































