Uziemione samoloty, popyt szoruje po dnie, horyzontu ożywienia nie widać - to nie jest opis czasów covidowych lockdownów, ale diagnoza sytuacji, w której znalazła się branża lotnicza przez przedłużający konflikt na Bliskim Wschodzie. Zdaniem ekspertów już niebawem posypią się upadłości przewoźników.


Musimy być gotowi na wszelkie ryzyko związane z obszarami, okręgami, jurysdykcjami i sytuacją geopolityczną – powiedział miliarder z Dubaju i jednocześnie założyciel Avia Solutions Group Gediminas Ziemelis w wywiadzie dla agencji Bloomberg.
Jeśli sytuacja potrwa dłużej niż miesiąc, możemy być świadkami pierwszych bankructw linii lotniczych - dodaje.
Główny powód nikogo nie zdziwi - to ceny paliw, które biją kolejne rekordy, a z kolei kolejne obietnice szybkiej deeskalacji konfliktu można sobie wsadzić do teczki innych obietnic Trumpa. Jak zaznacza Ziemelis, paliwo stanowi zazwyczaj około 25 proc.kosztów operacyjnych linii lotniczych. Od początku konfliktu ceny ropy wzrosły o prawie 50 proc., osiągając poziom około 100 dolarów za baryłkę. To z kolei przekłada się na realne cięcie kosztów przez przewoźników albo poprzez wprowadzenia dodatkowych opłat, albo redukcję siatki połączeń.
Przeczytaj także
Lotniczy giganci liczą straty i szykują się na najgorsze
Najbardziej koszty te uderzyły w linie lotnicze z siedzibami na Bliskim Wschodzie. Oprócz wyżej wymienionych problemów, latały im jeszcze nad lotniskami rakiety i drony, przez które odwołano tysiące lotów. Firmy takie jak Qatar Airways, Gulf Air, flydubai i Air Arabia przeprowadzają wewnętrzne przeglądy w celu obniżenia kosztów i zachowania płynności finansowej, ponieważ każdego dnia tracą miliony dolarów przychodów.
Jednak miliarder zwrócił uwagę na ożywienie sektora lotniczego po pandemii, przypominając, że kryzysy mogą również stwarzać możliwości.

- Wszystkie firmy, które przetrwały COVID-19, osiągnęły rekordowe zyski. Czasami więc kryzys jest szansą - zaznaczył w wywiadzie dla Bloomberga.
Przeczytaj także
Turyści rezygnują z urlopu w Grecji, Turcji i na Cyprze
To jednak jest śpiew przyszłości. Na razie liczba rezerwacji na loty na Bliski Wschód spadła o 63 proc., średnie stawki za nocleg poleciały o 28 proc., a wskaźnik rezygnacji wzrósł o 163 proc. Loty do Dubaju świecą pustkami, a popularne kurorty, które do tej pory przyciągały atrakcyjnymi cenami, zmieniły się w "miasta-widma".
Wpływ wojny odczuły również inne sąsiednie atrakcje turystyczne – w miarę jak konflikt trwa, rezerwacje hotelowe na Cyprze spadły o 40 procent. Według danych amerykańskiej firmy AirDNA, która śledzi tego typu rezerwacje, dzienny wskaźnik rezygnacji z wynajmu krótkoterminowego na Cyprze wzrósł z około 15 proc. przed konfliktem do aż 100 proc.w kolejnych dniach. Spadki, choć mniejsze, odnotowała także Grecja i Turcja.
Turcja i Egipt nie doczeka się swojego "last minute"? Wojna rewiduje plany wakacyjne
Sytuacja na Bliskim Wschodzie nie wygląda, by zmierzała ku deeskalacji. Dodatkowo zeszłotygodniowe izraelskie uderzenie w irańskie okręty na Morzu Kaspijskim czy atak dokonany przez irańskie drony na Cyprze pokazały, że geograficznie mocno zawężą się "spokojny teren na urlop". Czy wakacje w Turcji i Egipcie zostaną odłożone "na po wojnie"?
opr. aw





















































