REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Lachowski na celowniku: prezes BRE tłumaczy, że nie jest wielbłądem

2005-10-11 13:49
publikacja
2005-10-11 13:49
Dodaj Bankier.pl w Google
Ostatnie dni nie należą chyba do najprzyjemniejszych dla Sławomira Lachowskiego, prezesa BRE Banku. Chodzi o hobby – lotnictwo.

Przyszły nowy rząd w postaci PiS-u i PO zakwestionował bowiem fachowość ministra Sochy, który powołał Lachowskiego do Rady Nadzorczej LOT-u. Zarzut? Totalny brak doświadczenia Lachowskiego w transporcie lotniczym, a tym samym ominięcie procedury wyboru do RN spółek z udziałem skarbu państwa.

Zarzut jest poważny i przy takich argumentach trudno się bronić. Na nic zdały się tłumaczenia, że prezes BRE Banku jest fachowcem od finansów, a takiego potrzeba również w takiej spółce. Nie wspomniano też nic o Centralwingu, gdzie mogłaby się przydać jego wiedza i doświadczenie. Politycy z obu partii stwierdzili, że jeśli Socha ma honor, to Lachowskiego powinien natychmiast usunąć. Jeśli nie ma na tyle honoru – zrobi to za niego przyszły minister. Jednym słowem awantura na całego, co niekoniecznie służy samemu zainteresowanemu i instytucji przez niego kierowanej.

W ogóle bardzo ciekawą sprawą jest wyciągnięcie przykładu Lachowskiego. Odpowiednie egzaminy potrzebne do zasiadania w radzie nadzorczej ma dawno zdane, wiec zarzuty polityków POPiS-u są delikatnie mówiąc nieuprawnione. Posługując się słowami Artura Zawiszy, posła PiS-u, przychodzą do głowy najgorsze podejrzenia o kompetencje, ale tych posłów. Zawisza gardłował, że należy przestrzegać zasad zdanego egzaminu. Za przykład dał właśnie Lachowskiego, bo tak wyczytał w „Wyborczej”. Problem właśnie w tym, że Lachowski taki egzamin ma. Zupełnie zaś inną sprawą jest potrzebne doświadczenie przy zasiadaniu w radach nadzorczych. Tutaj poseł także popisuje się brakiem kompetencji. Rada Nadzorcza, to nie zarząd. W ferworze walki politycznej nie zauważono też (lub nie chciano?), że w takiej spółce jak LOT, która od dawna ma problemy finansowe, fachowiec od tych spraw z całą pewnością się przyda. Z jednej strony przewoźnik kupuje nowe samoloty, z drugiej wchodzi na nowy rynek, jakim są tanie linie lotnicze. W obu przypadkach doświadczenie Lachowskiego jest bardzo przydatne. No ale zarzut polityków jaki był, każdy słyszał.

Dlaczego wykorzystano akurat przykład Lachowskiego? Jego nazwisko padło w odpowiedzi Ministerstwa dla "Gazety Wyborczej". Problem w tym, że jest to przykład błędny. Ten kandydat akurat egzamin ma dawno za sobą, potrzebne doświadczenie też, więc do całej politycznej awantury pasuje jak pięść do oka. Politykom to akurat zupełnie nie przeszkadzało i z lubością mówili co wiedzieli. A jak widać wiedzieli niewiele. Tym samym można się spodziewać, że raport otwarcia na temat kadr w spółkach państwowych będzie miał swoją wartość, porównywalną do tego, który kiedyś zrobiło SLD.

I pomimo tego, że szybko okazało się, iż akurat przykład Lachowskiego do całej sytuacji zupełnie nie pasuje, wszyscy już z niego konsekwentnie korzystali, a on sam musi udowadniać, że nie jest wielbłądem. I jak tu nie mówić, że media kreują rzeczywistość (bo o jakości naszej klasy politycznej, to chyba nie ma nikt już wątpliwości).

Trafienie na czołówki gazet i telewizyjnych dzienników i świecenie oczami za pomyłkę Ministerstwa, to nie jedyny ostatnio problem Lachowskiego. Jak usłyszeliśmy, od piątku w całym kraju ruszyła kontrola Inspekcji Pracy do placówek MultiBanku. Zarzuty dość poważne – z jednej strony bank nie wypłaca pieniędzy za nadgodziny (no ale to normalka w sektorze bankowym), z drugiej tak reklamowane ostatnio w TVN24 placówki nie spełniają wymogów BHP. Inspekcja ma zastrzeżenia m.in. do oświetlenia placówek, oraz do tego, że kasy są za blisko wejścia. Jednym słowem – do tematu PIP podszedł dość ostro i można spodziewać się, że jak już zaczął szukać, to pewnie coś znajdzie.

Wiadomość pochodzi z Hyde Park-u serwisu PRnews.pl.
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki