Piątek trzynastego okazał się fortunny dla notowań złota. Kurs żółtego metalu po raz pierwszy od ponad dwóch tygodni znalazł się powyżej 1.300 dolarów za uncję. Paradoksalnie stało się tak za sprawą niższej od oczekiwań inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych.


Losy piątkowej sesji rozstrzygnęły się o godzinie 14:30, gdy na rynku pojawił się zestaw danych makroekonomicznych z Ameryki. O ile informacja o znacznie wyższej od oczekiwań sprzedaży detalicznej raczej złotu nie pomagała, o tyle dane o inflacji CPI momentalnie podbiły notowania kruszcu o 10 dolarów na uncji.
Amerykańskie Biuro Statystyki Pracy (BLS) podało, że na skutek silnego wzrostu cen paliw wrześniowa inflacja CPI przyspieszyła z 1,9% do 2,2%. To o 0,1 pkt. proc. mniej niż spodziewali się ekonomiści. Teoretycznie słabszy wzrost inflacji cenowej powinien być negatywną informacją dla złota, które zwykło drożeć w okresach przyspieszającego tempa spadku siły nabywczej dolara.
Ale tym razem odwrotna reakcja rynku ma swoje uzasadnienie. Inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych w 2017 roku wyraźnie przyspieszyła i wydaje się, że po raz pierwszy od 5 lat trwale powróciła powyżej 2%. W związku z tym realne stopy procentowe w USA pozostają ujemne. A nieco niższy od oczekiwań odczyt CPI zdejmuje nieco presji z Rezerwy Federalnej w kwestii nadchodzących podwyżek stóp. W efekcie przyszłe realne stopy procentowe w Ameryce mogą się okazać niższe, niż sądzono przed publikacją raportu BLS.
W rezultacie notowania kontraktów terminowych na złoto zwieńczyły dzień wzrostem ponad 0,7%, kończąc cały tydzień powyżej bariery 1.300 dolarów za uncję. Notowania królewskiego metalu zamknęły nad kreską szóstą sesję z rzędu po tym, jak pod koniec ubiegłego tygodnia wyznaczyły dwumiesięczne minimum.
Niemniej jednak obserwowany w tym tygodniu przeszło 2-procebntowy wzrost kursu złota nie musi oznaczać zakończenia spadkowej korekty. Nad rynkiem wciąż wisi perspektywa grudniowej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, której szanse rynek terminowy wycenia obecnie na 83% (czyli o 5 punktów procentowych niżej niż jeszcze na początku tygodnia).
Pozytywnie na ceny metali szlachetnych może za to wpływać zaczepna polityka Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie. Amerykański prezydent gotów jest zerwać układ nuklearny z Iranem, jaki zawarła administracja Baracka Obamy. Taki krok groziłby wybuchem nowego konfliktu zbrojnego w tym regionie, zwiększając napięcie geopolityczne, co zwykło premiować złoto jako inwestycyjną „bezpieczną przystań”.
Krzysztof Kolany



























































