Kwietniowe statystyki inflacji CPI w krajach Europy Środkowej ponownie przekroczyły oczekiwania analityków. To zwiększa szanse na mocniejsze podwyżki stóp procentowych w regionie i sprzyja aprecjacji złotego.


W Czechach szaleje najwyższa inflacja CPI od 30 lat, która w kwietniu sięgnęła aż 14,2%, o cały punkt procentowy przekraczając rynkowy konsensus. O pół punktu wyższa od prognoz ekonomistów okazała się węgierska inflacja CPI. Dziś rano inflacyjna niespodzianka nadeszły z Rumunii, gdzie wskaźnik CPI w rok poszedł w górę o 13,76% (oczekiwano 11,15%).
Mamy więc całą serię danych potwierdzających realizację najgorszego scenariusza inflacyjnego. Ceny rosną już w galopującym tempie, zmuszając do reakcji bankierów centralnych. Stawki FRA wyceniają, że do końca roku stopy w Czechach dotrą do 6,75% (obecnie: 5,75%), a w Polsce do 7,7% (obecnie 5,25%). Oznaczałoby to jeszcze przynajmniej trzy mocne podwyżki stopy referencyjnej NBP w najbliższych miesiącach.
Takie dane i oczekiwania wsparły próbę odreagowania okresu wyjątkowej słabości polskiego złotego. W środę rano kurs euro obniżył się do 4,6634 zł, co oznacza spadek o 1,5 grosza po zniżce o jeden grosz we wtorek. W dalszym ciągu kurs EUR/PLN utrzymuje się w przedziale 4,60-4,70 zł, co rzecz sygnalizuje głęboką słabość polskiej waluty.

Wciąż bardzo mocny jest dolar amerykański, na parze z euro notowany blisko 5-letnich minimów. Natomiast indeks dolara utrzymuje się blisko najwyższych poziomów obserwowanych po 2002 roku. W rezultacie za amerykańską walutę na polskim rynku dziś rano trzeba było zapłacić 4,4231 zł. Co prawda to o dwa grosze mniej niż dzień wcześniej, lecz wciąż są jedne z najwyższych notowań „zielonego” w ostatnich 20 latach.
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,4596 zł, czyli wciąż blisko najniższych poziomów od wybuchu wojny na Ukrainie. Funt brytyjski taniał o 1,5 grosza, osiągając cenę 5,4550 zł. Także w tym przypadku były to jedne z najniższych wartości od 24 lutego.
KK




























































