Pomimo obowiązywania cen maksymalnych na paliwa i niektóre artykuły spożywcze inflacja CPI na Węgrzech wzrosła mocniej, niż się tego spodziewała większość ekonomistów.


Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych w kwietniu były średnio o 9,5% wyższe niż w analogicznym miesiącu roku ubiegłego – podał węgierski Centralny Urząd Statystyczny (KSH). To najwyższy odczyt od maja 2007 roku oraz wyższy od 8,5% odnotowanych w marcu.
Był to także rezultat wyraźnie wyższy od oczekiwanych przez ekonomistów 9,0%. To dość częsty przypadek, gdy w ostatnich miesiącach statystyki inflacyjne w całym regionie Europy Środkowej (i zresztą nie tylko tam) zaskakiwały w górę.
Jednakże statystyki KSH nie oddają jednak w pełni węgierskiej rzeczywistości gospodarczej. W listopadzie rząd premiera Orbana wprowadził maksymalne ceny na paliwa. W styczniu na przedwyborczy okres 3 miesięcy wprowadzono też urzędowe ceny maksymalne na kilka podstawowych produktów żywnościowych i następnie pod koniec kwietnia przedłużono ten ukaz o kolejne dwa miesiące (tj. do końca lipca).
Najwyraźniej niewiele to pomogło, ponieważ w kwietniu ceny żywności poszły w górę aż o 15,6% w ujęciu rocznym oraz o 3,4% względem marca. Mocno podrożała margaryna (o 38% rdr), chleb, drób i ser (po 27-30% rdr), ale też jajka (o 26,7%), mleko i nabiał (22,5%). Ceny dóbr trwałych poszły w górę o 11,1% rdr. Natomiast „regulowane” ceny paliw były tylko o 12,7% wyższe niż przed rokiem, co sztucznie zaniżało węgierski CPI (dla porównania w Polsce paliwa były o 27,8% droższe niż przed rokiem).
Węgry są drugim krajem naszego regionu, który pokazał statystyki inflacji CPI za kwiecień. GUS już wcześniej ogłosił, że według wstępnych szacunków inflacja konsumencka w Polsce przekroczyła 12% i to pomimo obniżki stawek VAT na żywność, paliwa i energię. Jeszcze mocniejszą inflacyjną niespodziankę pokazali Czesi, gdzie wskaźnik CPI w ciągu 12 miesięcy podjechał o 14,2% wyżej (oczekiwano 13,2%).
Od roku cały region Europy Środkowej boryka się z bardzo wysoką i niewidzianą od lat inflacją cenową. Aby okiełznać tempo spadku siły nabywczej pieniądza, do akcji już kilka miesięcy temu wkroczyły banki centralne. Pierwszy na antyinflacyjną krucjatę wyruszył Narodowy Bank Czech, który w maju ponownie zaskoczył rynek mocną podwyżką stóp procentowych (do 5,75%). Koszty kredytu w górę poszły także w Polsce, aczkolwiek była to podwyżka słabsza od oczekiwań (do 5,25%). Natomiast Narodowy Bank Węgier podtrzymał 1-tygodniową depozytową stopę procentową na poziomie 6,45%.
KK




























































