Czwartkowy poranek przyniósł kontynuację osłabienia złotego. Na parze z euro polska waluta jest najsłabsza w tym miesiącu. Mocno w górę poszły też notowania dolara amerykańskiego.


W czwartek o 11:19 kurs euro kształtował się na poziomie 4,5734 zł, a wiec o 1,5 grosza wyżej niż dzień wcześniej. Przez ostatni tydzień euro podrożało już o 7 groszy, reagując na wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego i innych członków Rady Polityki Pieniężnej, którzy pomimo ponad 5-procentowej inflacji nie chcą porzucić polityki zerowych stóp procentowych.
Od trzech miesięcy kurs euro porusza się w paśmie 4,50-4,60 zł. Patrząc w szerszej perspektywie, złoty pozostaje słaby od marca 2020 roku. Przyzwyczailiśmy się już, że kurs euro regularnie przekracza poziom 4,50 zł. Czyli wartość, którą przed koronakryzysem obserwowaliśmy jedynie okazjonalnie i tylko podczas najostrzejszych faz globalnego kryzysu finansowego.
- Ostatnie posiedzenie RPP i konferencja prezesa Glapińskiego schłodziły zakłady na szybką zmianę kosztu pieniądza w Polsce. W związku z tym, polski złoty nie zareagował na środową publikację CPI i utrzymał wobec głównych walut notowania zbliżone do tych z poprzedniej sesji. Złoty jest w ostatnim czasie relatywnie słabszy od forinta czy CZK, gdyż węgierskie i czeskie władze zdecydowały się na zaostrzenie polityki pieniężnej w celu przeciwdziałania inflacji przekraczającej wyznaczony cel - napisano w raporcie rynkowym banku PKO BP.

Oprócz proinflacyjnej polityki monetarnej NBP złotemu szkodzi umacniający się dolar. Kurs EUR/USD spadł poniżej 1,18, co na polskim rynku przełożyło się na blisko 3-groszową zwyżkę notowań „zielonego”. W czwartek rano za dolara trzeba było zapłacić 3,8851 zł, czyli także najwięcej w tym miesiącu.
Po przeszło jednogroszowej zwyżce poziom 4,20 zł przekroczyły notowania franka szwajcarskiego. Funt brytyjski wart był 5,3641 zł, a więc o trzy grosze wyżej niż dzień wcześniej.
KK/PAP




























































