[...] Na pozór wydaje się, że podniesienie VAT o jeden procent będzie plastrem na ranę, bo niewiele pomoże budżetowi (5 mld złotych to nie jest dużo). Myślę jednak, że kluczem do zrozumienia tej decyzji jest to, co powiedział premier Donald Tusk „musimy sobie kupić czas”. Rok 2011 będzie trudny nie tylko dlatego, że jest to rok wyborczy. To „kupowanie czasu” zostało wpisane właśnie w tę sprawę, ale według mnie nie tylko o to chodzi. W 2011 roku (jak już nieraz pisałem) rynki finansowe będą szukały kolejnej ofiary. Wiele krajów obniży swoje deficyty, a Polska zamiast wyspą może się stać rafą, o którą wielu inwestorów się rozbije.Rząd tłumaczy swoje działania tym, że musimy mieć pieniądze, by móc korzystać z funduszy unijnych. Moim zdaniem to nieprawda. Na taki cel można np. zaciągnąć pożyczkę w rocznych bonach skarbowych. My chcemy pokazać, że jesteśmy w środku drogi między USA (nie ograniczać wydatków to ich motto), a UE (ciąć wydatki, ograniczać deficyty) i ostrzejszych działań nie potrzebujemy. Poza tym rząd robi wszystko, żeby jak najmniej antagonizując wyborców nie dopuścić do przekroczenia progu ostrożnościowego 55 proc. zadłużenia w stosunku do PKB. Jeśli będziemy mieli szczęście (ta ekipa na razie je ma) to taki manewr może się udać, ale tylko wtedy, jeśli w 2011 roku nie będzie na świecie drugiego uderzenia recesji.































































