Problemy z kredytami walutowymi w Hiszpanii, Chorwacji i na Węgrzech skłoniły niektórych polityków do głosów, że klienci banków nie byli świadomi, co się im sprzedaje. Tymczasem ponad połowa badanych przez Bankier.pl kredytobiorców twierdzi, że była świadoma, iż w przyszłości zmienić się może zarówno rata kredytu, jak i wartość długu.
Kredytobiorcy, którzy wybrali helwecką walutę zamiast złotego dziś mają za sobą już kilka lat doświadczenia. W badaniu „Życie z frankiem” poprosiliśmy ich o przypomnienie sobie, co zdecydowało o wyborze takiego a nie innego produktu. Mieli przecież wybór, a od połowy 2006 roku banki były zobligowane do zaproponowania potencjalnym kredytobiorcom w pierwszej kolejności zobowiązania w złotych. Kredyty w złotych wypadały jednak blado w starciu z produktami noszącymi metkę „CHF”.
Najważniejsze pytanie – ile będę płacił co miesiąc?
Wskazania respondentów nie pozostawiają złudzeń – dla frankowiczów najważniejsza była wysokość raty. To właśnie na ten, raczej niezbyt stabilny czynnik zwróciło uwagę czterech na pięciu badanych. Co czwarty z respondentów pokusił się o samodzielne sprawdzenie parametrów kredytu, a 24 proc. wzięło pod uwagę rekomendacje pośrednika finansowego lub doradcy w banku.
| »KNF: kredyty we frankach bez pomocy |
Czynniki, które zdecydowały o wyborze przez badanych kredytu we frankach (można było wskazać kilka odpowiedzi)


Źródło: „Życie z frankiem. Diagnoza” – Bankier.pl.
W czasach wysokich stóp procentowych jedną z niekwestionowanych zalet kredytu we frankach była także możliwość „podpompowania” zdolności kredytowej. Mimo że banki w szczycie hipotecznego boomu i tak musiały rezerwować sobie dodatkowy bufor bezpieczeństwa podczas obliczania maksymalnej zdolności kredytowej, to wybór helweckiej waluty pozwalał na zakup większego mieszkania. Jednak ten czynnik nie okazał się dla badanych pierwszoplanowy – na kwestię zdolności kredytowej uwagę zwróciło zaledwie około 20 proc. respondentów.
Ryzyko było znane?
Tylko dla znikomego odsetka badanych wybór waluty nie miał większego znaczenia. Można zatem podejrzewać, że tej kwestii większość poświęciła co najmniej chwilę refleksji. Pojęcie ryzyka walutowego nie musi być znane przeciętnemu zjadaczowi chleba, ale ponad połowa badanych twierdzi, że była świadoma, iż w przyszłości zmienić się może zarówno rata kredytu, jak i wartość długu.
Rozkład odpowiedzi na pytanie „Czy Twoim zdaniem w momencie zaciągania kredytu zostałeś wystarczająco poinformowany o tym, jak może zmienić się rata i wartość długu w przyszłości?”

Źródło: „Życie z frankiem. Diagnoza” – Bankier.pl
Złote czasy kredytów we franku, to także czasy agresywnej sprzedaży hipotek. Zdaniem sporej części badanych sprzedawcy niewystarczająco podkreślali niebezpieczeństwa płynące z wyboru waluty obcej.
Świadomi i zadowoleni z decyzji
Świadomość ryzyka walutowego okazała się mocno skorelowana z zadowoleniem z podjętej decyzji. W całej grupie badanych 53 proc. twierdzi, że nie żałuje swojego wyboru, a 21 proc. wybrałoby alternatywę w krajowej walucie.
Rozkład odpowiedzi na pytanie „Czy z dzisiejszej perspektywy uważasz, że zaciągnięcie kredytu we frankach było dobrą decyzją?”

Źródło: „Życie z frankiem. Diagnoza” – Bankier.pl
Spośród badanych, którzy twierdzili, że wiedzieli na co się decydują aż 70 proc. deklaruje, że nie żałuje swojego kroku. Osoby wskazujące, że nie zostały dostatecznie poinformowane należą raczej do rozczarowanych skutkami swojego wyboru – 37 proc. wybrałoby dziś kredyt w złotych, a zaledwie 27 proc. nie czuje żalu. W tym przypadku jednak trudno dociec czy niezadowoleni z kredytu szukają winnych (wskazując na doradców finansowych), czy może zadziałała tu odwrotna zależność i stali się oni ofiarą tzw. nietrafionej sprzedaży.

Michał Kisiel, analityk Bankier.pl





























































