W apogeum walki z epidemią koronawirusa Chiny zanotowały deficyt na rachunku bieżącym. To dopiero czwarty taki wynik w tym stuleciu. Zdecydowanie spadły również zagraniczne inwestycje bezpośrednie za Murem i chińskie za granicą.


W pierwszych trzech miesiącach roku Państwo Środka zanotowało 29,7 mld dol. deficytu na rachunku bieżącym - wynika ze wstępnych szacunków Ludowego Banku Chin. Był to czwarty ujemny wynik w ciągu ostatnich dwóch dekad. Poprzednio "pod kreską" Chińczycy znaleźli się w drugim kwartale 2001 r. oraz w pierwszym i drugim kwartale 2018 r., z czego dwa "wiosenne" odczyty były na kosmetycznych minusach. Tegoroczny deficyt sięgnął 1 proc. PKB, ten sprzed dwóch lat był nieco głębszy - wyniósł 1,3 proc. PKB.
Saldo rachunku bieżącego ilustruje równowagę zewnętrzną i wewnętrzną państwa. Z jednej strony, ukazuje szerszy obraz wymiany zagranicznej niż sam handel towarowy, ponieważ uwzględnia również m.in. obroty usługami oraz dochody krajowych firm z działalności poza rynkiem macierzystym i zagranicznych na rynku krajowym, a także analogiczne wynagrodzenia pracowników. Z drugiej, obrazuje różnicę między oszczędnościami i inwestycjami podmiotów działających w danym państwie.
Informacje Ludowego Banku Chin (PBOC) oraz tamtejszego urzędu celnego już teraz pozwalają nam przyjrzeć się rachunkowi bieżącemu z pierwszej perspektywy.
Tradycyjnie siłą napędzającą nadwyżkę Państwa Środka są obroty towarowe. Tymczasem w I kwartale chińska nadwyżka w tym obszarze wyniosła zaledwie 26,4 mld dol. - najmniej od 8 lat. Eksport skurczył się o ponad 11 proc. rdr i spadł do najniższego poziomu od 4 lat. Z kolei import zmniejszył się tylko o niespełna 2,5 proc. - szacuje PBOC.
To na pierwszy rzut oka o tyle dziwne, że w apogeum walki z epidemią koronawirusa za Murem popyt na zagraniczne towary powinien spadać szybciej niż popyt w innych zakątkach świata na produkty z Państwa Środka - wszak aktywność gospodarcza spadła tam w tym okresie najmocniej. Tyle teorii. W praktyce, co pokazują bardziej szczegółowe dane chińskich celników, Chińczycy gromadzili zapasy i, przynajmniej w styczniu, starali się usatysfakcjonować Donalda Trumpa. Z kolei silniejsze tąpnięcie eksportu mogło wynikać z wolniejszego wznawiania działalności po Nowym Roku z powodu ograniczeń administracyjnych w przepływie ludzi i towarów (półproduktów), co zaburzyło łańcuchy produkcyjne.
Za tylko minimalnym spadkiem importu stały przede wszystkim większe zakupy dwóch najważniejszych "surowców" - ropa oraz chipy, a także m.in. mięsa oraz wzrost cen żelaza.
Za Mur trafiło o 5 proc. więcej "czarnego złota" niż rok wcześniej, za co zapłacono o 8 proc. więcej niż rok wcześniej. W statystykach nie widać zatem ani efektu mniejszego popytu z powodu ograniczenia aktywności w czasie lockdownu i powolnego odmrażania gospodarki, ani głębokiego spadku cen ropy naftowej, który miał miejsce w marcu. Prawdopodobnie w I kwartale "dopinano" po prostu wcześniejsze zamówienia, po starych cenach. Dane za kwiecień i inne informacje płynące z Chin wskazują zresztą, że Pekin nie zamierza ograniczać importu. Wręcz przeciwnie, wykorzystuje niskie ceny do zwiększenia zapasów. Gdyby nie ograniczone możliwości składowania surowca (szczególnie w pobliżu wybrzeża), zapewne kupowałby jeszcze więcej, nie przejmując się spadkiem bieżącego zapotrzebowania.
Podmioty działające za Murem wydały też o ponad 10 proc. więcej niż rok temu na chipy. A to i tak stosunkowo niewiele, zważywszy na to, że sprowadziły ich o ponad jedną trzecią więcej. I w tym wypadku wykorzystuje się fakt, że układy scalone są tanie.
Oprócz ropy i chipów, odpowiadających w sumie za ponad ćwiartkę importu do Państwa Środka, zdecydowanie wzrosły wydatki na żelazo - o 15 proc. przy utrzymaniu nabytej ilości - oraz mięso. Tego ostatniego Chińczycy kupili prawie dwa razy więcej niż na początku 2019 r., płacąc za to blisko 2,5 raza więcej. Jest to efekt niedobór na krajowym rynku, spowodowanych afrykańskim pomorem świń, który zdziesiątkował tamtejszą populację trzody chlewnej i doprowadził do znaczącego ograniczenia podaży wieprzowiny i gwałtownego wzrostu jej cen nie tylko w Chinach, ale i na świecie.
Wśród danych o handlu w podziale na kraje zwracają uwagę liczby dotyczące wymiany ze Stanami Zjednoczonymi. W styczniu Pekin zobowiązał się, na mocy umowy "pierwszej fazy" podpisanej przez prezydenta Trumpa i wicepremiera Liu, do znaczącego zwiększenia zakupów za Oceanem. W efekcie, pomimo koronawirusa, import z USA w całym kwartale spadł tylko o niespełna 4 proc. I choć wynik zapewne wywołuje wściekłość lokatora Białego Domu to i tak jest zapewne lepszy, niż mógłby być, gdyby nie porozumienie handlowe. Chińczycy nieźle wywiązali się z umowy w zakresie płodów rolnych - import soi wzrósł trzykrotnie - i mięsa (sześciokrotnie).
Podczas gdy nadwyżka towarowa zmniejszyła aż o dwie trzecie w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku, to deficyt w obrocie usługami spadł "zaledwie" o jedną czwartą. To wynik dość zaskakujący - za większość ujemnego salda w tym obszarze odpowiadają bowiem usługi turystyczne. W poprzednich kwartałach Chińczycy wydawali na zagraniczne wojaże po 60-70 mld dol. W apogeum walki z rozprzestrzeniającym się Covid-19 podróże niemal ustały. Tak z powodu ograniczeń po stronie chińskiej, jak i decyzji rządów zagranicznych czy samych linii lotniczych.
Tymczasem ze statystyk PBOC wynika, że w pierwszych trzech miesiącach roku Chińczycy wydali na zagraniczne podróże ponad 46 mld dol. Mimo że to o 30 proc. mniej niż rok wcześniej, to i tak całkiem sporo zważywszy na okoliczności.
Dane o chińskim imporcie usług turystycznych od lat budzą poważne wątpliwości. Prawdopodobnie kryje się w nich import towarów oraz eksport kapitału. Wprowadzona w 2014 r. metoda szacowania wartości wydatków może wyraźnie je zawyżać. Być może właśnie z tego wynika nadal dość wysoka, choć najniższy odkąd nowa formuła obowiązuje, kwota w I kwartale.
Pierwszy kwartał jest tradycyjnie najsłabszym okresem dla chińskiego eksportu, co skutkuje presją na obniżenie nadwyżki na rachunku bieżącym. W tym roku eksport "oberwał" nawet mocniej niż zwykle, natomiast import trzymał się całkiem nieźle. Jak będzie w kolejnych okresach?
Dysponujemy już danymi urzędu celnego za kwiecień, gdy sytuacja się odwróciła - to sprzedaż za granicę zaskoczyła na plus i była wyższa niż przed rokiem. To jednak w sporej mierze efekt bazy - niskiego poziomu eksportu w kwietniu 2019 r. i pierwszym kwartale bieżącego. Utrzymanie nad kreską w kolejnych miesiącach będzie sporym wyzwaniem, bo w popyt za granicą uderzają decyzje władz i ludności starających się zatrzymać pandemię koronawirusa.
Z kolei tzw. słabość importu powinna się pogłębić, głównie z powodu spadku cen ropy (Chiny są największym beneficjentem taniejących surowców), ale i obniżonego popytu za Murem - aktywność gospodarcza wciąż nie wróciła i prędko nie wróci do poziomów sprzed roku. Na zdecydowanie niższym poziomie niż w ostatnich latach powinien się utrzymywać również import usług turystycznych, który zawsze mocno ciąży rachunkowi bieżącemu.
Powyższa perspektywa uwypukla znaczenie czynników koniunkturalnych, natomiast wspomniana wcześniej perspektywa równowagi wewnętrznej podkreśla rolę czynników strukturalnych. Deficyt na rachunku bieżącym oznacza, że inwestycje przeważyły nad oszczędnościami, czyli nieskonsumowaną częścią dochodów. To o tyle zaskakujące, że wydawało się naturalne, że w okresie walki z epidemią konsumpcja spadnie silniej od dochodów (czyli stopa oszczędności wzrośnie), a inwestycje w okresie lockdownu nie zwiększą się bardziej. Na razie dysponujemy odczytem za jeden kwartał, poczekajmy z oceną na kolejne.
Chiny od lat kroczą w stronę równowagi wewnętrznej i zewnętrznej. Dwa lata temu wydawało się, że mogą na dłużej zagościć w gronie krajów notujących regularne deficyty na rachunku bieżącym, jak choćby Stany Zjednoczone. Jednak z wielu przyczyn wzrost konsumpcji i obniżka oszczędności nie postępuje tak szybko, jak chciałby Pekin. A inwestycje, choć nadal relatywnie bardzo wysokie, też nie mają przestrzeni do zdecydowanego wzrostu - przynajmniej dopóty, dopóki władze się nie złamią i nie uruchomią wielkiego pakietu stymulacyjnego.
Poza tym w okresie kryzysu gospodarczego nie jest łatwo zrezygnować z silnika wzrostu, nawet jeśli nie jest on już tak silny jak przed laty, czyli eksportu. Nadwyżka na rachunku bieżącym przez lata wspierała dynamiczną ekspansję kredytową (i zagraniczną chińskich firm), umożliwiając utrzymanie stabilnego kursu juana. Teraz będzie to znów szczególnie potrzebne.
Trzeszczą globalne łańcuchy produkcji
Obok rachunku bieżącego elementem bilansu płatniczego są również rachunki: kapitałowy i finansowy. Szczególnie ciekawy jest ten ostatni - w jego skład wchodzą informacje o inwestycjach. Ze wstępnych szacunków PBOC wynika, że w I kwartale do Chin napłynęło zaledwie 33,6 mld dol. w formie inwestycji bezpośrednich (BIZ), o blisko 30 proc. mniej niż rok wcześniej. Oczywiście duży wpływ na taki wynik miała zapewne epidemia koronawirusa, tym niemniej patrząc w perspektywie 12 miesięcy w tej formie zagraniczny biznes ulokował za Murem nieco ponad 140 mld dol., najmniej od ponad dekady.
Tak jak pisaliśmy pół roku temu, dane mogą świadczyć o tym, że zagraniczne podmioty rzadziej decydują się na faktyczny rozwój biznesu za Murem lub częściowo wycofywać się z ChRL.
Od dłuższego czasu lokowanie kapitału w działalność produkcyjną w Państwie Środka wiąże się z szybko rosnącymi kosztami pracy i koniecznością rywalizacji z silną konkurencją, również chińską. Entuzjazm inwestorów studzi również obawa przed zaostrzeniem konfliktu na linii Waszyngton-Pekin i brak perspektyw na poprawę potencjału produkcji za Murem na rynek amerykański. Równocześnie prezydent Trump naciska na biznes, by przenosił produkcję do Stanów Zjednoczonych.
Pandemia koronawirusa prawdopodobnie wesprze ten trend. W praktyce okazało się, jak nierozważne jest "wkładanie wszystkich jaj do jednego koszyka" - inwestorzy zapewne będą starali się szybciej dywersyfikować geograficznie produkcję, aby ograniczyć wpływ podobnych szoków. Ponadto, rośnie presja społeczeństwa i polityków na lokowanie produkcji w kraju, w celu zabezpieczenia zasobów na wypadek ponownego wprowadzenia ograniczeń eksportu przez któregoś z partnerów.
Szybka relokacja będzie jednak raczej dotyczyła tych zasobów, które zostaną uznane za strategiczne. Większość globalnych łańcuchów wartości jeszcze przez jakiś czas na pewno zostanie w Chinach - na obecnym poziomie automatyzacji oraz rozwoju sieci powiązań w innych zakątkach globu całkowite zastąpienie Państwa Środka jest niemożliwe. Część przybierze charakter bardziej lokalny, niekoniecznie stricte krajowy.
W pierwszym kwartale trwał również trend hamowania chińskiej ekspansji zagranicznej. Chińczycy ulokowali w formie BIZ zaledwie 18,7 mld dol., najmniej od prawie 7 lat. W perspektywie poprzednich 12 miesięcy na zakupy istniejących przedsiębiorstw i tworzenie nowych biznesów "od zera" na obczyźnie wydali niespełna 100 mld dol., najmniej od blisko 6 lat.
Po wielkiej ofensywie z lat 2015-16 nie ma już śladu. Na świecie nie witają zazwyczaj Chińczyków z otwartymi ramionami, a i Pekin martwi się raczej stabilizacją sytuacji w krajowych finansach, do czego potrzebuje dewiz.
W przeszłości był to jeden z kanałów ucieczki kapitału - często kupowano co popadanie i za ile popadnie, niespecjalnie przejmując się rachunkiem ekonomicznym. Teraz ma być inaczej, a akwizycje mają być skoncentrowane na zyskiwaniu dostępu do technologii, know-how czy znanych marek.
Przy deficycie na rachunku bieżącym i niskim napływie BIZ ulgę chińskim władzom przynosi rosnący stopniowo napływ inwestycji portfelowych (o skali którego PBOC poinformuje w przyszłym miesiącu). Tym niemniej, aby zbilansować rachunek płatniczy, bank centralny musiał zaczerpnąć z przepastnych rezerw walutowych - skurczyły się one o przeszło 25 mld dol., co było drugim największym spadkiem w ostatnich trzech latach.
































































