Nowy prezes Rady Ministrów podjął decyzję, że chce pracować z dotychczasową Radą Ministrów, zanim zdecyduje dokonać jakichkolwiek zmian. Ekonomiści komentują decyzję premiera Morawieckiego.
Mateuszowi Morawieckiemu trudno będzie jednocześnie wypełniać obowiązki premiera i ministra rozwoju i finansów - ocenił w rozmowie z PAP ekonomista, prof. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego Mirosław Gornowicz.
"Nie wątpię, że pan Mateusz Morawiecki zechce dobrze wykonywać swoje obowiązki premiera oraz ministra rozwoju i finansów. Są one jednak tak absorbujące czasowo, że nie będzie go stać na realne wypełnianie obowiązków szefa rządu i ministra rozwoju i finansów. Może być mu po prostu ciężko fizycznie podołać tym obowiązkom" - ocenił ekonomista.
Gornowicz dodał, że prawdopodobnym jest to, że Morawiecki powoła sekretarza stanu, który będzie realnie wykonywał obowiązki szefa resortu i finansów.
"Rozumiem, że Morawiecki chce mieć szczególne oko na sferę gospodarki i finansów, zatrzymać strategiczne decyzje w swoim ręku. Ale jako sam premier może je podejmować. Wydaje mi się oczywiste, że będzie musiał mieć plenipotenta, który w jego imieniu będzie wykonywał tę codzienną ministerialną pracę" - stwierdził.

Zdaniem profesora, w ciągu dwóch-trzech miesięcy może dojść do zmian personalnych w rządzie. Wtedy też mogłoby dojść do rozdzielania funkcji premiera od ministra rozwoju i finansów.
"Myślę, że w ciągu dwóch, trzech miesięcy mogą jakieś zmiany personalne w rządzie zajść. Może przy tej okazji Morawiecki powierzy pełnienie funkcji ministra komuś innemu" - podsumował Gornowicz.
"Premier Morawiecki nie jest jeszcze gotowy do poważnych zmian personalnych"
"Sądzę, że jest to jednak tylko stan przejściowy. To oznacza, że premier Morawiecki nie jest jeszcze gotowy do poważnych zmian personalnych. Nie bardzo wierzę w możliwość bycia premierem i (szefem -PAP) dwóch ważnych ministerstw w tym samym czasie" - wskazał profesor Witold Orłowski.
Jak podkreślił, oznaczałoby to, że premier Morawiecki "robi to, co do tej pory", tyle, że "dodatkowo ma jeszcze nadzór nad wszystkimi innymi ministrami.". "To jest - moim zdaniem - nie do utrzymania" - ocenił.
Profesor Orłowski powiedział, że może sobie wyobrazić połączenie teki premiera z jednym z ministerstw - "jeśli na to się zdecyduje Mateusz Morawiecki". "Natomiast nie z takim superministerstwem czy konglomeratem ministerstw, które ma on pod sobą" - zaznaczył.
Jak dodał profesor Orłowski, rektor uczelni Vistula, można to też traktować "jako sytuację przejściową", w której faktycznie ministerstwami kierują inni, "ale są niejako pod parasolem premiera Morawieckiego".
"To by było lekkie wzmocnienie pozycji tych ministrów w stosunku do (...) sytuacji obecnej. Ale powtarzam, nie wydaje mi się, żeby to było rozwiązanie, które można utrzymać na przyszłość" - wskazał Orłowski.
W opinii Orłowskiego "pewnie trzeba będzie rozdzielić stanowisko ministra rozwoju i finansów, bo są to dwa różne obszary, chociaż współpraca między nimi jest rzeczywiście bardzo potrzebna". "Myślę, że premier, jeśli chce naprawdę kierować pracami rządu, będzie musiał zrezygnować z bezpośredniego kierowania przynajmniej jednym z tych ministerstw" - ocenił. I dodał: "Myślę, że takie zmiany nas czekają, chociaż pewnie w ciągu paru tygodni".
Zdaniem Orłowskiego, alternatywą dla tego jest utrzymywanie swego "rodzaju fikcji". "Tzn. wiceministów kierujących faktycznie ministerstwami pod formalnym kierownictwem premiera. Ale sądzę, że premier Morawiecki szybko się zorientuje, że nie da się jednocześnie być premierem i robić tego. Chyba, że się godzi na faktyczne oddanie władzy, chyba że zostaje tylko formalnym szefem ministerstw" - ocenił Orłowski.
"Brak zmian szefów poszczególnych resortów jest spowodowany pośpiechem"
"O tej rekonstrukcji się mówiło, a się jej nie robiło długo i w końcu się okazało, że Platforma (Obywatelska) złożyła wniosek o konstruktywne wotum nieufności (...), więc kierownictwo PiS stwierdziło, że trzeba to jednak przeciąć, bo to za długo trwa. I było zagrożenie, że to (oczekiwanie na rekonstrukcję) będzie się obracać przeciwko (PiS)" ocenił politolog z Instytutu Nauk Politycznych UW Bartłomiej Biskup.
Jak zauważył, chodziło o to, żeby przestać już zapowiadać rekonstrukcję, tylko wreszcie ją zrealizować. "Ten pierwszy krok został zrobiony, ale trudno dobre zmiany w rządzie przemyśleć w dwa dni" - powiedział PAP.
I właśnie - jak mówił z powodu tego pośpiechu nie udało się "przemyśleć konstrukcji rządu i de facto dokonać tej rekonstrukcji". Jak dodał, zdecydowano się na etap dwóch kroków: najpierw zmiany premiera, a za kilka tygodni członków Rady Ministrów.
"To jest taki gabinet tymczasowy do stycznia, zgodnie z resztą z zapowiedziami liderów PiS. I nic więcej nie można powiedzieć o tym gabinecie, tylko to, że jest to gabinet Beaty Szydło pod wodzą (Mateusza) Morawieckiego" ocenił Biskup.
Dopytywany o zapowiadane na styczeń zmiany w rządzie stwierdził, że trudno ocenić, bo będą się znowu ścierać dwie koncepcje. "Jedna, która mówi, żeby zrobić taką głęboką rekonstrukcję i wymienić większość ministrów, a druga że tylko kosmetyczne zmiany"
"Konstrukcja rządu może zadziałać tylko w bardzo określonych warunkach"
Komentując m.in. fakt, że Mateusz Morawiecki obejmując urząd premiera zachował dotychczasowe funkcje ministra finansów i rozwoju Cezary Mech zwraca uwagę, że resorty finansów i rozwoju to "dwie różne sfery", a jeszcze inne zadania ma sam premier.
Jego zdaniem, "to może zadziałać, jak ma się skrystalizowany pogląd, gdzie chce się dotrzeć, a także ma się bardzo zaufanych ludzi".
Rozmówca PAP ma jednak wątpliwości, czy oba te warunki są spełnione. Z dotychczasowych działań rządu, dodaje, można wyciągnąć wniosek, że o ile diagnoza zawarta w "Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju", dotycząca tego, co jest potrzebne do polepszenia pozycji Polski jest trafna, to do jej realizacji można mieć szereg zastrzeżeń. A sukcesy rządu wynikają bardziej z indywidualnych działań jego poszczególnych segmentów, a nie z koordynacji różnych sfer.
Tymczasem Mateusz Morawiecki, dodaje Mech, zachowuje cały dotychczasowy rząd ze wszystkimi konfliktami i niesprawnościami, co nie gwarantuje zmiany tej sytuacji.
Stąd, zdaniem rozmówcy PAP, przyjęte rozwiązanie będzie zapewne obowiązywać tylko przejściowo.
autor: Michał Boro, Magdalena Jarco, Agnieszka Pipała, Piotr Śmiłowicz
































































