Po Indiach nadszedł czas na Wenezuelę. To drugi duży kraj, którego władze w ciągu ostatnich tygodni dokonały „reformy walutowej”. W obu przypadkach wszystko sprowadza się do ograbienia rządzonej populacji.


Od paru lat Wenezuela pogrążona jest w postępującej zapaści socjalistycznej gospodarki. W kraju szaleje wywołana przez rząd hiperinflacja, w sklepach brakuje towarów, obdarzony potężnymi zasobami ropy naftowej kraj nie ma za co importować nawet towarów pierwszej potrzeby, a PKB kurczy się w tempie do 10% rocznie. Głównym winowajcą jest państwowa kontrola cen, która w połączeniu z potężnym dodrukiem pieniądza sprawia, że subsydiowane przez rząd towary błyskawicznie znikają z rynku i są nielegalnie (ale bardzo opłacalnie) eksportowane za granicę.
W tych warunkach 12 grudnia prezydent Nicolas Maduro nagle ogłosił, że w ciągu 72 godzin tracą ważność banknoty o nominale 100 boliwarów. Pomimo szalejącej hiperinflacji „setki” wciąż są najwyższym nominałem w Wenezueli, choć stanowią równowartość ok. czterech centów, czyli niespełna 20 polskich groszy. Banknoty o nominale stu boliwarów odpowiadają za ok. 80% wartości gotówki w obiegu.
Zobacz także
Władze nie chciały wypuszczać nowych banknotów, aby nie podważać oficjalnych statystyk, według których inflacja nie jest aż tak wysoka. Tymczasem na czarnym rynku za jednego dolara amerykańskiego trzeba zapłacić ok. 2500 boliwarów – podaje witryna Dolar Today.
Podobnie jak w Indiach, gdzie rząd praktycznie z dnia na dzień zdelegalizowały banknoty o najwyższych nominałach, tak samo w Wenezueli wymiana pieniądza miała na celu przede wszystkim ograbienie populacji. Na wymianę banknotów rząd przewidział zaledwie 10 dni – tak, aby jak najwięcej banknotów wypadło z obiegu, zmniejszając podaż pieniądza i redukując – jak to nazywali polscy komuniści – nawis inflacyjny.

Problem w tym, że od ogłoszenia decyzji Maduro upłynęły 72 godziny, a nowych banknotów wciąż nie ma! Wenezuelczycy masowo chcą się pozbyć starych pieniędzy, ale mało kto chce je przyjmować. Ludzie mają gotówkę w bankach, ale nie mogą jej wypłacić, ponieważ nie ma nowych banknotów o wyższych nominałach. Podobno od 500 aż do 20 000 boliwarów, stanowiących równowartość... 8 USD.
Według doniesień mediów cała sytuacja coraz bardziej denerwuje pogrążających się w nędzy Wenezuelczyków. Niezadowoleni ludzie zbierają się pod bankami, a siedziba banku centralnego w Caracas jest chroniona przez żołnierzy Gwardii Narodowej. Zdarzają się już napady i szabrowanie sklepów. W ten sposób Wenezuela może zostać pierwszym na świecie krajem bez gotówki.
Nieudana „reforma walutowa” może pogrzebać reżim chavistów, który w 15 lat zamienił najbogatszy kraj Ameryki Południowej w państwo trzeciego świata. Dzisiejsza Wenezuela przypomina Polskę z końca lat 80., z pustkami w sklepach i bezwartościową walutą. Różnica między nami a Wenezuelą jest jednak zasadnicza: mieszkańcy tego południowoamerykańskiego kraju sami wybrali sobie socjalistyczną ścieżkę.































































