Od lipca w danych o zatrudnieniu widać stagnację – zatrudnienie praktycznie nie rośnie, a nawet lekko się obniżyło. Jego dynamika jest słabsza niż w poprzednich latach. Rynek pracy dotarł do ściany. Pozytywne jest to, że na razie trendy się nie odwracają.


W październiku zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 2 tys. osób, do 6227 tys. To oznacza, że październik tego roku był wyraźnie słabszy niż analogiczny miesiąc w poprzednich dwóch latach. W 2017 r. przyrost wyniósł 5 tys. osób, a w 2016 r. – 8 tys. osób.
Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w latach 2016, 2017 i 2018, dla każdego roku styczeń = 100
Powody osłabienia są dwa. Z jednej strony, nie za bardzo jest kogo zatrudniać. Bezrobotnych jest mało, a napływ imigrantów obniża się. Z drugiej strony, popyt na pracę też wytraca dynamikę ze względu na słabszą koniunkturę. Tak, wiem, PKB rośnie w tempie ponad 5 proc., ale w wielu branżach eksportowych ewidentne jest spowolnienie.
Teraz najważniejszym pytaniem dla rynku pracy jest to, czy imigranci z Ukrainy nie zaczną chętniej wyjeżdżać do innych krajów, głównie Niemiec? Nasz sukces gospodarczy z ostatnich lat był możliwy w dużej mierze dzięki nowej sile roboczej ze Wschodu. Gdyby istotna część imigracji odpłynęła, dla wielu firm byłby to poważny problem. Ale cóż, czyż miarą naszego awansu cywilizacyjnego nie jest to, że rozmawiamy o problemie braku siły roboczej? Kto nie doświadczył 20 proc. bezrobocia na początku lat 2000. może nie rozumieć, o co chodzi.

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.































































