Metale szlachetne wciąż pozostają w niełasce inwestorów. Wrzesień był drugim z rzędu miesiącem, w którym kapitał odpływał z funduszy ETF inwestujących w królewski metal.


We wrześniu fundusze ETF (ang. exchange-traded funds) zredukowały swój stan posiadania złota o ponad 15,2 ton po tym, jak w lipcu upłynniły ponad 22 tony królewskiego metalu – wynika z danych zebranych przez Światową Radę Złota (WGC). Licząc od początku 2021 roku, ETF-y zmniejszyły swój stan posiadania o blisko 160 ton, za co odpowiadała przede wszystkim wyprzedaż kruszcu w lutym i marcu (łącznie było to prawie 200 ton).
Była to więc istotna korekta rekordowych zakupów złota w wykonaniu ETF-ów, jaka miała miejsce w roku 2020. W ubiegłym roku podmioty te nabyły przeszło 877 ton żółtego metalu, z czego w okresie od stycznia do października 2020 ich stan posiadania zwiększył o blisko 1026 ton.
Na koniec września wszystkie giełdowe fundusze inwestujące w złoto miały w swoich skarbcach 3 591,9 ton żółtego metalu. To ponad 8% poniżej rekordowego stanu z października 2020 roku, gdy wszystkie ETF-y razem wzięte posiadały 3 909 ton złota.
Za wrześniowy odpływ odpowiadały fundusze z Europy (-11,5 tony) i USA (-6,6 t.), czego nie dały rady zrównoważyć fundusze azjatyckie, które odnotowały wzrost stanu posiadania o 2,4 tony. Zdaniem analityków Światowej Rady Złota przyczyną wyprzedaży jednostek „złotych” ETF-ów były narastające oczekiwania na zakończenie nadzwyczajnie luźnej polityki monetarnej po obu stronach Atlantyku.

- Odpływu z obu regionów wynikały z ogłoszenia przez banki centralne planów zacieśnienia polityki monetarnej w przyszłości – Europejski Bank Centralny tylko zasygnalizował zmniejszenie swojego pandemicznego programu skupu aktywów, natomiast Rezerwa Federalna zasygnalizowała ograniczenie skupu w IV kwartale w połączeniu z oczekiwaniami na wyższe stopy procentowe w przyszłym roku – czytamy w najnowszym raporcie WGC.
Zapowiada się więc, że rok 2022 będzie stał po znakiem znacznie mniej ekspansywnej polityki monetarnej niż lata 2020-21. Mimo że największe banki centralne świata uparcie trzymają się polityki zerowych (lub wręcz ujemnych) stóp procentowych, to jednak tempo „dodruku” świeżego pieniądza zapewne będzie znacznie wolniejsze. A wszystko to w otoczeniu najwyższej od lat inflacji cenowej, która w USA przekracza 5%, a w strefie euro sięgnęła 3,4%. W rezultacie inwestorzy muszą funkcjonować w reżymie głęboko ujemnych realnych stóp procentowych, co w dalszym ciągu skłania do kupowania złota w celu zachowania realnej siły nabywczej kapitału.
Mimo to w ostatnich tygodniach sentyment do złota uległ wyraźnemu pogorszeniu. Pod wpływem narastających oczekiwań na wzrost stóp procentowych w USA oraz umacniającego się dolara kurs kontraktów terminowych na złoto pod koniec września zszedł w pobliże tegorocznych minimów. Redukcji uległa długa spekulacyjna pozycja w „złotych” kontraktach na nowojorskim Comeksie. Według części komentatorów było elementem rozgrywki prowadzonej przez tzw. banki bulionowe, które do końca roku muszą zaadoptować się do nowych regulacji bankowych w ramach tzw. Basel III.




























































