REKLAMA

Kanada emigracyjnym rajem? „Dała mi prztyczka w nos” [Tam mieszkam]

Malwina Wrotniak2016-11-10 06:00redaktor naczelna Bankier.pl
publikacja
2016-11-10 06:00

Atrakcyjne zarobki, wysoka jakość życia, tolerancja, bezpieczeństwo i piękna natura - często tak postrzega się Kanadę. Ale rozczaruje się ten, kto myśli, że w tym kraju dostaje się wszystko na tacy. – Kanada utemperowała moje wysokie mniemanie o sobie – mówi Polka mieszkająca w Vancouver.

Na finiszu wyborów prezydenckich w USA, wraz z doniesieniami o wygranej Donalda Trumpa w kolejnych stanach, z powodu przeciążenia „padła” strona internetowa urzędu imigracyjnego Kanady. Wizja wygranej kontrowersyjnego polityka wywołała u niektórych Amerykanów zainteresowanie warunkami przenosin do sąsiedniego kraju. Taki krok, w razie wygranej Trumpa, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zapowiedziało zresztą kilka znanych osób. Kiedy Brytyjczycy postanowili o opuszczeniu struktur Unii Europejskiej, internauci rozpoczęli poszukiwanie informacji o tym, jak wyglądałyby przenosiny do Kanady. Jak pokazała analiza Bankier.pl, Kanada od kilkunastu lat jest również jednym z najczęściej wyszukiwanych przez Polaków w Google krajów w kontekście emigracji. Do tego zajmuje wysokie pozycje w globalnych rankingach najlepszych miejsc do życia.

Popularność frazy "move to Canada" (przenosiny do Kanady) w wyszukiwaniach przez google.com w Wielkiej Brytanii - za ostatni rok:

Popularność frazy "move to Canada" w wyszukiwaniach przez google.com w Stanach Zjednoczonych - za ostatni miesiąc:

Dlaczego właśnie ten kraj? – Kanada, tak jak USA, stawia na indywidualizm i silne osobowości, które poprzez ciężką pracę próbują zrealizować swój Canadian Dream – mówi mieszkająca w Vancouver, trzecim co do wielkości zespole miejskim Kanady, Katarzyna Jeziorska. – W Polsce mieliśmy poukładane życie – pisze o sobie na blogu. – Jak sporo polskich  trzydziestolatków skończyliśmy studia magisterskie dzienne, braliśmy udział w wymianach studenckich Erasmus, pracowaliśmy podczas studiów w różnych takich "prackach" studenckich. Po studiach pracowaliśmy w  mniejszych i większych firmach, wzięliśmy kredyt na mieszkanie na warszawskiej Woli, nasze dzieci chodziły do przedszkoli i żłobków, a czasem były z nianią. Płaciliśmy podatki i kupowaliśmy na Allegro i w Lidlu. Mieliśmy (i mamy) rodziny, dobrych przyjaciół, sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy. Tak sobie normalnie żyliśmy, jak wielu przed nami i wielu po nas. I wtedy pojawiła się Kanada – opowiada.

Żyjąc w Vancouver, ceni sobie spokój, stabilizację, jakość życia czy warunki zawodowe w branży męża. Ale wyjeżdżając, nie uniknęła błędów, przed którymi teraz przestrzega innych myślących o emigracji za ocean.

Katarzyna Jeziorska / Archiwum prywatne

Mieszkanie w Kanadzie

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Na Twitterze wciąż pojawiają się nowe posty z hasłem #DontHave1Million, chociaż od najgłośniejszych internetowych protestów przeciwko wysokim cenom nieruchomości w Kanadzie minęło już półtora roku.

Katarzyna Jeziorska, kanadasienada.pl: Ceny nadal są wysokie. Vancouver stało się przez to „sławne” za sprawą dziewczyny, która rozpoczęła kampanię „nie mam miliona (żeby kupić dom w Vancouver)”.

Śladami 29-letniej Eveline Xia podążyły tłumy, zamieszczając w sieci zdjęcia z tym samym hasłem, swoim wiekiem oraz wykształceniem. Wnioski narzucały się same: młodych i wykształconych – a więc tych, których Kanada teoretycznie potrzebuje - nie stać na swobodne życie w dużych miastach – kupno nieruchomości i założenie rodziny.

Nie ma szansy, żeby osoby, które zarabiają około 50 tys. dolarów rocznie (mniej więcej tyle wynoszą średnie roczne zarobki zwykłego pracownika średniego szczebla, przyjmując, że dolna granica to 30 tys., a górna 80 tys. dolarów), mogły kupić sobie mieszkanie. A w Kanadzie, podobnie jak w Polsce, bardzo chce się mieć nieruchomość na własność. Problemem są nie tylko wysokie ceny, ale i niedostateczna podaż. Nawet gdyby młodzi ludzie zgromadzili wystarczające środki, często nie mieliby z czego wybierać – brakuje mieszkań w obrębie miasta, rozrastają się za to metropolie na przedmieściach.

W czyich rękach są mieszkania w centrum?

Sporo osób inwestuje w nieruchomości. Vancouver to jedyne tak duże miasto Kanady Zachodniej, położone najbliżej Azji jak tylko się da. Znacznie do niego bliżej niż do Toronto, a całą trasę można pokonać w ramach lotu bezpośredniego. Jednym słowem miejsce, gdzie warto inwestować w rynek mieszkaniowy, z czego skwapliwie korzystają obywatele różnych krajów azjatyckich.

Inwestycjom w Vancouver sprzyja też to, że Kanada jest krajem bezpiecznym, z praktycznie zerowym ryzykiem jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego. Jedynym państwem graniczącym z Kanadą są Stany Zjednoczone, które traktują swojego sąsiada z dużą pobłażliwością.

Problemom z kupnem towarzyszą problemy z najmem?

Zależy czego szukasz i jakimi środkami dysponujesz. Można przecież zamieszkać poza miastem i liczyć się z codziennymi dojazdami - wtedy ze znalezieniem nieruchomości nie powinno być kłopotów.

Zasadniczo szukanie mieszkania w Kanadzie, zwłaszcza pierwszego, to dość stresująca sprawa. Obecny rynek jest zdecydowanie przyjazny właścicielom - mogą wybierać wśród najemców, przeprowadzać swoistą rekrutację, prosić o referencje z miejsca pracy czy wcześniejszych mieszkań. Często spotyka się ogłoszenia, że wynajmą mieszkanie tylko osobom bez zwierząt, bez dzieci, a najlepiej dwójce młodych profesjonalistów - profesorów na UBC [Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej - red.].

Rynek psuje też Airbnb - najem krótkoterminowy jest dla właścicieli mieszkań dużo bardziej opłacalny niż wiązanie się na rok czy dłużej umową, podczas której nie można sobie dowolnie podwyższać czynszu. Tymi sprawami zajmują się rządzący miastem i prowincją, więc jest nadzieja na zmiany korzystne dla obywateli.

Jest jeszcze inna sprawa. Poszukując mieszkania w Kanadzie, trzeba myśleć kategoriami, którymi posługują się Kanadyjczycy. A oni nie wyobrażają sobie, że rodzina jak nasza, czyli 2+2, może mieszkać w lokalu w naszym rozumieniu 3-pokojowym, czyli z salonem i dwiema sypialniami – ich zdaniem my się w nim nie pomieścimy. Według Kanadyjczyków, przyzwyczajonych do przestrzeni, to jest mieszkanie dla jednej, góra dwóch osób. Zgodnie z ich standardami rodzina jak nasza powinna mieszkać w domu na przedmieściach, mieszkań z salonem i trzema sypialniami jest na rynku bardzo mało.

Vancouver / YAY Foto

U Jeziorskich wygrało polskie czy kanadyjskie podejście?

Mieliśmy szczęście. Udało nam się wynająć mieszkanie od osoby prywatnej, skądinąd sympatycznej Kanadyjki angielskiego pochodzenia.

Mieszkamy w “2 bedroom apartment”, czyli mamy dwie sypialnie (nasza i chłopaków) plus pokój dzienny z jadalnią i wnęką kuchenną. Bardziej niż powierzchnia mieszkania interesowała nas jego lokalizacja. Mieszkamy w dzielnicy Mount Pleasant, stanowiącej część miasta Uptown. Jest położona stosunkowo blisko śródmieścia (mąż czasami udaje się do pracy tam spacerem), ale jednocześnie nie jest tak gęsto zabudowana, nie ma tak wysokich budynków, łatwiej tu o park czy centrum kulturowo-rekreacyjne.

Mamy blisko do szkoły podstawowej, która może nie zajmuje najwyższych miejsc w rankingach, ale jest spokojna i przyjazna dzieciom. I przyjmuje wszystkie maluchy z regionu, co również nie jest takie oczywiste. Sytuacja mieszkaniowa i migracje młodych rodzin powodują, że szkoły w niektórych dzielnicach pękają w szwach, podczas gdy w innych świecą pustkami. W Vancouver nie ma nauczania na zmiany - jeśli więc dziecko nie dostanie się do najbliższej szkoły, niestety trzeba je dowozić do innej.

Ceny wynajmu podobnych mieszkań w tej okolicy zaczynają się od 1900 CAD za miesiąc. Mount Pleasant uważa się za najbardziej hipsterską część Vancouver, na granicy zamożniejszej zachodniej części miasta oraz imigranckich wschodnich osiedli. Trend jest taki, że zachodnie Vancouver się wyludnia, bo młodych ludzi z dziećmi nie stać na wynajęcie tam mieszkania, więc przenoszą się coraz bardziej na wschód.

Czytaj dalej: Praca w Kanadzie

Praca w Kanadzie

Zanim ty z dziećmi przyleciałaś do Kanady, zamieszkał tu Twój mąż.

Tak. Jeszcze parę lat temu w ogóle nie planowaliśmy emigracji. Mąż pracuje jednak w specyficznej branży - zajmuje się efektami specjalnymi do filmów. Polska to nie Hollywood, trudniej tu o produkcje  na dużą skalę, więc mimo że bardzo lubił swoją pracę w Warszawie, to w pewnym momencie chciał spróbować czegoś nowego, co pomogłoby mu się zawodowo rozwinąć. Szukał możliwości rozwoju w różnych firmach i w różnych krajach.  

Przyjechał pierwszy, niejako przetestować Kanadę. Gdyby powiedział, że nie warto wyjeżdżać, pewnie nawet nie wystartowalibyśmy z Polski.

Ale dał znak, że warto.

Zawodowo jest teraz zadowolony, a ja żałuję, że nie robię tego samego co on, bo zapotrzebowanie na pracowników w tej branży jest ogromne. Na tyle duże, że będąc już w Kanadzie, ponownie zmienił pracę.

O Vancouver czy Toronto mawiają w końcu „Hollywood Północy”.

To ciekawy temat. Teraz plotkuje się o księciu Harrym i jego dziewczynie Meghan Markle, która jest aktorką w Vancouver. W mieście kręci się sporo filmów i seriali, kilka razy w roku dostajemy od dyrekcji szkoły informację, że na plan filmowy wypożyczono tamtejsze boisko. Raz zastałam w skrzynce pocztowej informację, że przez kilka dni pod oknami będą się kręcić ludzie z planu serialu "Motive" (wciągający serial, który oglądaliśmy jeszcze przed przyjazdem do Vancouver, a będąc już tutaj odnajdujemy miejsca, gdzie go kręcą - przykładowo community centre w sąsiedniej dzielnicy, wiosce olimpijskiej, w serialu robi za siedzibę policji). To fajne uczucie mieszkać w filmowym mieście.

Niewiele osób wyjeżdżających do Kanady z Polski tak dokładnie wpisze się w zawodowe oczekiwania tamtejszych pracodawców. Mimo to, jako naród szukamy możliwości przeniesienia się tam. Radziłabyś ryzykować?

Do Kanady da się przyjechać, jak najbardziej da się tu pracować, natomiast najlepiej wykonywać zawód, który jest tu pożądany, ewentualnie być na tyle młodym i elastycznym, żeby w kierunku takiego zawodu kształcić się w Kanadzie. Jeśli ktoś nie ma odpowiedniego wykształcenia lub nie zna dobrze angielskiego, musi być bardzo odporny psychicznie albo nie mieć nic do stracenia.

Najpopularniejsze zapytania “EMIGRACJA DO…”, Polska, 2004-2016

Świat

Europa

Kanady

Niemiec

Australii

Norwegii

USA

Szwecji

Nowej Zelandii

Anglii

Niemiec

Szwajcarii

Norwegii

UK

Szwecji

Francji

Źródło: Bankier.pl za Google Trends, dane do 22.06.2016 r.

Natomiast osoby, które mają już w Polsce ugruntowaną pozycję zawodową, mogą się Kanadą mocno rozczarować. Dużo bardziej niż 20-latkowie, którzy wyjeżdżają, bo w Polsce nie widzieli dla siebie szansy, wobec czego mają mniej do stracenia. Trzeba też sobie uświadomić, że ludzie, którzy dzisiaj wyjeżdżają do Kanady, nie osiągną w sensie ekonomicznym tego, co osiągnęła Polonia, która jest tam od kilkudziesięciu lat. My, pokolenie 30-latków, takim samym nakładem czasu i pracy raczej nie dorobimy się tego, czego dorobiło się pokolenie baby boomers. Nawet Kanadyjczycy w naszym wieku nie osiągną tyle, ile osiągnęli ich rodzice. A co dopiero my, imigranci, którym jest tu podwójnie trudno. Nie mówię tego z goryczą, po prostu trzeba sobie zdać z tego sprawę i nie oczekiwać złotych gór.

Wyjeżdżałaś już z takim nastawieniem?

Jestem z wykształcenia magistrem filologii węgierskiej. I o ile w Polsce działa sporo centrów outsourcingowych, gdzie chętnie zatrudnia się filologów mniej popularnych języków, którzy pracują przy projektach z obszaru finansów czy księgowości, o tyle w Kanadzie znajomość węgierskiego nie okazała się... szczególnym atutem [śmiech].

Ale znalazłaś pracę, nawet w swojej branży.

W tutejszym oddziale jednej z globalnych firm outsourcingowych. Myślałam sobie: przyjeżdżam z doświadczeniem w pracy w międzynarodowej korporacji, gdzie uczestniczyłam w operacyjnych "callach", przeprowadzałam migracje procesów po angielsku i w innych językach, współpracowałam z Amerykanami i Kanadyjczykami. Szybko jednak okazało się, że w porównaniu z Polską, to zupełnie dwa różne rynki pracy. Że mój angielski jest niekanadyjski, inny, „korporacyjny”. Że muszę dopiero nauczyć się kanadyjskich wzorców rozmów.

Dzisiaj myślę, że to bardzo ważne dla osoby, która przyjeżdża tu szukać pracy: musisz wiedzieć, jak rozmawiać z Kanadyjczykami. Może nasza słowiańska ekspresja i otwartość wcale nie robi na nich wrażenia, wręcz jest uznawana za zachowanie niegrzeczne. I nigdy nie myśl o sobie, że znasz angielski na tyle dobrze, że nie mógłbyś go poznać lepiej albo przestać się uczyć; zwłaszcza jeśli zamierzasz emigrować do kraju anglojęzycznego.

Dzisiaj już tam nie pracujesz. Co dalej?

Doskonale zdaję sprawę z tego, że doświadczenie zawodowe zdobyte w Polsce nie jest moją kartą przetargową w Kanadzie. To dobra baza, ale niewystarczająca. W związku z tym myślę o zupełnym przekwalifikowaniu się i właśnie jestem w momencie, w którym zastanawiam się, co mogłabym robić. Vancouver to przede wszystkim IT, wszelkiej maści startupy, social media, digital marketing itp. Chyba przyjdzie mi uczyć się programowania [śmiech]. Nie znam się na tym, ale dlaczego mam się tego nie nauczyć? Na razie wspólnie rodzinnie zdecydowaliśmy, że nie będę pracować i zajmę się młodszym synem. A przy okazji mogę się przez chwilę zastanowić, co ze mną dalej będzie.

Na swoim blogu sugerujesz innym zastanawiającym się nad wyjazdem za ocean, że brak kanadyjskiego wykształcenia czy doświadczenia można, a nawet trzeba, próbować zrekompensować umiejętnościami miękkimi. Dlaczego uważasz, że to takie ważne?

W Kanadzie spotykają się imigranci z całego świata. Z różnych środowisk kulturowych, z różną etyką pracy. Pokazują swoje dyplomy z uniwersytetów rozsianych po pięciu kontynentach. Nazwy ich stanowisk, z polskiej firmy czy chińskiej, brzmią nawet podobnie, ale jednak nie oznaczają tego samego. Stąd wzięło się powszechne przekonanie, że pracodawcy kanadyjscy nawet nie patrzą na doświadczenie i wykształcenie spoza Kanady.

A nie patrzą?

Może patrzą, może nie patrzą, na pewno jednak szukają wspólnego mianownika dla ludzi różnej narodowości, którzy starają się o przyjęcie do pracy. I tymi wspólnymi cechami, które często powiedzą kanadyjskim pracodawcom więcej niż opis obowiązków pracownika w Iranie czy Manili, są tzw. kompetencje miękkie. Poza tym przeprowadzając się do kraju, w którym wszyscy są różni, musimy nauczyć się komunikacji, poszanowania inności, szukania innych rozwiązań niż te znane z rodzinnego kraju. Warto powołać się na te umiejętności podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Przecież mamy do zaoferowania swoje doświadczenie, ale także swoją osobowość, swoją markę, siebie. Kanada, tak jak USA, stawia na indywidualizm i silne osobowości, które poprzez ciężką pracę próbują zrealizować swój Canadian Dream.

Vancouver w Kanadzie / YAY Foto

Wizy do Kanady

Mimo najlepszych kompetencji czy chęci, zawodowy start w Kanadzie bywa trudny ze względu na skomplikowany system wizowy. Od czego najlepiej zaczynać?

Młodzi ludzie przyjeżdżający do Kanady najczęściej korzystają z programu wyjazdowego International Experience Canada, podobnego do popularnego amerykańskiego Work&Travel. To roczna wiza z pozwoleniem na pracę, która pozwala osiedlić się w dowolnej prowincji, w dowolnym mieście i wykonywać dowolną pracę (dla porównania - nawet Stany Zjednoczone nie oferują takiej możliwości). To rozwiązanie lepsze niż inne rodzaje pozwoleń na pracę, które ograniczają się zwykle do konkretnego pracodawcy, zawodu albo prowincji.

Dla ludzi poniżej 35. roku życia pobyt na takich warunkach to dobra opcja. Na pytania zwykle odpowiadam: przyjedź, spróbuj, zobacz, jak ci się spodoba praca i kraj. Sprawdź, czy się odnajdziesz, nie tylko pod względem ekonomicznym, ale też emocjonalnym.

Dla osób, które chcą zostać na dłużej, przewidziane są różne ścieżki imigracyjne, zazwyczaj powiązane z posiadanym doświadczeniem zawodowym czy rodziną już przebywającą w kraju. W Kanadzie funkcjonuje łącznie około 60 programów imigracyjnych, a w dodatku ich zasady często się zmieniają. Kanada ułatwia przyjazd ludziom młodym, którzy chcą zostać jej obywatelami, ale każdy może poczytać na stronie urzędu imigracyjnego o opcji dla siebie.

My w tym momencie jesteśmy nadal na wizie pracowniczej, o którą wystąpił pracodawca mojego męża (najpierw przyznano ją na trzy lata u pierwszego pracodawcy, później na dwa u kolejnego). Wystąpiliśmy właśnie o przyznanie pobytu stałego. Uzyskanie pozwolenia na pobyt stały jest wstępem do tego, żeby starać się o obywatelstwo kanadyjskie.

To znaczy, że zostajecie w Kanadzie na stałe?

Na początku myśleliśmy, że wrócimy, kiedy nasz syn będzie szedł do gimnazjum, teraz okazuje się, że w Polsce nie będzie gimnazjów, więc jak widzisz, na nasze decyzje wpływają różne czynniki. A poważnie - myślimy, że może warto tu pobyć przez kolejne lata. Będziemy tu tak długo, jak długo będziemy czuli, że to jest ten czas i to miejsce. A kiedy przestaniemy, wtedy wyprowadzimy się gdzie indziej. Do Polski albo do innego kraju. Najlepiej anglojęzycznego. Ewentualnie do Budapesztu też bym mogła [śmiech].

Kanada, Vancouver / YAY Foto

Czytaj dalej: Wyjazd do Kanady

Wyjazd do Kanady

Innym, przed przeprowadzką za ocean, też radziłabyś najpierw próbować życia w mniej odległym kraju?

Radziłabym spróbować najpierw emigracji w obrębie Europy. Emocje są wtedy mniejsze, zwłaszcza jeśli przeprowadza się całą rodzinę. Dzisiaj już wiem, że jest bardzo dużo pytań, które trzeba sobie zadać przed wyjazdem – kilka lat temu tego nie wiedziałam. Teraz mam świadomość, że powinnam była więcej rzeczy przemyśleć – zarówno jeśli chodzi o dzieci, jak i o siebie.

O dzieci – bo one ponoszą spore koszty emocjonalne naszych decyzji. Ja dopiero uczę się, jak patrzeć przez pryzmat ich początków w Kanadzie na to, kim będą za jakiś czas. Nikt nie wie, jak to, że wyjechaliśmy z Polski, wpłynie na ich przyszłe życie. Chcemy dla nich tego samego, co wszyscy rodzice dla swoich dzieci - żeby były odważne i szczęśliwe. Myśleliśmy, że nauczą się bycia odważnymi właśnie poprzez przysłowiowe rzucenie na głęboką wodę. I tak się w końcu stało, ale jednak mogliśmy się lepiej do tego przygotować, więcej rozmawiać o Kanadzie, o odległości, o tym, że teraz będziemy żyć na dwa kraje. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak emigracja wpłynie na relacje wnuków z dziadkami. Teraz wiem, że bez solidnego planu, rozpiski wizyt czy nawet regularnych spotkań przez Skype'a bardzo ciężko jest utrzymać naturalność takiej relacji. Cały czas się tego uczę, ale myślę, że przed wyjazdem mogłam czytać więcej psychologicznych opracowań na ten temat lub chociaż blogów innych matek-emigrantek.

Katarzyna Jeziorska - Polka w Kanadzie

O siebie dlatego, że jestem teraz na emigracji jako tzw. trailing spouse, „małżonek na doczepkę”, osoba towarzysząca temu, kto wyemigrował. Mnie - dziewczynie, która uczyła się w latach 90. i która myśli o sobie jako o wartościowym pracowniku - nagle przyszło się zmierzyć z faktem, że całe to zebrane w Polsce doświadczenie na emigracji jest dużo mniej warte. Niedostępność informacji na ten temat w Polsce przed wyjazdem spowodowała, że na początku nie było mi łatwo.

No i trzeba też powiedzieć sobie wprost - Kanada to nie jest Unia Europejska, gdzie za parędziesiąt złotych polecisz do rodziny w Warszawie. Vancouver jest pod tym względem jeszcze gorsze niż inne kanadyjskie lokalizacje, bo nie ma stąd bezpośredniego połączenia do Polski. Wbrew pozorom nawet tak prozaiczna kwestia potrafi być kłopotliwa, szczególnie gdy podróżujesz z całą rodziną.

Skoro nie miałaś takich refleksji przed wylotem do Kanady, to na czym skupialiście się, wyjeżdżając?

Zakładaliśmy, że jesteśmy odważni, wiemy, czego chcemy, mamy dobre zawody, znamy angielski, więc powinno się udać. A jeśli się nie uda, to też nic się nie stanie, trudno. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie ja nie będę pracowała w Kanadzie, a ponieważ jest to kraj droższy niż Polska, to braliśmy pod uwagę, że najwyżej wrócimy do Polski – wtedy już bez oszczędności, które w Kanadzie po prostu przejemy. Daliśmy sobie na to przyzwolenie. Uznaliśmy, że nawet gdyby wyjazd okazał się porażką, to przecież mamy w Polsce rodzinę, która wesprze nas w każdej decyzji i zawsze jest tu do czego wracać. Jesteśmy szczęściarzami, że emigrację wybraliśmy sami, nie wyjeżdżaliśmy z konieczności, dla pieniędzy. Pod tym względem czuliśmy się bardziej pewni siebie. Jak się później okazało, Kanada dała mi prztyczka w nos i utemperowała moje wysokie mniemanie o sobie.

Na razie jednak nie ma porażki.

Powiedzmy sobie szczerze - nasza sytuacja ekonomiczna w Vancouver nie jest lepsza niż w Warszawie. Będąc w Polsce, nie zdajesz sobie sprawy z wielu rzeczy, które po prostu masz, w związku z czym ich nie wyceniasz. Tymczasem po wyjeździe za granicę okazuje się, że trzeba za nie zapłacić. Jakkolwiek brzydko by to nie zabrzmiało, najpierw trzeba zapłacić nawet za to, żeby mieć wokół siebie ludzi. Inwestujesz więc i szukasz takich miejsc, żeby tych odpowiednich ludzi poznawać. Sytuacja prozaiczna - dla rodziny z małymi dziećmi pomoc babć jest nieoceniona, a za granicą jej nie masz. Wiele takich drobnych niedogodności składa się na realizm emigracji.

Mimo wszystko Kanada się nada [nazwa bloga Katarzyny Jeziorskiej – red.]?

Nigdy nie zamieniłabym tego doświadczenia emigracyjnego na żadne inne. To, czego i ile się nauczyliśmy i jak poznaliśmy siebie. To bardzo cenne doświadczenie. Emigracja była drugim po urodzeniu pierwszego syna momentem w moim życiu, który tak bardzo mocno mnie ukształtował i wpłynął na to, kim dzisiaj jestem. W drugim roku emigracji jest nam też łatwiej, świadomiej, dużo stabilniej.

Katarzyna i Jakub Jeziorscy

Vancouver się nada?

Jest niesamowicie pięknie położonym miastem. Może nie ma w nim wielkiego wow, ale wszyscy sobie żyją spokojnie, życzliwie względem siebie. Pewnie znajdą się malkontenci, którzy powiedzą, że nic się tu nie dzieje. I fakt - jeśli ktoś potrzebuje rozrywek innych niż sportowe, bo takie z racji położenia to miasto jest w stanie zapewnić, to może się rozczarować. Ale jeśli ktoś liczy na spokojną nudę i rzeczywistość bez politycznych zawirowań, to pod tym względem Vancouver jak najbardziej jest świetnym miejscem do życia.

Bardzo jestem ciekawa, co się stanie z Kanadą, z Vancouver w najbliższych latach. Chcemy planować swoją przyszłość w kraju spokojnym i przyjaznym, ale wiadomo, że wiele czynników ma wpływ na to, czy tak będzie. Na razie premier Kanady, który właśnie obchodził rocznicę swoich rządów, wzbudza więcej sympatii niż kontrowersji. Niektórzy zarzucają mu fasadowość i zbytnie celebryctwo rządzenia - zasłonę dymną dla prawdziwych problemów, z którymi boryka się Kanada. Może tak jest, ale ja i tak wolę jego zachowanie, bycie blisko ludzi, otwartość na innych, a nie gromy ciskane ex cathedra i mówienie, kto jest, a kto nie jest prawdziwym obywatelem. My czujemy się obywatelami zarówno Polski, jak i Kanady, chociaż paszport mamy na razie jeden. Zobaczymy, jak wybory w USA wpłyną na popularność kraju klonowego liścia. Po Brexicie dało się zauważyć wzmożone zainteresowanie Kanadą, nie tylko wśród Brytyjczyków. Dostaliśmy wtedy zapytania od Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii i zainteresowanych przeprowadzką za ocean. Ciekawe, czy teraz będą pisać z Ameryki...

Książka „Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą” w sprzedaży od 21 września.

"Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą", Malwina Wrotniak-Chałada / Wydawnictwo Marginesy
Źródło:
Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak
redaktor naczelna Bankier.pl

Redaktor naczelna Bankier.pl. Autorka wielu publikacji z zakresu finansów, ukazujących się na łamach serwisu od 2008 roku. W przeszłości dziennikarz specjalizujący się w tematyce ubezpieczeń, doceniona Nagrodą Polskiej Izby Ubezpieczeń dla Środowiska Dziennikarskiego. Autorka emigracyjnych projektów "Tam mieszkam" i "Zawróceni", uhonorowana Nagrodą im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii. W 2016 r. wydała książkę "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą". Absolwentka studiów doktoranckich na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Tematy
Boom na hipoteki oswoil spoleczenstwo z ubezpieczeniami

Boom na hipoteki oswoil spoleczenstwo z ubezpieczeniami

Komentarze (150)

dodaj komentarz
jaspers
A ktoś czytał - bardziejlubieksiazki.pl/ksiazki/reportaze/27-smierci-tobyego-obeda/ ? Inne spojrzenie na Kanadę. To wcale nie jest taki cudowny kraj, cudowne miejsce - a te wydarzenia, które miały miejsce w historii, naprawdę przerażają. Nie tędy raczej droga, co nie? Zacznijcie chociaż od przeczytania recenzji - całkiem A ktoś czytał - bardziejlubieksiazki.pl/ksiazki/reportaze/27-smierci-tobyego-obeda/ ? Inne spojrzenie na Kanadę. To wcale nie jest taki cudowny kraj, cudowne miejsce - a te wydarzenia, które miały miejsce w historii, naprawdę przerażają. Nie tędy raczej droga, co nie? Zacznijcie chociaż od przeczytania recenzji - całkiem zmienia ona oblicze tego kraju.
batot
Mam pytanie do Polonii w Kanadzie.
Moim małym marzeniem od 17 roku życia była Kanada. Było już raz blisko wyjazdu tam w wieku jeszcze młodzieńczym - niestety nie udało się (nie chodzi o ambasadę czy wizę bo miałem jechać na zaproszenie lub wiza "wakacyjna").
Obecnie mam 41 lat, rodzina, dzieci, dom >200m2,
Mam pytanie do Polonii w Kanadzie.
Moim małym marzeniem od 17 roku życia była Kanada. Było już raz blisko wyjazdu tam w wieku jeszcze młodzieńczym - niestety nie udało się (nie chodzi o ambasadę czy wizę bo miałem jechać na zaproszenie lub wiza "wakacyjna").
Obecnie mam 41 lat, rodzina, dzieci, dom >200m2, przepiękne widoki z okna na łono przyrody, jeziora, lasy i 4km do rynku miasta >100 tyśięcznego. Prawie raj na ziemi a z sąsiadami (domy obok) lepiej się żyje jak z rodziną a czasami mi jeszcze przelatuje myśl "Kanada".
Pracuję w branży telekomunikacyjnej od 20 lat (właściciel firmy IT ) bez wykształcenia informatycznego - samouk.
W Polsce zarabiam jak mi się nie chce pracować ~5k a jak mi się bardzo chciało pracować to dobijałem do 15k zł. Wiadomo wraz z wiekiem nie chce mi się tak zapie***** jak za młodu dla tych tysięcy.
Dojrzałem do tego, że lepiej mieć więcej wolnego czasu kosztem mniejszych pieniędzy.

1. Czy warto dalej marzyć o Kanadzie w mojej sytuacji?

2. Jakiś czas temu sprawdzałem jak wygląda sytuacja z dostaniem wizy z pozwoleniem na pracę. Poprzeglądałem stronę ambasady i wyszło z tego, że 35r życia chyba nie ma takiej możliwości. Od tego momentu przestałem marzyć o gruszkach na wierzbie. Czy faktycznie po 35 roku życia praktycznie zamyka się droga do legalnej emigracji?
Pozdrawiam i podziwiam wytrwałych.
batot
Mam pytanie do Polonii w Kanadzie.
Moim małym marzeniem od 17 roku życia była Kanada i było już raz blisko wyjazdu tam w wieku jeszcze młodzieńczym - niestety nie udało się (nie chodzi o ambasadę czy wizę bo miałem jechać na zaproszenie lub wiza "wakacyjna").
Obecnie mam 41 lat, rodzina, dzieci, dom >200m2,
Mam pytanie do Polonii w Kanadzie.
Moim małym marzeniem od 17 roku życia była Kanada i było już raz blisko wyjazdu tam w wieku jeszcze młodzieńczym - niestety nie udało się (nie chodzi o ambasadę czy wizę bo miałem jechać na zaproszenie lub wiza "wakacyjna").
Obecnie mam 41 lat, rodzina, dzieci, dom >200m2, przepiękne widoki z okna na łono przyrody, jeziora, lasy i 4km do rynku miasta >100tyśięcznego. Prawie raj na ziemi a z sąsiadami (domy obok) lepiej się żyje jak z rodziną a czasami mi jeszcze przelatuje myśl "Kanada".
Pracuję w branży IT bez wykształcenia IT - samouk.
Pracuję obecnie od 20 lat w branży telekomunikacyjnej.
W Polsce zarabiam jak mi się nie chce pracować ~5k a jak mi się bardzo chciało to dobijałem do 15k zł. Wiadomo wraz z wiekiem nie chce mi się tak zapie***** jak za młodu dla tych tysięcy.
W raz z wiekiem dojrzałem do tego, że lepiej mieć więcej wolnego czasu kosztem mniejszych pieniądzy.

1. Czy warto dalej marzyć o Kanadzie w mojej sytuacji?

2. Jakiś czas temu sprawdzałem jak wygląda sytuacja z dostaniem wizy z pozwoleniem na pracę. Ale z tego co oglądałem po 35r życia chyba nie ma takiej sytuacji. Od tego momentu przestałem marzyć o gruszkach na wierzbie. Czy faktycznie po 35 roku życia praktycznie zamyka się droga do legalnej emigracji?
~ciepłolubny
Kanada to w większej części 'Amerykańska Syberia'. Zima od października do maja i minus 50 stopni to nie dla mnie.
~byleDoWiosny
troche o kanadyjskim "raju":

'We're trying to survive': Struggling Fort Nelson hit with increase in natural gas prices

http://www.cbc.ca/news/canada/british-columbia/we-re-trying-to-survive-struggling-fort-nelson-hit-with-increase-in-natural-gas-prices-1.3883821

~tarra
A ja..podziwiam takich ludzi jak autorka bloga. Podziwiam za odwagę w podjęciu decyzji, niezrażanie się niedogodnościami i niedocenieniem zawodowym (jak ktoś w komentarzach napisał- możesz być po psychologii w PL a zarabiać gorzej niż hydraulik).

To jest naprawdę wielka odwaga. Nie wszyscy są przyjaźni, nie wszystko
A ja..podziwiam takich ludzi jak autorka bloga. Podziwiam za odwagę w podjęciu decyzji, niezrażanie się niedogodnościami i niedocenieniem zawodowym (jak ktoś w komentarzach napisał- możesz być po psychologii w PL a zarabiać gorzej niż hydraulik).

To jest naprawdę wielka odwaga. Nie wszyscy są przyjaźni, nie wszystko rozumiesz po ENG, czasem są też inne zwyczaje/inna kultura. Wszystko jest wyzwaniem i pewnie nie raz można się poczuć jak stateczek na wielkim oceanie ;-)

Wg mnie nie każdy emigrant jest szczęśliwy, bo nie każdy ma odpowiednie nastawienie i osobowość.. dla tych co wyjechali- wielkie brawa!!!
pozdrawiam polonie z Van! gratuluje konsekwencji w realizacji marzeń
~Witold
Mieszkam w Kanadzie od 25 lat, znam kupe polakow, nikt samotny nie jest no chyba ze tak lubi. Jesli skonczyles studia w polsce i chcesz grac magistra tutaj to daleko nie zejedziesz, zaczynsz od podstaw i pniesz sie do nieba jak masz web na karku. Znam ludzi co zarabiaj $20 na godzine i znam co zarabiaja ponad $40. Wszystko zalezy Mieszkam w Kanadzie od 25 lat, znam kupe polakow, nikt samotny nie jest no chyba ze tak lubi. Jesli skonczyles studia w polsce i chcesz grac magistra tutaj to daleko nie zejedziesz, zaczynsz od podstaw i pniesz sie do nieba jak masz web na karku. Znam ludzi co zarabiaj $20 na godzine i znam co zarabiaja ponad $40. Wszystko zalezy od ciebie ile jestes warty na tutejszym rynku. Jesli skonczyles studia z psychologi z tytulem to mozesz rozwozic pizza za 8 na godzine plus napiwek, a jak jestes elektrykiem i zrobiles kanadyjskie papiery to twoja zona nie bedzie musiala pracowac.

pozdrawiam
~Psycholog
Nie rozumiem co chcesz przez to powiedzieć oprócz tego, że wszystko zale3ży czy jest dobrze czy źle oraz co kto przywiózł z Polski (za darmo lub prawie). Jak jest dobrze to jest dobrze, a jak jest źle to wtedy jest źle. No i najważniejsze w tym wszystkim to, ze jak jest źle to tylko twoja/moja wina.
~opty
.....sorry,bezpieczna Kanada...ale w razie globalnych konfliktów ,nie ma bezpiecznych miejsc,no a też wezmą cię bracie w kamasze i bron brytyjską królową i imperium.....i inne takie tam Malwiny....Gibraltary.....
~Tadek
Dla niezorientowanych - chcialem dodac , ze tak zwana zdrowa zywnosc nie zawsze jest zdrowa, a zakupy od Mennonitowbeda ok 3X drozsze, chyba , ze wybierzesz sie w podroz i kupisz bezposredni na rynku Mennonitow - to mozesz kupic troche taniej

Powiązane: Tam mieszkam

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki