Ożywienie w polskiej gospodarce w 2024 r. będzie solidne; ze względu na mocny wzrost płac w ujęciu realnym jest znaczna przestrzeń do pozytywnych niespodzianek - ocenia główny ekonomista Citi Handlowego Piotr Kalisz. Prognozy CPI obarczone są znaczną niepewnością, ale mocny PLN pomaga normalizować sytuację inflacyjną w Polsce.


"Dane z polskiej gospodarki za luty były całkiem niezłe, szczególnie jeśli chodzi o sprzedaż detaliczną i płace. Długo czekaliśmy na ożywienie konsumpcji i widać, że w końcu coś zaczęło się dziać. Po dwóch-trzech miesiącach, kiedy w ujęciu miesiąc do miesiąca sprzedaż detaliczna praktycznie nie zmieniała się, w lutym mieliśmy wyraźne odbicie. Przy dwucyfrowych wzrostach płac i niskiej, jednocyfrowej inflacji wzrost realnych wynagrodzeń musi znaleźć gdzieś ujście – może posłużyć do odbudowy oszczędności lub wydatków konsumpcyjnych. Biorąc pod uwagę to, jak duże są wzrosty wynagrodzeń, wydaje się, że wystarczy zarówno na oszczędności, jak i konsumpcję. Długi okres słabej konsumpcji powoduje, że odłożony popyt jest silny" - powiedział PAP Biznes Kalisz.
"Oczekujemy ok. 2-proc. wzrostu PKB rdr w I kw. 2024 r. Został nam jeszcze jeden miesiąc, nie znamy też danych o handlu zagranicznym, ale wydaje się, że po danych za luty ryzyko dla tej prognozy skierowane jest w górę" - dodał.
Ekonomista prognozuje, że ożywienie gospodarcze w 2024 r. będzie silne i ze względu na mocny wzrost płac w ujęciu realnym jest przestrzeń do pozytywnych niespodzianek.
"Widać, że gospodarka jest w fazie ożywienia i – ze względu na to, co dzieje się z płacami realnymi – jest przestrzeń do pozytywnych niespodzianek, i to znaczna przestrzeń. W tym roku jest duża szansa, że wzrost gospodarczy wyniesie powyżej 3 proc., nie można też wykluczyć, że zbliżymy się do 4 proc. Nasza bazowa prognoza zakłada wzrost PKB na poziomie 3,2 proc. w 2024 r." - powiedział.

"Ożywienie w tym roku będzie bardzo silne, jednak z powodów arytmetycznych wynik za cały rok jest mocno zależny od punktu startowego w IV kw. 2023 r., a ten był słaby. Aktywność gospodarcza będzie zatem w rzeczywistości silniejsza niż sugeruje to wspomniane 3,2 proc." - dodał.
W 2024 r. wzrost gospodarczy w Polsce podbijać będzie przede wszystkim konsumpcja. Inwestycje mogą wzrosnąć o ok. 2 proc., mocniejsze odbicie powinno pojawiać się w 2025 r.
"Jeżeli wziąć pod uwagę prawdopodobne wzrosty wynagrodzeń w tym roku, które mogą wynieść ok. 10-11 proc., przy średniorocznej inflacji w okolicach 3-4 proc., mamy 7-proc. wzrost realnych wynagrodzeń w całym roku. Jeżeli faktycznie w 2024 roku wzrost płac realnych będzie tak silny, będzie mieć to znaczący wpływ na konsumpcję. Spodziewamy się, że znajdzie się ona na poziomie 4,1 proc. w tym roku, z ryzykiem w górę" - prognozuje Kalisz.
"Zakładamy, że inwestycje w 2024 r. wzrosną w okolicach 2 proc. rdr, nie więcej, co oznacza mocne wyhamowanie w porównaniu z 2023 r. Wybory samorządowe będą prawdopodobnie oznaczały tąpnięcie, przed wyborami aktywność inwestycyjna była mocna. Pozytywnie na aktywność wpływać będzie z kolei napływ środków z KPO – pod koniec roku prawdopodobnie zobaczymy już jakieś efekty. Większe ożywienie w inwestycjach pojawi się zapewne dopiero w 2025 r. Co do zasady ten rok jest pod negatywnym wpływem funduszy spójności – ze względu na 7-letni cykl dołek przypada na 2024 r." - dodaje.
Zdaniem Kalisza, ekonomicznymi czynnikami ryzyka dla prognoz gospodarczych jest przede wszystkim sytuacja w Europie Zachodniej i presja dezinflacyjna ze strony Chin.
"Kraje naszego regionu konkurują w produkcji towarów z Chinami, zatem to, co dzieje się w tym kraju, mocno wpływa na naszych eksporterów. Jeżeli z kolei w strefie euro zobaczymy większe lub mniejsze spowolnienie, nie pozostanie to bez wpływu na prognozy dla polskiej gospodarki" - powiedział PAP Biznes ekonomista.
Bez aprecjacji PLN inflacja w Polsce byłaby dużo wyższa
W krótkim terminie prognozy dla inflacji w Polsce są pozytywne. Zdaniem głównego ekonomisty Citi Handlowego, w marcu wskaźnik CPI powinien spaść w okolice 2 proc. rdr z 2,8 proc. rdr w lutym.
"Dużym zaskoczeniem będzie, jeśli inflacja w marcu nie spadnie poniżej celu inflacyjnego NBP. Nasze szacunki na tę chwilę wskazują, że CPI znajdzie się na poziomie 2,1-2,2 proc. rdr. Od kwietnia będziemy mieli podwyżki cen żywności, które mogą podbić inflację o ok. 0,9 pkt. proc. Konkurencja na rynku detalicznym może jednak spowodować, że podwyżka VAT częściowo zostanie zabsorbowana przez sprzedawców, wtedy wzrost CPI może być nieco mniejszy" - powiedział PAP Biznes Piotr Kalisz.
"Jeśli chodzi jednak o całokształt inflacji, niewiele to zmienia – wskaźnik cen w kolejnych miesiącach będzie piął się w górę. Od lipca zobaczymy podwyżki cen energii – zakładamy, że rachunki za prąd wzrosną o 15 proc. W takim scenariuszu pod koniec roku inflacja znajdzie się w okolicy 5 proc." - dodał.
Kalisz zaznacza jednak, że niepewność do co prognoz inflacji jest wyjątkowo duża. Kluczowe znaczenie będzie miało kształtowanie się cen energii w drugiej połowie roku.
"Decyzje administracyjne dotyczące cen mrożonych po lipcu mogą bardzo mocno zmienić ścieżkę CPI. Ze strony rządu płyną sygnały, że od lipca nastąpią podwyżki cen energii, ale nie do końca wiadomo w jakiej formie. Raz wskazuje się na podwyżki rzędu 20 proc., innym razem, że ceny zostaną uwolnione, ale pojawiają się rekompensaty w postaci bonów. Z punktu widzenia inflacji ma to bardzo duże znaczenie. W przypadku uwolnienia wpływ na inflację będzie pełny, nawet jeśli gospodarstwa domowe otrzymają bony jako rekompensatę wzrostów cen" - wskazuje ekonomista.
"Nie zakładamy, że w 2025 r. inflacja średniorocznie powróci do celu, natomiast pod koniec przyszłego roku CPI może znaleźć się w okolicy jego górnej granicy, tj. 3,5 proc." - dodaje.
W rozmowie z PAP Biznes ekonomista wskazał, że jednym z czynników, który pomaga normalizować sytuację inflacyjną w Polsce jest silny złoty.
"Niewątpliwie sytuacja teraz jest inna niż w 2023 r. – wówczas mieliśmy złotego w okolicy 4,70/EUR, teraz mamy poziomy w okolicach 4,30/EUR. Gdyby nie mocniejszy złoty, to na przełomie 2024/2025 inflacja byłaby prawdopodobnie wyższa o 1 pkt proc." - powiedział Kalisz.
"Patrząc na czynniki, które przyczyniają się do spadku inflacji duże znaczenie mają towary importowane. Częściowo dlatego, że Chiny w sposób bardzo aktywny wchodzą na inne rynki i deflacja z tego kraju jest eksportowana do innych krajów. Drugi element to właśnie umocnienie złotego, to bardzo obniża ceny importu i powoduje, że inflacja jest niższa. Bez aprecjacji złotego inflacja w Polsce byłaby dużo wyższa" - dodał.
W '24 stopy proc. bez zmian; istotny policy-mix
Bazowy scenariusz Citi Handlowego zakłada, że stopy procentowe w Polsce w 2024 r. pozostaną bez zmian.
"Jest kilka powodów, które uzasadniają taką prognozę. Po pierwsze w najbliższych miesiącach inflacja będzie rosła, po drugie – realne stopy procentowe w Polsce i tak są niskie, biorąc pod uwagę roczną stopę procentową i oczekiwaną inflację. Zatem nasza polityki pieniężna jest relatywnie łagodna. Mamy też wsparcie gospodarki ze strony polityki fiskalnej" - powiedział PAP Biznes główny ekonomista banku, Piotr Kalisz.
"Jedynym czynnikiem, który działa zacieśniająco, jest mocny złoty. W takiej sytuacji trudno znaleźć argument za tym, żeby bank centralny zaczął szybko ciąć stopy procentowe, a przynajmniej bank centralny w 2024 r." - dodał.
Kalisz wskazuje, że w ostatnim czasie NBP stał się nieco bardziej techniczny i stara się "postępować podręcznikowo".
"W przeszłości NBP nieco łagodniej podchodził do napływających danych, bardziej elastycznie je interpretował. Wnioskując jednak po wypowiedziach przedstawicieli NBP wydaje się, że stał się on nieco bardziej technicznym bankiem, który zwraca uwagę na inflację i stara się postępować podręcznikowo" - ocenia ekonomista.
Citi prognozuje obniżki stóp procentowych dopiero w 2025 r.; skłonić RPP do takiego ruchu może sytuacja za granicą.
"W naszych prognozach zakładamy obniżki stóp procentowych w 2025 r., choć wydaje się, że powody takich ruchów nie będą lokalne – te przemawiają raczej za pozostawaniem stóp bez zmian, biorąc pod uwagę chociażby ożywienie gospodarcze. Czynnikiem krajowym, który mógłby być argumentem za obniżeniem stóp procentowych, jest normalizacja sytuacji na rynku pracy. Prognozujemy, że dynamika wynagrodzeń będzie schodzić z wysokich poziomów, co zmniejszy obawy banku centralnego o inflację" - prognozuje Kalisz.
"Niemniej główny czynnik jest raczej związany z sytuacją za granicą – oczekujemy, że Fed i EBC będą wyraźnie obniżać stopy procentowe. Jeżeli EBC obniży stopy poniżej 2 proc. w 2025 r. to automatycznie sprawi to, że NBP będzie mógł obniżyć stopy bez pogorszenia perspektyw inflacyjnych, chociażby dla zachowania parytetu i nieumacniania złotego jeszcze bardziej" - dodaje.
W rozmowie z PAP Biznes Kalisz zaznaczył, że w kontekście perspektyw dla polityki monetarnej kluczowy będzie kształt polityki fiskalnej.
"To czynnik niepewności. W tym roku deficyt będzie prawdopodobnie wysoki, niewykluczone, że wyższy niż był planowany, pytanie jak będą wyglądały kolejne lata i jaki będzie wpływ realizacji zapowiedzi na budżet. Deficyt może być wysoki, ale niekoniecznie musi być proinflacyjny – jeśli duża część deficytu będzie wynikała np. ze zwiększenia zakupów zbrojeniowych, to efekt inflacyjny nie będzie bezpośredni" - powiedział ekonomista.
"Jeśli okaże się, że potrzebne będą cięcia wydatków w jakimś innym miejscu po to, żeby realizować zakupy na obronność, to pomimo wysokiego deficytu polityka fiskalna może być wręcz dezinflacyjna. To duży element niepewności. Przy ewentualnej luźnej polityce fiskalnej w 2025 r. może nie być przestrzeni do obniżek stóp procentowych" - dodał.
Ekonomista wskazuje jednak, że ostatnie sygnały ze strony decydentów sugerują, że polityka fiskalna w 2025 r. może nie być luźniejsza niż w bieżącym roku.
"Ostatnie sygnały ze strony rządu wskazują, że – ze względu na duże wydatki na obronność – nie za bardzo jest przestrzeń do podwyższania kwoty wolnej od podatku. Jeśli tego typu sygnały będą wciąż płynąć i sytuacja będzie rozwijać się w tym kierunku, to może okazać się, że w 2025 r. polityka fiskalna nie będzie luźniejsza niż w 2024 r." - powiedział Kalisz.
"Dochodzimy też do etapu, w którym pojawiają się pewne ograniczenia, jeśli chodzi o wydatki. Pewnie bylibyśmy w stanie mieć wyższy deficyt i bez problemu byśmy go sfinansowali. Ograniczeniem jest jednak to, że w takiej sytuacji inflacja byłaby wyższa, a po drugie – mamy procedurę nadmiernego deficytu i wymagania unijne" - dodał.
Patrycja Sikora (PAP Biznes)
pat/ ana/





























































