Prywatne przychodnie nie narzekają na brak klientów, więcej- są w na tyle dobrej kondycji finansowej, że niektóre z nich planują wejście na giełdę. Trójmiejski Polmed złożył już w KNF prospekt emisyjny i „jeśli zadebiutują pod koniec tego roku, a taki jest plan, będą pierwszą spółką na parkiecie zajmującą się opieką ambulatoryjną. Na giełdzie są jak na razie dwie spółki specjalizujące się w lecznictwie szpitalnym - Swissmed oraz EMC Instytut Medyczny. Kurs tej pierwszej w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wzrósł z poziomu 1 zł do 3,48 zł, a EMC - z 15 zł do 38,90 zł.
- Branża medyczna jest w tym samym punkcie, jaki zajmowały firmy deweloperskie dwa-trzy lata temu. Są niedoceniane przez rynki finansowe, ale za moment czeka ją dynamiczny rozwój - przekonywał na środowej konferencji prasowej wiceprezes Polmedu Romuald Magdoń” czytamy w Gazecie Wyborczej.
„Wydatki na służbę zdrowia w Polsce są bardzo niskie. To ok. 4 proc. PKB (razem z prywatnymi to 6,2 proc.). Daje to 558 dol. na mieszkańca. To mało nawet w porównaniu z naszymi sąsiadami - na Słowacji na służbę zdrowia wydaje się 649 dol. na osobę, na Węgrzech - 787 dol., a w Czechach - 972 dol. Publiczna służba zdrowia jest przy tym mocno zadłużona - zdaniem resortu finansów na 6 mld zł. Jej budynki - zwłaszcza szpitale - są w fatalnym stanie. Tylko co piąty został wybudowany po 1990 r. Na niezbędne remonty i modernizacje oraz wymianę przestarzałej aparatury medycznej trzeba wydać od razu ok. 9 mld zł. Na dodatek dostęp do "państwowych" lekarzy jest mocno ograniczony. Raz - ze względu na niedawne strajki w służbie zdrowia. Dwa - służba zdrowia masowo przeprowadza się za granicę” - wskazuje Gazeta Wyborcza.
W tej sytuacji znakomicie sobie radzą prywatne przychodnie i szpitale. „W ubiegłym roku z ich usług skorzystały 2 mln Polaków. Spora część z nich korzysta przy tym tylko i wyłącznie z prywatnej służby zdrowia. Rynek usług medycznych finansowanych z prywatnej kieszeni - chodzi tu m.in. o wykupywane przez pracodawców abonamenty medyczne, usługi świadczone przez prywatne gabinety czy przychodnie specjalistyczne - wart jest już ok. 15 mld zł. A to oznacza, że w ciągu roku Polak przeznacza na prywatne leczenie już mniej więcej 400 zł. Przychody prywatnych przychodni rosną po 30, a nawet 40 proc. rocznie” - informuje Gazeta Wyborcza.
Leczenie w prywatnych przychodniach i szpitalach przestaje w Polsce być luksusem zarezerwowanym wyłącznie dla najbogatszych, a staje się życiową koniecznością. Długotrwałe oczekiwanie na wizytę, możliwość przeprowadzenia tylko najbardziej niezbędnych badań, problem z dostępem do lekarza to tylko niektóre z niedogodności, na jakie natrafią pacjenci chcący skorzystać z publicznej służby zdrowia. Szkoda tylko, że składkę na ubezpieczenie zdrowotne solidarnie wszyscy płacimy taką samą, niezależnie od tego, czy z usług państwowych lekarzy korzystamy regularnie, czy też od lat leczymy się wyłącznie prywatnie.
Więcej informacji na temat sytuacji w prywatnej służbie zdrowia w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w artykule Piotra Mączyńskiego i Leszka Kostrzewskiego „Rośnie prywatna służba zdrowia”.





























































