Mimo że niektórzy analitycy uważają dzisiejsze wzrosty w Europie oraz piątkową zwyżkę w Nowym Jorku za pozbawioną fundamentalnych podstaw, to rosnący apetyt na ryzyko stał się dzisiaj faktem. Inwestorzy widząc poprawę koniunktury chętniej decydują się na bardziej ryzykowne transakcje, do których wykorzystują pożyczone pieniądze.
Od wielu miesięcy najtańsza gotówka jest w Japonii, gdzie oficjalne stopy procentowe wynoszą zaledwie 0,5%, podczas gdy w USA jest to 3%, w strefie euro 4%, w Australii 7%, a w RPA aż 11%. W rezultacie przy stabilnym kursie USD/JPY opłaca się pożyczyć pieniądze w Kraju Kwitnącej Wiśni i lokować je na przykład w obligacjach z Antypodów. Praktyka ta została ochrzczona mianem carry trade i od dłuższego czasu to właśnie tego typu transakcje dyktują kurs japońskiej waluty.
W poniedziałek o godzinie 14:10 rynek walutowy wyceniał dolara na 107,77 jenów, czyli o 0,52% wyżej niż na zamknięciu piątkowych kwotowań. Euro podrożało o 0,42%, osiągają cenę 159,65 jenów. Brytyjskiego funta można było zamienić na 211,85 jenów, czyli o 0,45% więcej niż w piątek.
Transakcjom carry trade i deprecjacji jena sprzyja też relatywnie niska zmienność na parze dolar-jen. Dzisiaj zmienność implikowana jednomiesięcznych opcji na kurs USD/JPY spadła o 0,65 pkt. proc., do poziomu 10,70%. Niższa zamienność zmniejsza cenę opcji walutowych, co obniża koszty zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym i tym samym zwiększa opłacalność carry trade.
K.K.



























































