Rząd postanowił wytoczyć ciężkie działa przeciwko osobom prowadzącym samochody pod wpływem alkoholu. Jednak te działa to stare armaty, które narobią dużo szkód, ale ich efektywność jest niewielka. Być może rząd tak naprawdę ma chrapkę na 1 mld zł dodatkowego dochodu z nowych wysokich nawiązek?

Źródło: Thinkstock
Statystycznie wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierujących jest coraz mniej. W ubiegłym roku odnotowano 2,1 tys. takich wypadków, w których zginęło 265 osób, a 2726 zostało rannych. Od kilku lat policja kładzie duży nacisk na kontrole trzeźwości kierujących pojazdami. Tylko w 2013 roku wykonano 8,8 mln takich kontroli w wyniku, których ujawniono 168 tys. osób, które miały więcej niż 0,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Z tego 72 tys. stanowili rowerzyści. Liczba kontroli wzrosła z 2,9 mln w 2009 roku do 8,8 mln w 2013 roku, co przynosi pozytywny skutek, bo równocześnie maleje liczba ujawnionych przypadków prowadzenia pojazdów pod wpływem. W ciągu trzech ostatnich lat liczba przyłapanych na "podwójnym gazie" zmalała o 20 tysięcy!
Rząd odpowiedział na naciski
Niemniej pod wpływem nacisków opinii publicznej rząd uznał, że liczba ofiar, dramat poszkodowanych i wciąż panujące przyzwolenie na tego typu zachowania na drogach są wystarczającym powodem do tego, aby zaostrzyć przepisy oraz poprawić dochody do budżetu. Partie polityczne prześcigały się w propozycjach kar dla osób prowadzących pod wpływem alkoholu - od całkowitego zakazu prowadzenia samochodu, konfiskaty pojazdu i bezwzględnej kary ograniczenia wolności (najlepiej minimum 5 lat) do upubliczniania danych i praktycznego linczu społecznego włącznie.

| CZYM JEST TZW. NAWIĄZKA? | |
| Jest to kara finansowa o charakterze odszkodowawczym. W Polsce jej maksymalna wysokość to nawet 100 tys. zł. Może być przyznana na rzecz kogoś lub Skarbu Państwa. |
Ile tracimy na pijanych kierujących?
Wbrew pozorom całkiem sporo. Policjanci ruchu drogowego to armia blisko 10 tys. ludzi, którzy posiadają na stanie ok. 3 tysięcy alkomatów. Każde takie urządzenie kosztuje średnio 4 tys. zł, a jego konserwacja ok. 100 zł rocznie.
Ofiary śmiertelne wypadków drogowych spowodowanych przez pijanych kierujących to koszt dla ZUS-u przynajmniej 1,2 mln zł rocznie z wypłaty samego zasiłku pogrzebowego. Do tego należy doliczyć świadczenia z tytułu rent dla osób niezdolnych do pracy oraz rent rodzinnych dla bliskich ofiar wypadków. Tysiące rannych trzeba hospitalizować - koszty idą w setki milionów złotych rocznie. Co więcej - specjalistyczny sprzęt, praca służb ratunkowych i straży pożarnej to również wydatki. Wymiar sprawiedliwości, sądy, prokuratura oraz utrzymanie więźniów - sprawców wypadków, to także kwestie, których nie można pomijać. Łączne koszty wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców to przynajmniej 600-800 mln zł rocznie.
Kosztem alternatywnym nie do oszacowania jest śmierć ludzi, którzy w przyszłości mogli pracować, tworzyć dobrobyt itp. Kosztem jest również praca tych, którzy muszą pilnować porządku na drogach oraz usuwać skutki wypadków za publiczne pieniądze.
Państwo straci na zaostrzeniu przepisów
Jeżeli liczba nietrzeźwych kierujących utrzyma się na podobnym poziomie co w ubiegłych latach, to z samych nawiązek powinno się pozyskać ok. 1-1,5 mld zł. Jednak z drugiej strony - utrzymanie więźniów to też koszt - rok za kratkami to przynajmniej 30 tys. zł za jednego więźnia. Jeżeli połowa "pijanych" trafi za kratki na średnio przynajmniej pół roku oraz doliczy się koszty sądowe, to w ostatecznym rozrachunku okaże się, że do zaostrzenia przepisów najzwyczajniej trzeba będzie dołożyć nawet kilkaset milionów złotych.
Do tego rząd postanowił wprowadzić nakaz posiadania w samochodach jednorazowych alkomatów. W Polsce mamy 18,7 mln samochodów. Koszt takiego urządzenia wynosi ok. 10-15 zł. Oznacza to, że w ciągu roku wprost z kieszeni właścicieli pojazdów do producentów alkomatów trafi przynajmniej 180 mln zł. Przy tym istnieje obawa, że będzie to martwy przepis - raczej kolejny powód do ukarania kogoś mandatem niż rzeczywista ochrona przed nietrzeźwymi kierowcami.
Trzeba myśleć o przyszłości
Biorąc pod uwagę rozmiar kosztów zarówno finansowych i społecznych, rząd powinien poszukać rozwiązań, które w przyszłości zmarginalizują problem nietrzeźwych kierujących. Jednak w to miejsce zaproponowano jedynie zaostrzenie kar, które w mojej opinii będą tylko częściowo skuteczne i raczej powinny mieć charakter przejściowy.
Problem jest złożony. Dokładne zdefiniowanie i wskazanie przyczyn wypadków z udziałem kierujących "na podwójnym gazie" zawsze nastręcza trudności. Celem rządu powinno być zapobieżenie prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu przekraczającym dopuszczalny prawem limit. Czy jest on za wysoki lub za niski - to już odrębna kwestia. Jedno jest pewne - proponowane rozwiązania są bardzo surowe i kosztowne. "Wczorajsi" kierowcy na skutek własnej głupoty mogą zniszczyć sobie życia i kariery - w mediach nazywa się ich potencjalnymi mordercami, ale często są to nasi sąsiedzi - normalni pracujący ludzie utrzymujący rodziny. Państwo powinno ich karać za głupotę, ale też musi stwarzać rozwiązania, które pozwolą im uniknąć konsekwencji czasami chwilowej nieuwagi.
Dlatego, tak jak kilkadziesiąt lat temu wprowadzono obowiązek montowania i zapinania pasów bezpieczeństwa w samochodach, może czas zwrócić się do producentów, aby obowiązkowo montowano w nowych samochodach urządzenia, które uniemożliwiają uruchomienie silnika osobie, która w sensie prawnym jest "nietrzeźwa". Technologicznie jest to wykonalne. Po 10-15 latach, kiedy w praktyce wymieniłby się park maszynowy w kraju, problem pijanych za kółkiem praktycznie by nie istniał. Wbrew pozorom byłoby to prostsze i tańsze od zaostrzania przepisów, które w zasadzie są podstawą do tworzenia państwa policyjnego.
Łukasz Piechowiak























































