Argentyna ma nowego prezydenta, który chce ją sprowadzić na tory wolnego rynku. W jednym z pierwszych powyborczych wywiadów wskazał, jakie przedsiębiorstwa należące do państwa pójdą pod młotek.


W ostatni weekend Argentyńczycy wybrali nowego prezydenta. Niegdyś jeden z najbogatszych krajów świata dziś zmaga się z licznymi problemami gospodarczymi. Javier Milei zapowiada radykalne reformy - w tym likwidacje banku centralnego i dolaryzacje gospodarki. Rynki pozytywnie zareagowały na wieści o wygranej Milei.
W trakcie kampanii wyborczej Milei proponował radykalne zerwanie z argentyński socjalizmem i przestawienie kraju na tory wolnego rynku, własności prywatnej i klasycznych wartości liberalnych. Milei jest zwolennikiem austriackiej szkoły ekonomii opartej o teorie Ludwiga von Misesa. „Austriacy” opowiadają się za wolnym rynkiem, minimalną ingerencją państwa (czytaj: polityków i urzędników) w gospodarkę - o czym pisał w artykule pt. "Javier Milei chce zlikwidować bank centralny i wprowadzić dolara. To ostatnia nadzieja Argentyny?" Krzysztof Kolany.
Argentyński Balcerowicz?
W jednym z pierwszych powyborczych wywiadów prezydent-elekt Javier Milei ujawnił pierwsze cele prywatyzacji. "Pod młotek" ma trafić gigant naftowy YPF oraz grupa energetyczna Enarsa, która zbudowała i obecnie obsługuje strategiczny gazociąg Néstora Kirchnera. Gazociąg ten uważany jest za "punkt przegięcia dla rozwoju gospodarczego Argentyny, a także rozwiązaniem problemów gospodarczych, przed jakimi stoi Argentyna" - oceniła minister energii Flavia Royon. Dzięki tej inwestycji Argentyna z importera LNG zapewne stanie się jego eksporterem.
Prywatyzacja tych organizacji nie nastąpi jednak z dnia na dzień. Milei powiedział, że podejmie niezbędne kroki, aby zrestrukturyzować Enarsę i YPF, "aby można je było sprzedawać w sposób bardzo korzystny dla wszystkich Argentyńczyków" - podaje "Herold Buenos Aires".

Zresztą YPF został częściowo sprywatyzowany w latach 90., to jednak w kwietniu 2012 r. zapadła decyzja o przejęciu przez państwo 51 proc. udziałów w YPF posiadanych przez hiszpański Repsol. We wrześniu 2023 roku dwóm inwestorom mniejszościowym - Petersen Energia i Eton Park Capital Management - ameykański sąd przyznał 16,1 miliarda dolarów odszkodowania wraz z odsetkami.
Milei przewiduje, że prywatyzacja YPF oraz Enarsy zakończy się w ciągu dwóch lat. To o rok więcej, niż przewiduje w przypadku dolaryzacji gospodarki, która ma zlikwidować inflację.
Sprywatyzować wszystko, co się da
Na sprzedaż mają trafić także media publiczne - państwowa agencja informacyjna Télam, Televisión Publica - czyli argentyńską sieć telewizji publicznej i Radio Nacional - krajową stację radiową. Jak uważa nowo wybrany prezydent Argentyny, pod rządami lewicy telewizja publiczna stała się "mechanizmem propagandy".
"Wszystko, co może znaleźć się w rękach sektora prywatnego, będzie w rękach sektora prywatnego" - powiedział Milei. Jak jednak zaznaczył, sprywatyzowane nie mogą zostać edukacja ani służba zdrowia, ponieważ leżą one w kompetencjach władz poszczególnych prowincji.
Nie byłaby to pierwsza fala prywatyzacji w Argentynie. W latach 90. liberalny peronista Carlos Menem przeprowadził szereg reform gospodarczych - powiązał kurs peso z dolarem amerykańskim, dokonał prywatyzacji i wywołał olbrzymi napływ inwestycji zagranicznych. Spowodowało to spadek inflacji oraz wzrost PKB o 35 proc. w przeciągu 4 lat. Ceną był jednak wzrost bezrobocia.
Zamieszki? Nie ze mną te numery Argentyno
Część reform proponowanych przez Javiera Mileię niewątpliwie przypomina Argentyńczykom reformy Carlosa Menemy. Wiele z tych rozwiązań wywołało wówczas niezadowolenie społeczne oraz liczne protesty i strajki.
Jak odnotowuje "El Pais", Milei przestrzegł, że jest gotowy stawić czoła tym, "którzy sprzeciwiają się zmianom, w obronie swoich przywilejów". Nie miał na myśli "kasty politycznej", z którą obiecał walczyć podczas kampanii, ale pracowników i urzędników, którzy mogą stracić pracę. Prezydent-elekt dodał, że nie będzie tolerował zamieszek.


























































