Agresywna polityka sponsoringowa koncernów, przeszkody administracyjne i fiskalne to główne bariery dla polskich piwowarów. Mimo to branża rozwija się, rokrocznie przybywa nowych browarów na rynku, a Polacy znają już podstawy piwnej sensoryki. Sprawdzamy, jak miewa się polska piwna rewolucja, która od 2011 roku wkracza do naszego codziennego życia.
- Rewolucja piwna zapoczątkowana pierwszymi piwami nowofalowymi w 2011 roku w ciągu ostatnich 2-3 lat przybrała na sile. Powstało wiele browarów rzemieślniczych, każdego roku pojawia się bardzo dużo nowych i coraz lepszych piw. Kluczowa jest rosnąca świadomość konsumentów. Ich wiedza o tym, czym jest, jak może i jak powinno smakować dobre piwo. Już nie chodzi tylko o to, żeby było zimne i dobrze wchodziło – mówi w rozmowie z Bankier.pl Marek Kamiński, międzynarodowy sędzia piwny i jeden z czwórki założycieli browaru Kingpin.
Nowe piwa i nowe browary
Polacy zaczęli aktywnie zakładać browary i tworzyć nowe smaki piwa od 2011 roku. Biorąc pod uwagę tylko trzy ostatnie lata w browarnictwie, można zauważyć gwałtowny wysyp nowych typów trunku. Rok 2016 był czasem 513 premier, 2015 – 1164, a 2016 – 1561, wynika z danych opublikowanych na blogu Piwna Zwrotnica.
Z roku na rok zwiększa się również liczba nowych browarów – w 2014 powstało ich 47, z czego 18 stacjonarnych, w 2015 natomiast liczba ta wzrosła do 57, a 26 z nich było niezależnych. W ubiegłym roku na rynek wkroczyło kolejnych 63 browarów – 31 stacjonarnych i 32 kontraktowych (browary kontraktowe warzą piwa w browarach innych firm na zasadach kontraktu - przyp. red.).
- Obecnie w Polsce funkcjonuje blisko 200 browarów, kilkadziesiąt kolejnych projektów jest w różnej fazie budowy, nowe otwierają się prawie każdego miesiąca. Polscy rzemieślnicy warzą piwo praktycznie we wszystkich stylach świata, ponadto są niezwykle kreatywni w stosowaniu niestandardowych składników i receptur, chętnie eksperymentują i przekraczają granicę – mówi o piwnej rewolucji Kamiński.

Bariery dla piwnych rzemieślników
Zapytaliśmy Kingpin oraz Profesję o to, na jakie przeszkody mogą trafić polscy piwowarzy. – Piwa rzemieślnicze zdobywają powoli wydarzenia kulturalne, w tym roku uwarzyliśmy specjalne piwa na festiwal Castle Party w Bolkowie, jednak sporym ograniczeniem pozostają kwestie finansowe. Duże browary koncernowe sponsorują większość imprez sportowych i kulturalnych, otrzymując wyłączność na sprzedaż piwa. Małe browary niestety nie są w stanie konkurować na tym polu – mówi Karol Sadłowski z wrocławskiej Profesji.
Podobny problem zauważa Kamiński z Kingpina. – Nadal pewną przeszkodą w rozwoju piw rzemieślniczych jest agresywna polityka sponsoringowa koncernów piwowarskich – wyjaśnia. Dodatkowo Kamiński mówi o problemach związanych z formalnościami, jakie czekają każdego browarnika. – Wciąż mamy wiele przeszkód administracyjnych i fiskalnych. Według przepisów najmniejszy nawet browar musi w Polsce spełniać niemal identyczne wymogi co największy browar koncernowy. Dla małych przedsięwzięć wiąże się z to z dużym wysiłkiem czasowym i finansowym – tłumaczy w rozmowie z Bankier.pl.
Jednak, co zauważają browarnicy, zmienia się podejście zarówno organizatorów imprez, jak i strategie marketów. Umowy na wyłączność powoli wygasają, choć są dość często intratne dla właścicieli pubów czy restauracji. – Takie umowy są domeną koncernów, które w zamian za nią są w stanie zaoferować wiele korzyści, takich jak: wstawienie sprzętu do rozlewu piwa, wstawienie ogródków piwnych (ławy, stoły, parasole), lodówki, szklanki, wafle firmowe itp. Na szczęście duża część restauracji i hoteli, chcąc się wyróżnić, unika podpisywania umów na wyłączność i wprowadza piwo rzemieślnicze do swojej oferty. Browary kraftowe zaczynają tworzyć własne lokale – mówił rok temu przy okazji artykułu „Rzucili prestiżowe etaty na rzecz własnego browaru” Sadłowski z Profesji.
Wyzwaniem dla browarników jest również potrzeba wyróżnienia się na rynku i przykucia uwagi konsumentów. To wymaga kreatywności, eksperymentowania i stosowania nietypowych receptur czy składników. Browar Kingpin był jednym z prekursorów takiego podejścia. Jako pierwszy w Polsce na tak szeroką skalę zastosował niestandardowe składniki m.in. werbenę cytrynową, wrzos, jaśmin, rokitnik, świeże espresso, wanilię burbońską, herbatę sencha, liście kaffiru czy grillowane cytryny. Inni rzemieślnicy nie ustępują ani o krok. Browar Profesja niedługo wypuści kolejne nowe piwo, tym razem w stylu braggot, które leżakuje w drewnianych beczkach po whisky i brandy.
Powstaje pytanie – czy rynek ma jeszcze miejsce na nowe smaki? O zdanie zapytaliśmy również domowego piwowara, Mateusza Hryniewskiego, który na co dzień jest producentem muzycznym. – Aby dzisiaj zaistnieć, trzeba pokazać coś, co wywoła efekt wow. Na przykład zrobić piwo o smaku oleju silnikowego – komentuje z przymrużeniem oka sytuację na rynku. – Wszystkie otwierane browary muszą mierzyć się nie tylko z ogromną konkurencją, ale i z trudnym konsumentem, który szybko nudzi się kolejnymi odmianami piwa, np. z nutą czekoladową – mówi w rozmowie z Bankier.pl.
Polskie chmiele – czy rynek rośnie w siłę?
Przy okazji ubiegłorocznej rozmowy z polskimi browarnikami poruszaliśmy temat kiepskiej dostępności polskich chmieli. Większość browarów w kraju korzysta z surowców pochodzących najczęściej ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii lub Nowej Zelandii. Okazuje się, że choć dyspozycyjność jest nieco większa, polskie browary i tak zaopatrują się u zagranicznych dostawców. - To nie jest tak, że piwowarzy są zmuszeni warzyć na zagranicznych chmielach. Po prostu stosowanie nowych odmian – zwłaszcza amerykańskich – to istota piwnej rewolucji. Tamte odmiany mają bogatsze aromaty, są ciekawsze. Ale „marynka” czy „lubelski” wciąż są z powodzeniem stosowane – wyjaśnia Kamiński.
– Z dostępnością surowców bywa różnie, o ile chodzi o słody, to nie ma problemu. Dostawcy bardzo szybko zauważyli rozwój małych browarów i skierowali do nas swoją ofertę, nierzadko wzbogacając ją o słody specjalne, np. wędzone drewnem wiśni czy śliwy. Niestety z chmielami jest znacznie gorzej, chcąc mieć dostęp do określonych jego odmian, trzeba je kontraktować ze znacznym wyprzedzeniem (ostatnio kontraktowaliśmy już chmiele na 2020 rok u jednego z dostawców). Dla bezpieczeństwa utrzymania ciągłości produkcji tych piw, które chcemy warzyć, zaopatrujemy się również u zagranicznych dostawców z Niemiec czy Wielkiej Brytanii – przedstawia sytuację Sadłowski z Profesji.
|
Polskie i amerykańskie chmiele w browarach rzemieślniczych |
||
|---|---|---|
|
Rok |
Liczba odmian stosowanych polskich chmieli |
Liczba odmian stosowanych chmieli ze Stanów Zjednoczonych |
|
2014 |
5 rodzajów |
19 rodzajów |
|
2015 |
8 rodzajów |
32 rodzaje |
|
2016 |
12 rodzajów |
37 rodzajów |
|
Źródło: opracowanie własne Bankier.pl na podstawie danych opublikowanych przez Piwną Zwrotnicę |
||
- Większość browarów rzemieślniczych używa jednak najwyższej jakości surowców z zagranicy, przede wszystkim atrakcyjnych aromatycznie odmian chmielu ze Stanów Zjednoczonych, Australii czy Nowej Zelandii. Browar Kingpin nie jest tutaj wyjątkiem – korzystamy z amerykańskiego chmielu, a od polskich producentów pozyskujemy wiele niestandardowych dodatków do piw – wyjaśnia Kamiński.
Domowy piwowar
Dość często słyszy się od browarników, żeby samemu spróbować uwarzyć własne piwo, aby na własnej skórze sprawdzić, jak bardzo różni się od klasycznych „jasnych pełnych”. – Cała wiedza jest dostępna w internecie i to nic tajemnego. Tak naprawdę musiałem po prostu poznać system pracy, kolejność czynności i przeczytać trochę teorii o rozkładzie skrobi. Resztę podpowiedzieli mi sprzedawcy w sklepach z zaopatrzeniem piwowarskim i koledzy muzycy. Sam zaopatrzyłem się w „zestaw piwowara”, który zawiera wskaźnik skrobi, balingometr, termometr, miarki, glukozę, fermentory wężyki i tym podobne. Kosztowało to łącznie jakieś 250 złotych, do tego kupiłem warnik za około 500 złotych, który choć nieobowiązkowy, ale za to bardzo przyspiesza warzenie – podaje w rozmowie z Bankier.pl Hryniewski.
Po uzbieraniu wszystkich składników można zabrać się do warzenia piwa, które, jak się okazuje, w domowych warunkach jest dość czasochłonne. – Warzenie razem z chłodzeniem i zadawaniem drożdży trwa maksymalnie pięć godzin. Dużo zyskuję dzięki warnikowi, ale niestety nie mam jeszcze żadnej aparatury chłodzącej, więc zanim zadam drożdże, to zanurzam fermentor w wannie pełnej zimnej wody. Następnie trwa fermentacja burzliwa przez około 10-15 dni, następnie cicha również około 10-15 dni, a na końcu leżakowanie, które może potrwać kilka miesięcy w zależności od stylu – przedstawia w skrócie cały proces warzenia Hryniewski.
Ile kosztuje litr domowego piwa? Z rozmowy z browarnikiem wychodzi na to, że bardzo niewiele, po odliczeniu kosztów dotyczących sprzętu i energii elektrycznej, za litr płaci się z własnej kieszeni około 2 złote, czyli złotówkę za butelkę. W zależności od pojemności warnika na raz można uwarzyć sobie od 20 do 50 litrów złotego trunku.














![Jak zainwestować w srebro? [Poradnik]](https://galeria.bankier.pl/p/1/0/52c014947501e1-480-287-183-445-3504-2102.jpg)


















































